diablo 3

Opowiadanie Bezimienny 1

Ostatnia modyfikacja: 08.10.2008. Utworzono: 08.10.2008

Zimny oddech nocy smagał jej policzki. Choć dopiero co przebudzono ją ze snu, oczy miała szeroko otwarte i rejestrowała wszystkie ruchy otoczenia. Zdążyła przyzwyczaić się do wszechobecnego mroku.
Ktoś zgłosił kolejne morderstwo. Trzecie w tym tygodniu. Po raz trzeci musiała wstawać w nocy. Na miejscu zbrodni nigdy nie było żadnych poszlak, najmniejszych śladów. Była już powoli zła i zmęczona tą sytuacją.
Stała przed sporym domem, w środku portowego miasta. To miasteczko - Laraah - zawsze spokojne i ciche ostatnimi czasy stało się miejscem makabrycznych mordów. Brukowana uliczka która wiodła przez tą metropolie tutaj była szczególnie zadbana. Jedna z ulicznych lamp cicho gasła. Dom w którym zgłoszono całe zajście wyglądał na opuszczony. Brudne ściany, trochę mchu na parapecie oraz zwiędłe rabatki sugerowały, że od lat nikt tam nie od dawna żył. Jednak pozory mylą. Miszkał tam Landrius, samotny aptekarz, sędziwego wieku. Zawsze był sam, odgradzał się od innych. Nie lubił dzieci. Ktoś słyszał krzyki. Na wezwanie stawiła się jak zwykle Iave. Należała ona do Loży Protektoratu, jak to mówią okoliczni mieszkańcy. Była jedną z bardziej zaufanych agentek lecz wszystkie tytuły nic dla niej nie znaczyły była zawsze zimna i surowa, obojętna na pochwały.
Podniosła lampę, którą trzymała w ręce ponad głowę. Żadnych śladów życia. Nawet nie warto tam wchodzić, wiadomo, że nikt nie przeżył. Nie miała jednak wyboru może tym razem tajemniczy zabójca popełnił choć jeden błąd.
Podeszła do drewnianych drzwi z wielką kołatką. Były zamknięte, lecz otworzyła je bez trudu. W środku domu panowała absolutna cisza. Gdyby nie lampa w domu byłoby również przenikliwie ciemno. Przeszła przez korytarz pachnący sosnowym drewnem i wkroczyła do pomieszczenia głównego. Była to mała rotunda z kamiennym stołem na środku. Nigdzie śladu życia. Sprawdziła wszystkie pomieszczenia na parterze. Zostało pierwsze piętro i piwnica. Na dworze wiał wiatr. Z winy wiatru ta noc była chłodna. Wróciła na korytarz i znalazła stare schody, prowadzące na górę. Gdy wspinała się po stopniach deski cicho trzeszczały zdradzały jej pozycje, choć nie sądziła, aby ktoś mógł ją atakować. Była prawie pewna, że w tym strasznym domu może znaleźć tylko martwego aptekarza. Na pierwszym piętrze wisiały stare obrazy, zapewne przedstawiały one członków rodziny właściciela domu. Była tam tylko jedna para drzwi. Otworzyła je. W środku, na środku pokoju znalazła Landriusa siedzącego na krześle. Nie miał oczu.

Uodporniona na tego typu widoki zaczęła przeszukiwać pomieszczenie. Nie była zdziwiona czy zaszokowana. Poprzednie morderstwa były takie same. Ofiary traciły oczy. Zakrzepnięta krew spłynęła mu po policzku zostawiając ślad jakby płakał. Nie znalazła nikogo. Nie widać też było śladów walki. Zupełnie jakby starzec oddał się dobrowolnie. Zasłony były zasłonięte a łoże pościelone. Kolejne bezsensowne morderstwo. Morderstwo bez przyczyn i celów - pomyślała. Za oknem powiał wiatr i gałąź pobliskiego drzewa zastukała w okno. Ponowie rozejrzała się po sypialni. Nagle zwróciła uwagę na drewniany stolik z elementami roślinnymi stojący koło krzesła na którym siedział. Leżała tam szara koperta zrobiona ze starego, pogniecionego papieru. Dziwne. Zabójca nigdy nie pozostawiał wiadomości. To pierwszy raz. Nałożyła skórzane rękawiczki i otworzyła kopertę. Zaczęła czytać w myślach:

Biała mgła. Czarny piasek.

Rozkojarzona przeczytała kilka razy tekst. Nic jej nie mówił. Nie pasował do żadnego z wcześniejszych morderstw. Za oknem przeleciała sowa lub inny nocny ptak. Pomyślała chwile w skupieniu. Landrius mieszkał w mieście od urodzenia. A przynajmniej tak mówił. Był spokojnym człowiekiem, nikomu nie wadził. Inne ofiary również. Spojrzała na sufit intensywni myśląc po czym odwróciła kartkę:

Odważysz się zejść pod ziemię?

Od razu wiedziała, że chodzi o piwnicę. Nie bez powodu otrzymywała najtrudniejsze i najbardziej zawiłe sprawy. Odznaczała się inteligencją i logicznym myśleniem. Każdy jej to mówił. Schowała list do wewnętrznej kieszeni płaszcza. Nie była skora do wykonania polecenia zawartego w wiadomości. Wyczulona, zawsze pełna obaw i teraz przeczuwała podstęp. Mimo to musiała sprawdzić podziemia. Nie mogła niczego pominąć. Spojrzała jeszcze raz Ladnriusa. Oceniła, że został zabity godzinę temu. Na ciele nie było widać żadnych ran kutych ani ciętych. Jego ubrania były całe. Nie był torturowany. Zginął natychmiastową śmiercią. Tak jej się wydawało. Gdyby nie brak oczu, można by pomyśleć, że umarł na zawał serca. Zostawię go nekromantom Protektoratu - pomyślała. Zostało do sprawdzenia ostatnie pomieszczenie.

Wróciła na parter i znalazła drzwi do piwnicy. Otworzyła je i poczuła suche powietrze. Zdziwił ją fakt, że nie słyszała popiskiwania gryzoni. Postawiła kilka kroków, po czym znalazła się na schodach prowadzących w głąb piwniczki. Wszędzie było pełno pajęczyn. Już miała schodzić gdy nagle jej lampa zgasła. Dookoła zapanowała całkowita ciemność.
-Cholera - powiedziała mimowolnie.
Postawiła lampę na posadzce i zaczęła schodzić niżej. Stopnie były zrobione kamienia, pewnie marmuru. Nagle poczuła ruch za plecami. Odwróciła się gwałtownie lecz nikt nie stał na schodach. To nie możliwe, aby ktokolwiek oprócz niej był w tym domu. W duchu zaśmiała się z siebie zaczęła schodzić głębiej, aż w końcu dotarła do końca schodów.
-Nie martwa... - usłyszała za sobą głos. Ten głos należał do Landriusa.

//\ Rozdział 2 >>>
Zgłoś błąd.



Feniks z Popiołów - czekamy...
Niniejsza strona jest częścią Wortalu Phoenix, znajdującego się aktualnie w stanie hibernacji. Kliknij na powyższy link by dowiedzieć się więcej.
Vgroup portfolio, agencja interaktywna - tworzenie portali internetowych, stron www, sklepow, CMS oraz grafiki  web 2.0
© 2002-2014 Imperium Diablo • Wszystko o grach Diablo 3, Diablo 2 i Diablo 1. All trademarks referenced herein are the properties of their respective owners. All rights reserved.