diablo 3

Fabuła D2 By Sinned

Ostatnia modyfikacja: 30.09.2007. Utworzono: 24.08.2007

Czyli to, co jest absolutnie ignorowane ~~. Prawie nikt nie zwraca na to chociaż szczątkowej uwagi.

Wczuj się w klimat, włącz coś odpowiedniego (techno, hardcore i rap odpada ;p ), zasłoń żaluzje, ściemnij światło lub w ogóle je zgaś, zastrzel tego tępego gołębia, który ciągle pohukuje za oknem, zaczerpnij łyku chłodnego napoju i schowaj kozę do szafy, skup się tylko na czytaniu, zamknij tę szafę, zrelaksuj się...

Wiele w swoim życiu widziałeś zła, wystarczająco dużo, by wiedzieć, że jest... złe ;p. Brałeś udział w wielu potyczkach, nabierałeś doświadczenia, ale to co przed Tobą stanęło podda próbie Twe siły, zarówno fizyczne, jak i psychiczne.

AKT I

Jesteś kolejnym śmiałkiem żądnym przygód, szukasz wyzwań, nowych potyczek i możliwe, że i bogactwa. To sprawia, że zainteresowałeś się historią Warriva, który oświadczył Ci, że jego karawana zostaje w obozowisku, w którym jesteś zaledwie parę chwil, dopóki po drodze do kolejnej osady czają się niebezpieczeństwa przyciągane przez pewną złą istotę.
Chwilę po rozmowie podchodzi do Ciebie okryta w purpurę kobieta, jakby wyczuwała co Ci po głowie chodzi. Wita Cię, przedstawia się jako Akara, kapłanka klasztoru Niewidzącego Oka. Mówi Ci, że ona i inne kobiety musiały uciekać z klasztoru przed hordami demonów, aż tu. Prosi Cię o pomoc, jednak wypowiadane przez nią zdania nie brzmią, jak pytania, lecz polecenia, jakby czuła, że i tak się zgodzisz.

Pierwszym Twym celem jest Siedlisko Zła wśród dziczy. Wycinasz przez kolejne potwory swoją drogę do groty. Tam udaje Ci się bez większych trudności wykosić wszystkie, co do jednego, potwory. Wracasz dumny do obozowiska. W wejściu czeka na Ciebie Kashya. Wdaje się z Tobą w rozmowę, jest arogancka i chce, abyś zabił dla niej jakiegoś potwora (podobno to jedna z ich klasztoru, która nie stoi już po jasnej stronie) na cmentarzu. Normalnie byś się nie zgodził wykonywać misję dla kogoś tak dumnego z siebie, ale obiecała jako nagrodę jedną z panienek, których pełno jest stojących i milczących w obozowisku.
Więc wyruszasz na kolejną podróż, trafiasz w końcu na cmentarz, cuchnie tu rozkładającymi się zwłokami, a groby wyglądają na puste. Dostrzegasz na środku cmentarzyska bezlistne drzewo, podchodzisz bliżej... nagle leci w Twoją stronę ognista strzała. Na szczęście źle wycelowana. Więc to jest ten potwór, na którego dostałeś zlecenie. Orlica, jak nazwała ją Kashya, jest szybka i silna, jednak cóż to dla Ciebie. Jak zwykle dajesz sobie radę. Po śmierci byłej łotrzycy, otwierasz portal do miasta, aby jak najszybciej odebrać swoją nagrodę. Kashya woła do siebie jedną z łuczniczek i przedstawia ją jako Amplisę. Imię dziwne, ale darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, tej jednak ochotę masz zaglądnąć... w jej inwentarz... tzn. sprawdzić jaki nosi łuk ~~. Jakiś marny więc kupujesz jej porządniejszy i dajesz i odbierasz ciągle tylko po to, aby słuchać jak bez przerwy głupio mówi "dzięki". Po znudzeniu tą zabawą udajesz się znów do Akary, nie masz ciągle dość przygód.

Bez problemu znajdujesz czarodziejkę i pytasz się o kolejną misję. Akara zaczyna mówić o uwięzionym starcu, ostatnim z rodu, którego nazwy nie jesteś w stanie poprawnie wymówić. Jako nagrodę chce Ci dać jeden z jej magicznych pierścieni. Zachęcony wyruszasz dalej.
Szybko okazuje się, że Amplisa potrafi strzelać sobie... z łuku... do wrogów strzałami, naturalnie. Czasem też podpali jedną ze strzał, jednak ta zawsze gaśnie w locie albo spala się przed dotarciem do wroga, co bardzo irytuje Twoją kompankę.

Kierując się wskazówkami Akary, przebędąc drogę przez podziemny tunel, zdobywając tę kartkę papieru, o którą chodziło czarodziejce, wróciliście do kręgu kamieni, który omineliście wcześniej. Dotknąłeś kamieni w odpowiedniej kolejności i nagle z nieba zaczęły lać się błyskawice, a na środku kamieni pokazał się czerwony portal. Bez większego zastanowienie wkroczyłeś w nieznane. Za portalem kryła się wioska, wyniszczona, zrujnowana. Pomiędzy płonącymi chatami dostrzegłeś wiszącą klatkę. Klatka nie była pusta. Czyżby Akarze chodziło właśnie o niego? Przybiegłeś do klatki i przyszedł czas na kombinowanie, jakby tu tę klatkę znieść na ziemię. Starzec zawołał: "Pomóóóó....aaa", gdyż w tym momencie udało Ci się znaleźć odpowiedni mechanizm zrzucający klatkę, która w impecie uderzenia o ziemię rozwaliła się. Otworzyłeś starcowi szybko portal do miasta i sam się tam również udałeś.
Czym prędzej pognałeś do Akary po swoją ciężko zasłużoną nagrodę. Akara zdjęła ze swego palca jeden z pierścieni i wręczyła Ci go. Zadowolony z nowego nabytku szybko go jej sprzedałeś. Cain, jak starzec się przedstawił, zaoferował darmową identyfikację przedmiotów, jednak wyruszyć z Tobą razem nie chciał. Gdy dyskutowałeś z nim na ten temat wtrąciła się Charsi. Charsi była kowalem w zakonie, jednak po utracie swego drogiego młotka (co wprawia Cię w zastanowienie), straciła natchnienie i nie może już wyrabiać tak dobrego sprzętu, jak niegdyś. Jako nagrodę obiecała, że przy Tobie zrobi z młotka niezły użytek, co wpoiło Cię w zapał odnalezienia narzędzia Charsi.

Po dłuższym czasie udało Ci się odnaleźć młotek (strzegł go jakiś bykopodobny) i zwrócić go Charsi. W obozowisku okazało się, że Charsi jednak chodziło o wytworzenie jakiegoś przedmiotu, znesmaczony więc od niechcenia dałeś jej do ulepszenia łuk Amplisy. Nowy, lepszy łuk wręczyłeś swojej najemniczce za co, jak zwykle, energicznie powiedziała "dzięki". Hm, a może chodziło jej o "cienki", albo "słyszę dźwięki"? oO
Neważne zresztą, Akara i Cain majaczą coś o potężnym demonie znajdującym się gdzieś w katakumbach klasztoru. Nie obiecują nic za zabicie go, jednak samo słowo "potężny" przekonuje Cię do podjęcia misji, toż to prawdziwy sprawdzian dla Twych umiejętności! Po odpoczynku, naprawieniu ekwipunku wyruszasz w kolejną podróż.

Droga nie była łatwa, lecz możliwa do przebycia. Czasem natrafiając na trudności udało Ci się dotrzeć do ostatniego poziomu katakumb. Nadeszła ostateczne próba, spotkanie z wielkim demonem. Chwila, to jest ona! Zaskoczony widokiem nagiej olbrzymki stanąłeś w bezruchu, podziwiając jej walory. Z tego stanu wybudziła Cię Amplisa wrzeszcząc o pomoc - dostała trującym pociskiem. Rzuciliście się do ucieczki na poprzedni poziom katakumb. Amplisa umierała, nie miałeś przy sobie antidotum, nie mogłeś jej pomóc. Powiedziała jeszcze: "trza było iść do miasta, ty gno..." i wyzionęła ducha. Łzy pojawiły się na Twych policzkach, pierwszy raz odkąd pamiętasz. Jej martwe ciało wołało o pomstę... jej martwe ciało? Może... Nie, nie teraz czas na to! Trza ją pomścić! Krwi, chleba i sdramu!
Wparowałeś wściekły z powrotem do ostatniego poziomu katakumb. Nawet zaciętość tak potężnego demona nie była niczym w porównaniu z Twoją wściekłością. Wygrałeś. Portal samoczynnie otworzył się do obozowiska, gdzie wszyscy złożyli Ci gratulacje, a Warriv zaoferował podróż na wschód. Wróciłeś do miejsca, gdzie zostawiłeś ciało Amplisy, jednak nie znalazłeś go tam. Zasmucony wróciłeś znów do obozowiska, a jedyne co zostało Ci, to podróż razem z karawaną Warriva.

I wyruszyłeś.

AKT II

W końcu jakieś miasto, a nie wiocha. U bram Lut Gholein powitał Cię tutejszy magnat, przedstawiając się jako Jerhyn. Powiedział Ci, że od pewnego czasu dzieje się tu coś złego. To był sygnał dla Ciebie, aby rozpocząć kolejną morderczą wyprawę.
Jerhyn opowiedział Ci też sporo o samym mieście i jego mieszkańcach. Po rozmowie odszedł a Ty rozejrzałeś się po okolicy. Ruszyłeś w stronę kupców, aby sprawdzić co też mają do zaoferowania, jednak w połowie drogi wpadła na Ciebie pewna nieznajoma Ci kobieta. Zauważyłeś na jej policzkach wyschnięte ślady łez. Musiała często płakać, bo nawet teraz widać było u niej ślady rozpaczy. Pomyślałeś, że to członkini kolejnej patologicznej rodziny, pełno było takich w mieście. Mężowie bijący swoje żony, a te znęcające się nad swoimi dziećmy lub sprzedawające je na targach niewolników. Ta jednak, jak się okazało, nie miała (już) męża. Zaciekawiło Cię to. Oświadczyła, że wyglądasz jej na niezłego wojaka i że ma do Ciebie prośbę, której spełnienie bardzo by ją ucieszyło. Chodziło jej jednak, wbrew Twym zamysłom, o zabicie potwora, który wcześniej zabił jej męża.
Zabicie potwora, coś nowego ~~. Niestety nie przychodziła jej na myśl żadna forma wynagrodzenia za misję. Może jej nie, ale Tobie na pewno ~~. Gdy już chciałeś przedstawić swoją niecną propozycję, nagle wpadło jej coś do głowy. Spytała, czy lubisz wino. Otrzymawszy pozytywną odpowiedź, oświadczyła, że posiada w tym mieście bar z ogromnymi zapasami wspomnianego trunku... Nie zdołała dokończyć, bo po usłyszaniu ostatniego zdania, nie marnując czasu, szybko spytałeś się, jak dojść do potwora. Po otrzymaniu stosownych wskazówek zszedłeś do kanałów.

Newątpliwie przeciwnicy tu okazali się silniejsi od tych, z którymi walczyłeś wcześniej. Co gorsza, droga była żmudna, bo aż przez trzy poziomu cuchnących kanałów. W pewnym momencie drogi zauważyłeś w oddali swój cel. W końcu! Ruszyłeś na wroga, wybijając jego pomocników. Troszkę Ci to zajęło. W końcu zostałeś sam z potworem, który przemówił nagle ludzkim głosem. Właściwie wrzasnął, błagając o litość. To pierwszy potwór, który tak się zachował więc spytałeś się, jak to możliwe? Ku Twemu ogromnemu zaskoczeniu głowa potwora sama odpadła! nie, to była tylko maska! Tym potworem był człowiek w kostiumie. W rozmowie okazało się, że jest to mąż Atmy, który uciekł przed nią, ponieważ znęcała się nad nim fizycznie. Zaczął mówić o niekończących się nocach, gdy to ona ciągle nie miała dość. Nie mógł tak żyć i uciekł, a Atma sądząc, że zginął w kanałach, nie podejrzewała niczego. Mąż Atmy również powiedział, że w kanałach rozkręcił swój własny interes - handlarstwo narkotykowe, stworzył olbrzymią sieć, transport na wielką skalę dzięki pomocy Meshifa i jego statku. Wszyscy wrogowie w tej lokacji to też przebrani ludzie działający pod przykrywką, którzy sądzili, że w końcu Greiz (reprezentujący tu stróża prawa) postanowił rozwiącać cały interes i wysłał tu Ciebie w tym celu. Mąż Atmy zaproponował również czy nie mógłbyś troszkę poprzemycać do Obozowiska Łotrzyc wykorzystując swe koneksje z szefem karawany - Warrivem. Płaca dealera nie jest zła, jednak po co innego tu przybyłeś. Wytłumaczyłeś wszystko mężowi Atmy. Ten zaproponował, abyś wziął maskę kostiumu i pokazał ją Atmie z odpowiedniej odległości, aby ta pomyślała, że wypełniłeś swoje zadanie. Nie byłeś pewien, co do tego, ale otrzymawszy stosowną zapłatę od męża Atmy w postaci paru worków o wiadomej zawartości (to tylko cukier i siano dla koni ~~), zgodziłeś się. I w ten sposób oszczędziłeś biedaka i zarobiłeś mnóstwo towaru + darmowe wino w knajpie. Czy mogło być lepiej?

Usiadłeś na gorącym (od Słońca) krześle w barze. Po chwili dołączył do Ciebie Cain przedstawiając Ci Twoje nowe zadanie. Byłeś w takim dobrym humorze po wykonaniu ostatniej misji, że spadłeś z krzesła ze śmiechu, gdy Cain wspomniał o laskach, kostkach i wymówił nazwę swego rodu. Później pamiętasz już tylko urywki z tego, jak chodziłeś gdzieś po Salach Umarłych, jakiejś Oazie, i jak to nagle światło na niebie zgasło a Ty je włączyłeś. W każdym razie oto obudziłeś się z powrotem w Lut Gholein obok Fary, która od dawna próbowała Cię obudzić. W końcu poprosiła Lysandera o sole trzeźwiące i tak teraz stoisz (lecz z trudem) na własnych nogach z rozbolałą głową i mdłościami.
Cain podchodzi i mówi, że musisz się udać do nie-aż-tak-bardzo-tajemnego sanktuarium. Ale nie czujesz się na siłach, trza coś wymyślić. Zrobiłeś to tak intensywnie, że znów znalazłeś się na ziemii.

Następnego dnia postanowiłeś dostać się do sanktuarium i do - jak mówi Drognan - dziennika pewnego kolesia. Cain udziela Ci też wskazówki, że Greiz może wynająć Ci najemników. Pomimo dotkliwych wspomnień o swojej ostatniej niejemniczce, postanawiasz skorzystać z oferty. Wynajmujesz najemnika od Greiza i nagle wpada Ci do głowy świetny pomysł. Wynajmujesz jeszcze 19 i każesz im wszystkim szukać dziennika. Widzisz multum aur błogosławionej celności, śmiałości zmieszanych z modlitwą. W końcu któryś znajduje dziennik i woła resztę. Widzisz, jak w zastraszającym tempie Twoi niejemnicy giną, jak się później okazuje, od ognistej ściany pewnego maga. Tobie jednak udaje Ci się go pokonać. Szkoda tylko, że Greiz zdenerwuje się gdy przyniesiesz mu 20 trupów do miasta. Ale gdzie drewno robią, tam wióry lecą.
Podchodzisz do dziennika i zanurzasz się w jego zawartość. Wkrótce po tym znasz już... Chwila, nie umiesz przecież czytać. Hm, trzeba zabrać dziennik do Caina. Wyrywasz więc dziennik razem ze stojakiem, do którego został przyczepiony i udajesz się z nim (i 20 trupami) do miasta. Cain z łatwością odczytuje wiadomość - musisz szukać grobowca o znaku półksiężyca i znaleźć w nim jakiegoś potwora, którego masz - tu wielke zaskoczenie - zabić! Greiz oznajmił, że nie wynajmie Ci kolejnych ludzi, więc zmuszony jesteś wyruszyć sam.

Wielu wrogów pokonałeś i wiele przedmiotów znalazłeś, aż w końcu dostałeś się do miejsca na laskę. Musiałeś ją znaleźć. Hm, nie masz jej w ekwipunku, ani w skrytce w mieście. Zgubiłeś! nieważne, po prostu chwyciłeś za kilof i zacząłeś kopać.
I kopałeś bardzo długo, aż w końcu zauważyłeś coś poruszającego się w dole. Odważnie wskoczyłeś w wykopany otwór, gdzie czekał na Ciebie strażnik grobu docelowego potwora (podobno Tal-Rashy). W boju, jak zwykle, odniosłeś zwycięstwo. Ruszyłeś korytarzem, by zobaczyć uwięzioną istotę w oddali. Czym prędzej podbiegłeś do świecącej istoty, która poprosiła Cię o uwolnienie jej. Spytałeś się kim jest. Oświadczyła, że aniołem o imieniu Tyrael. Zauważyłeś, że pod kapturem świetlistej szaty jest czarno. Czy anioł może być czarny? Skoro jest czarny to pewno jakiś upadły anioł. Myśląć tak odmówiłeś uwolnienia Tyraela i wróciłeś przez swoje tp do miasta. Powiedziałeś Jerhynowi i Cainowi, co znajduje się w grobowcu. Cain oświadczył na to, że Tyrael to anioł światłości, a nie zły, jak podejrzewałeś. No cóż, każdy może się pomylić.
Wracać po Tyraela Ci się nie chciało (przecież to anioł, poradzi sobie) i spytałeś Meshifa, czy nie może Cię podrzucić statkiem dalej za wielkie wody, tam bowiem może być już Diablo, Baal i Mefisto (jak mówi Cain). Meshif zgodził się i razem ruszyliście w morze, po drodze wyrzucając do wody 20 trupów o co poprosił Greiz.

Żegluga przebiegła spokojnie (ne licząc tego, jak widziałeś obok płynących wpław dwóch olbrzymich demonów).

AKT III

Dopłyneliście. Na miejscu wziąłeś głęboki, orzeźwiający wdech powietrza. Niestety obok przelatywał mały chrabąszcz, który wraz z wirem powietrza trafił do jednej z dziurek Twego nosa. Szybko wysmarkałeś natręta, jednak od tej pory miałeś uraz do wdychania powietrza i omal nie udusiłeś się, gdy dopiero Mashif zaznaczył, że lepiej jednak oddychać. Postanowiłeś od razu też usłyszeć, co Cain ma do powiedzenia o przyszłych zadaniach, jednak okazało się, że Cain... został w Lut Gholein.
Trza wracać po dziada. Albo... lepiej nie. Wyjdzie mu na zdrowie więcej słońca.

Jak zwykle rozpocząłeś od zwiedzenia każdego zaułka nadbagiennej wioski. Poznałeś nowe osoby oraz ich problemy. Nikt jednak nie umiał Ci powiedzieć, co masz teraz zrobić. Wiedziałeś, że miałeś znaleźć Mefista, Baala i Diablo, ale nic więcej.

Wyszedłeś za kurastowe doki, może tam znajdziesz coś godnego uwagi. Tuż przy wejściu zauważyłeś Mrocznego Wędrowca, zakapturzonego, odzianego w brązowato-szary szlafrok. Bez pytania zaatakowałeś, ten jednak, jakby Twoje ataki się go nie imały, szedł dalej. Niestety dla niego, potknął się o jeden z kamieni i wylądował na twarz na ziemię. Szybko pozbierał się szemrając coś i zniknął pozostawiając w swoim miejscu bandę stworków, którymi się szybko zająłeś. Może znajdziesz go dalej. Pobiegłeś przed siebie, aby spotkać po pewnym czasie bandę małych, niskich potworów, które posiadały wielką siłę fizyczną. Pokonałeś bandę, a nagle z ich przywódcy wyleciał jakiś unikatowy przedmiot.
Unikatowa Dmuchana Lala, zapewne ktoś w dokach zainteresuje się nią. Zaniosłeś ją do miasta pytając się, co jest warta, powodując ogólne zgorszenie i niesmak, aż natrafiłeś na Meshifa, który oświadczył, że od dawna szukał czegoś takiego do swojego kompletu Dmuchanych Lal. Zamieniłeś się z nim na Unikatową Sztuczną Plastykową Kozę, na którą też udało Ci się znaleźć zainteresowanego. Był to Alkor, Kompletujący Sztuczne Plastykowe Kozy Alkor, który w zamian dał Ci jakąś mixturę. Jak mówił, to bardzo silna mixtura wzbudzająca siły witalne do większego wysiłku. Ucieszony, że pewno zwiększy to Twoją żywotność, szybko wypiłeś zawartość buteleczki otrzymanej od Alkora.

I zapadłeś w śpiączkę. Obudziłeś się po dwóch tygodniach przymusowego odpoczynku. Cain zdążył już dotrzeć do doków i lamentował o dalszym losie. Przy okazji spostrzegłeś, że - uznaną wcześniej za zaginioną - laskę z Lut Gholein miałeś ciągle w swojej kostce. Nic to, trza wyruszać dalej.

Gdy przebyłeś wiele zalesionych obszarów napotkałeś na pewne dziwne zwłoki (ne naruszone przez potwory), a Cain zapytany cóż to może oznaczać, powiedział że to może być Khalim, wszedł przez Twoje tp i z trupa wyrwał oko, mózg i serce, a z jego rąk wziął korbacz. Kazał Ci to trzymać. Z wielkim obrzydeniem zgodziłeś się na to. Cain dodał, że gdy znajdziesz zejście do Kazamatów, masz złączyć te rzeczy w kostce.
I wreszcie, po bardzo długiej podróży, znalazłeś zejście do Kazamatów, postanowiłeś według wskazówek Caina połączyć składniki - jak Cain to nazwał - Korbacza Khalima. Niestety, przez pomyłkę z kostki zapomniałeś wyjąć swojego paska do spodni, który tam zostawiłeś. I w ten sposób zamiast Korbacza Khalima otrzymałeś Łyżworolki Khalima oO. Cain był wściekły, powiedział, że to była jedyna możliwość dostania się do wnętrze Kazamatów.

Na szczęście mylił się, jego wrzaski usłyszała Natalia, która oświadczyła, że ma wp do Kazamatów ~~. Dała je i szybko dodała, iż wyrusza daleko na północ i życzy Ci powodzenia.
Cóż Ci innego zostało, jak nie podróż wgłąb tuneli. Szybko znalazłeś zejście na niższy poziom i wkroczyłeś w nie.
Na Twej drodze napotkałeś ponownie Poczerniałą Radę, którą udało Ci się pokonać w Travincal. I tu nie było inaczej, pozbyłeś się Rady i został Ci już tylko Pan nienawiści - Mefisto. Wielka to była bitwa, szala zwycięstwa przechylała się to z jednaj, to z drugiej strony. W pewnym momencie postanowiłeś użyć swojej sekretnej techniki, ucieczki. Po ochłonięciu powróciłeś i z odpowiedniej odległości zacząłeś rzucać kamykami zebranymi po drodze w Mefista. Jednym z nich trafiłeś w oko Mefa. Ten odchylił się w bólu oślepiony. Oto Twoja szansa! Z rozbiegu trąciłeś Mefista prosto w czerwony portal znajdujący się za nim. Hmm, czy to był dobry pomysł?
Innej drogi nie znalazłeś, więc postanowiłeś ruszyć w ślad za Mefem przez czerwony portal.

AKT IV

Widziałeś wielki i długi czerwony tunel, obok Ciebie przeskakiwały różnorakie obrazy, widziałeś swoje narodziny, swoje dzieciństwo, swoje przygody. Sądziłeś, że umarłeś i jesteś w drodze do pozaziemskiego świata. W końcu przed Tobą pojawiło się jaskrawe światło - zauważyłeś uskrzydloną postać. Czy to niebo? Światło było tak rażące, że zmrużyłeś oczy. Byłeś coraz bliżej postaci. Poczułeś wielką ulgę. Czyżby anioł przybył powitać Cię w raju? Ogarnęło Cię szczęście. Byłeś już tylko kawałek od postaci, która na Twój widok wykrzyknęła "ty debilu!". To Tyrael! Znalazłeś się w kamiennej fortecy Pandemonium, w której znajdywał się też Mefisto! Tyrael toczył z nim walkę. Mefisto używał wszystkich swoich technik, również tych sekretnych, aby pokonać archanioła. Tyrael okazał się jednak potężniejszy i pokonał Mefa.
Ciężko dysząc skrytykował Twoje zachowanie. Podenerwowany nie zauważył jednak, że pali mu się skrzydło. Grzecznie mu to oznajmiłeś by napawać się widokiem biegającego w popłochu anioła z dymiącym się skrzydłem. Skąd on weźmie wodę do ugaszenie płomieni tu, w ostatniej fortecy przed piekłem. Szczęście, że Jamella (tutejsza kapłanka) kupiła na wszelki wypadek gaśnice i archanioł mógł zgasić pożar.

Tyrael powiedział, że źle się dzieje w piekielnym państwie nad Rzeką Płomieni. Kłopoty polityczne, dziura budżetowa i ogólna anarchia, swawola demonów, które nie chcą pracować w kuźni i bojkot wyborów na premiera piekielnego dały się we znaki nie tylko piekielnym czeluściom, ale również ziemskiemu przybytku, co niepokoiło anioła. Tyrael podajrzewał, że odpowiednim rozwiązaniem byłby zamach na obecnego premiera piekielnego - samego Diablo, a że powrót na Ziemię umożliwi Ci dopiero, gdy wykonasz zadanie, nie miałeś szerokiego wachlarza możliwości.
Zaopatrzyłeś się u Jamelli (o dziwo, pomimo iż to zaświaty, musiałeś zapłacić złotem), która okazyjnie opowiedziała Ci swój wielki plan - chciała zrobić o wszystkich Twoich przygodach grę komputerową, Ty jednak powiedziałeś jej, że to zły pomysł, bo nikt takiego czegoś nie kupi. (...)

Komu w drogę, temu czas, wyruszyłeś długimi schodami, wielokrotnie się wywracając się po drodze. W swej podróży nad Rzekę napotkałeś pewnego demona - Izuala, który chciał wymusić od Ciebie łapówkę za przekraczanie granic Miasta Potępionych, dałeś mu nauczkę za jego chęci korupcyjne i zbiegłeś z miejsca zbrodni. Odnalazłeś zejście nad Rzekę i podążyłeś drogą biegnącą wzdłuż strumienia gorącej magmy. Wkrótce natrafiłeś na kolejną barierę.
A właściwie blokadę, blokadę drogową zrobioną przez strajkujących robotników pobliskiej kuźni, naprzeciw Tobie wyszedł ich przewodniczący Hephasto aka Lepper Zbójmistrz. Poprosiłeś o przepuszczenie, przedstawiłeś swój cel podróży, co wzbudziło zdziwienie, bowiem nikt wczeniej nie odważył się bezpośredniej walki z premierem piekielnym. Strajkujący pokrzepili Cię dobrym słowem i przepuścili dalej. Przed Tobą stanęła olbrzymia konstrukcja. Przypominała sanktuarium, wewnątrz panował chaos, rozboje i pełna anarchia. Toteż byłeś zmuszony przedrzeć się przez kolejne części budowali, aż w końcu dotarłeś do odnogi, gdzie czekał na Ciebie sekretarz premiera piekielnego, zarazem jego doradca prawny o dość szkockim nazwisku Lord De Seis, nie chciał Cię przepuścić, tłumacząc abyś umówił się na wizytę. Ty jednak zirytowany po prostu pozbyłeś się Seisa i ruszyłeś dalej. Po paru krokach zatrząsł Ci się grunt pod nogami i Twym oczom ukazał się premier piekielny - Diablo!
Z okrzykiem ruszyłeś do boju. Diablo okazał się godnym przeciwnikiem, nigdy nie widziałeś tak spektakularnych ataków i technik. Zacząłeś słabnąć (ten gorący klimat), jednak ku pomocy przybyli strajkujący, wsparli Cię również anarchiści, z góry zaczęły w stronę wroga lecieć pioruny, przybli martwi najemnicy z Lut Gholein i wszyscy nacierali na wspólnego przeciwnika.
Nestety bezskutecznie, Diablo zmiótł ich w ułamek sekundy swoim ognistym atakiem i poprawką o wyższe podatki, zostałeś tylko Ty, krwawiąc i wijąc się z bólu po otrzymanych ranach. Nie byłeś już w stanie walczyć, pozostał tylko odwrót. Kulejąc próbowałeś się oddalić, krew wylewała się ciągle z Twego ciała, siły witalne szybko Cię opuszczały. Diablo nie miał zamiaru pozwolić Ci uciec, ruszył szarżą w Twoją stronę.
I poślizgnął się na jednej z kałuż krwi, zaliczając fikołka i potężnie runąc w ziemię, a spadł tak niefortunnie, że złamał się kryształ jego duszy umiejscowiony dotąd na jego czole. To był jego koniec i koniec panowania jego grozy w piekielnym państwie - skonał zaledwie parę metrów od Ciebie a razem z nim spaliły się projekty nowych ustaw. Z góry stąpił do Ciebie Tyrael, tracąc jednak równowagę z powodu przypieczonego skrzydła i zabierając Cię z powrotem do fortecy.
Wielce zasłużyłeś na odpoczynek, archanioł pozwolił Ci wybrać sobie miejsce na wypoczynek: ciepłe wyspy tropiku albo Disneyland. Naturalnie wybrałeś radosną krainę Disneya. Tyrael otworzył portal, który szybko przekroczyłeś.

AKT V

I, ku swemu zaskoczeniu, pojawiłeś się w mroźnej krainie barbarzyńców. Anioł Cię wyrolował, pewno się obraził z powodu tego skrzydła. Ale Ty chciałeś już wracać do domu, przeżyte przygody Ci wystarczą. Po tym, jak ledwo uszedłeś z życiem po tej ostatniej, chcesz mieć już święty spokój.
W pobliżu zauważyłeś jakąś starą kobietę, która przedstawiła się jako Malah. Opowiedziała Ci co nieco o panującej sytuacji i odradziła rozmawiania ze znajdującym się w okolicy niekromantą - Nihlathakiem. Naturalnie, pierwszą rzeczą jaką zrobiłeś po rozmowie, było znalezienie owego niesławnego tu mężczyzny. Ponieważ Malah nie wiedziała jak możesz wrócić do swej rodzinnej krainy, może on będzie znał jakiś sposób. I znał. Powiedział, że należy do tutejszej mefii, której szef jest na tyle potężny, że może spełnić niemal każde życzenie. Capo Di Capi Baal jest tu najbardziej wpływowym człowiekiem, jednak do dobrodusznych nie należy. Aby zyskać jego sympatię i wstąpić do gangu musisz wykonać misję - test wstępny. Tak oto sytuację wytłumaczył Ci szeptem Nihlathak. Postanowiłeś spróbować, przecież to z pewnością nic trudniejszego niż to, co miałeś szansę, a raczej szczęście, przeżyć.
Twoim sprawdzianem lojalności miało być odnalezienie i egzekucja zbuntowanego przeciw "rodzinie" Nadzorcy, zwanego Shenkiem. Zaopatrzyłeś się u lokalnego sprzedawcy i wyruszyłeś na łowy. Droga była prosta, choć pod górkę szło się opornie. W końcu dotarłeś do swego celu. Postanowiłeś załatwić problem z dystansu, wycelowałeś, palec nasunął się powoli na spust. Strzał. Shenka ciało przebił pocisk, jednak ten dalej stał. Spokojnie, drugi załatwi sprawę. Wymierzyłeś, tym razem w głowę. Wnet z olbrzymią prędkością przybiegł do Ciebie jeden ze stronników Shenka i z krzykiem "za Allaha!" uderzył w Ciebie z impetem wybuchając. Eksplozja odrzuciła się z potężną siłą do tyłu. Z głuchym tupotem padłeś plecami na ziemię. Z trudem podniesłeś się z upadku. Kręciło Ci się w głowie. Znów podbiegłeś bliżej i ponownie wycelowałeś. Strzał. Niecelny. Strzał. Trafiłeś! Headshot. Shenk padł martwy. Reszta jego sług uciekła w popłochu na widok konania przywódcy. Jako dowód wykonania zadania przyniosłeś niekroamancie bicz Nadzorcy.

Zostałeś przyjęty do rodziny. Czekało Cię kolejne zadanie, po którym to mogłeś już zobaczyć się z Baalem w celu przedstawienia swej prośby. To zadanie to rozprawienie się z głównym wrogiem rodziny - Anyą. Trzymającą cały rynek tytoniowy północy w swoich rękach kobiety. Rzecz jasna, będzie miała ochronę, więc musisz dać z siebie wszystko. Nihlathak dodał iż Anya posiada moc przywoływania, a jej siłą są palone przez nie całymi sztangami super mocne szlugi Tal Rasha, bez nich nie jest w stanie się skutecznie bronić. W swojej siedzibie jednak, którą nazwała Zamarzniętą Rzeką, ma ich sporo, będzie więc prawdziwym wyzwaniem. Byłeś, pomimo tego, w stanie zrobić wszystko, aby ziścić swój powrót do domu.
Dotarłeś na miejsce, gdzie Anya czekała już na Ciebie. Skąd wiedziała o Twoim przybyciu?! Zdrada. Nie wtedy jednak był czas o tym myśleć - musiałeś przeżyć. Sługi Anyi padały pod Twymi atakami, wreszcie została sama Anya, ale ta nie miała zamiaru się poddać. Przywołała Sługi Zniszczenia. Z wielkim wysiłkiem pokonałeś rywali. Widząc to Anya zmuszona była spalić jedną sztangę Tal Rasha, aby odzyskać siły. Byłeś na to przygotowany, wziałeś ze sobą Unikatowe Wiadro Wody +3 do lania wody +2 do wilgotności i zaatakowałeś nim szlugi, które miała przy sobie Anya. Wściekła zaczęła uciekać do miejsca pobytu kolejnych sztang. Chwyciłeś za broń, lecz nagle odrzucił Cię wybuch. To nie były potwory-kamikaze, jak wcześniej, nie było tu żadnych tego rodzaju. Więc co to było?
Nihlathak, złowieszco się śmiejący niekromanta stał już obok Anyi. Nic z tego nie rozumiałeś. Przecież to on sam zlecił Ci zabicie Anyi. Nihlathank wytłumaczył Ci po krótce, że chciał się Ciebie pozbyć (bezrobocie rośnie i rodzina nie może sobie pozwolić na wydatki związane z rekrutacją) i sądził, że jego kobieta (jak nazwał Anyę) podoła zadaniu, więc ukartował Wasze spotkanie. Wraz z Anyą chce zająć miejsce Baala i rządzić północą. A z Tobą rozprawią się teraz. Nihlathak razem z Anyą wykonali swoje wspólne Wielkie Przywołanie przyzywając Starożytnych. Jeden z nich, Talic tylko jednym ciosem powalił Cię na kolana. Otoczyli Cię i sądziłeś, że to koniec, gdy znikąd pojawiły się fale ognia, paląc Korlica w popiół. To Natalia przybyła Ci na pomoc! I musiałeś przyznać, że teraz, po wielu przygodach jakie również przeszła, jej budowa bardzo pozytywnie się zmieniła. Z podziwu wybudziła Cię krzycząc, abyś również walczył. Madawc padł pod Waszym naporem. Został już tylko Talic, Natalia biegiem wyruszyła w jego stronę. Nagle kolejny wybuch i śmiech niekromanty, który wysadził zwłoki Madawca, zadawając śmiertlene obrażenia Natalii. Zabójczyni legła na zamarźniętej ziemii, zdążyła jeszcze tylko postawić parę pułapek, które pomogły Ci zabić Talica. Podbiegłeś do konając Natalii, która zdążyła zdjąć i przekazać Ci swoje ubrudzone od jej krwi szpony, jako dowód podziwu dla Twej wytrwałości i waleczności, o której usłyszała w Harrogath a zarazem jako pamiątkę. Po tym geście skonała.

Ból, olbrzymi ból, poczułeś jak rozrywa Twoje serce, niespowodowany żadnymi obrażeniami fizycznymi, lecz mieszanką rozpaczy i gniewu. Natalia ryzykowała dla Ciebie życie i straciła je pomając Ci bezinteresownie, gdy Ty byłeś bliski śmierci.
Rzuciłeś się na Nihlathaka i Anyę, nie byli w stanie zahamować Twoich ataków, jak szmaciane lalki odrzucało ich ciała po Twoich masakrycznych atakach. Odebrałeś im życie tak samo, jak oni Natalii, nie czując ani krzty litości.
Po walce rzuciłeś się na ziemię rozpaczając. Twój oddech powoli się uspokajał. Usłyszałeś klaskanie rąk. Wszystkiemu przyglądał się z ukrycia Capo Di Capi Baal. Szef szefów bił brawo. Wiedział o wszystkim. Znał każdy szczegół powodu Twego tu przybycia. Powiedział Ci, że jesteś tu nie z przypadku. Przewidziane było przez wielu, że ten który pozbawi życia Diablo, pokona też Baala w walce. Dlatego Tyrael Cię tu przysłał - byś skończył rozrastanie się mafii północy. Baal dopowiedział też, że obojętnie jakby się nie starał, Ty go i tak pokonasz, ponieważ tak zostało zaprorokowane, ale i tak chce się z Tobą zmierzyć. Postanowiłeś skończyć to wszystko, nie obchodziło Cię już nic poza skończeniem tej całej gry, którą los rozgrywał Tobą.
Walka była wyczerpująca, lecz pokonałeś ostatniego z Mrocznej Trójcy. Nie czułeś się w żaden sposób szczęśliwy z tego powodu, tyle osób zginęło przez Ciebie.

Chciałeś się oddalić, tracąc wszelkie nadzieje na powrót do domu, gdy z góry zleciał Tyrael. Archanioł miał nowe skrzydło i udało mu się wylądować obok Ciebie. Podziękował Ci za wszystko, co uczyniłeś dla świata i przekazał, że otrzymałeś łaskę do wypowiedzenia swojego życzenia, obojętnie jakiego, które zostanie spełnione w nagrodę za Twe bohaterskie czyny. Od razu do głowy wróciła Ci chęć powrotu na rodzime tereny, tak bardzo ciągnęło Cię do domu, jednak słowa z Twych ust były inne. Poprosiłeś o zwrócenie życia Natalii.
I tak oto zabójczyni w tej samej chwili wstała cała i zdrowa. Na widok anioła użyła techniki "zniknięcie" i więcej jej już nie widziałeś (najwyraźniej miała coś na sumieniu). Usłyszałeś sekundę później dźwięk jej głosu bardzo zbliżony brzmieniem do słowa "dziękuję". A sam byłeś zmuszony zostać w Harrogath, gdzie pozostałeś do swej później starości, przejmując rolę dowodzenia armią północy barbarzyńców.
A zwali Cię Qual-Kehk.


I to już koniec Twoich przygód, Jamella przekazała Twoją historię developerowi gier - firmie Blizzard, która stworzył na ich podstawie grę, w której zmieniła parę detali, aby ich twór był bardziej komercyjny. Dziękuję wszystkim, którzy poświęcili swój czas na zagłębienie się w powyższą lekturę. Mam nadzieję, że sprostałem oczekiwaniom chociaż niektórych.

Copyright by sinned.



Oceń materiał: Ocena: 5.22 (306 głosów).


Zgłoś błąd.



Feniks z Popiołów - czekamy...
Niniejsza strona jest częścią Wortalu Phoenix, znajdującego się aktualnie w stanie hibernacji. Kliknij na powyższy link by dowiedzieć się więcej.
Vgroup portfolio, agencja interaktywna - tworzenie portali internetowych, stron www, sklepow, CMS oraz grafiki  web 2.0
© 2002-2014 Imperium Diablo • Wszystko o grach Diablo 3, Diablo 2 i Diablo 1. All trademarks referenced herein are the properties of their respective owners. All rights reserved.