diablo 3

Opowiadanie Bezimienny 3

Ostatnia modyfikacja: 08.10.2008. Utworzono: 08.10.2008

Biała jak kreda mgła spowiła niemal całe miasto. Patrząc z oddali wyglądało to jakby na miasto spadła chmura. Mgła była na tyle gęsta, że znikał w niej czubek kościelnej wieży. Woda skraplała się na szybach tworząc całe konstelacje kropel które błyszczały w świetle księżyca. Lampy nie spełniał swojego zadania, a szable światła ulicznych latarń nie pomagały w orientacji. Dwie postacie podążały w kierunku plaży.
Iave wiedziała, że nie powinna wtedy zabijać Landriusa. Pełnił on funkcję czegoś na kształt potwornego łącznika pomiędzy nią a tajemniczym zabójcą. Była jednak pewna jednego. Ten który był twórcą tego makabrycznego przedstawienia nie był zwykłym człowiekiem. Theoot szedł przed nią, wiódł ją ku domu kobiety. Następnego celu. Miała nadzieje, że znajdzie tam kolejną poszlakę, ślad dzięki któremu będą w stanie ratować innych.
Plaża rozciągała się przez niemal całe to miasteczko. W czasie lata była ona nawet swoistą atrakcją turystyczną. Doszli do końca ulicy i skorzystali z szerokich drewnianych schodów prowadzących wprost na biały piasek." Biały piach biała mgła". Wszystko się zgadzało. Przy końcu plaży stała drewniana chata. Widać było, że należała do ubogiej osoby: była skromna choć zadbana. Weszli do środka nie pukając.
W domu pełno było zardzewiałych przyborów wędkarskich. Przy stole siedziała Lucia. Nosiła na sobie stare ubrania pachnące morzem a na głowie miała gąszcz szarych, zniszczonych włosów. Zdawało się, że nie zauważyła ich wtargnięcia. Nie ruszała się.
- Pani Lafford, jest pani w śmiertelnym niebezpieczeństwie...-zaczął Theoot
-Wiem...on ciągle obserwuje...
Nieustannie wpatrywała się w martwy punkt, gdzieś na morzu.
-...Powinien zaraz się zjawić - dokończyła
- Ale kto?
- Bezimienny.
Nastała cisza. Iave nie wiedziała co ma o tym sądzić. Jej serce galopowało jak nigdy dotąd.
- Dobrze się pani czuje? Musimy stąd iść-zapytał
Wydawało się, że Lucia ma opóźnione reakcje, była myślami w innym świecie.
- Ona zwario... - rozpoczęła czarodziejka.
- Już jest!
- Kto? Gdzie? - nekromanta był okropnie rozkojarzony.
- Patrzcie...na morze. Tam, tam...patrzcie.
- Odwrócili się, ale przez brudne okno nic nie było widać. Oboje wybiegli przed chatę. Patrzyli we mgłę, początkowo nie widzieli nic. Jednak po chwili na horyzoncie zamajaczyła łódź. Nie miała właściciela. Byli przygotowani do działania. Mieli dość bezczynności.
- Widzisz kogoś?
- Nie...
Iave odwróciła się na pięcie. Otworzyła usta, aby rozpocząć zdanie ale nie mogła wypowiedzieć ani słowa.
Na progu domu stała Lucia Lafford. Tam gdzie powinny znajdować się jej oczy nie były czarne, zakrwawione oczodoły. Stała spokojnie, nie dygotała. Nie oddychała.
Nagle z jej ust wypłynęły słowa, straszliwie zniekształcone jakby mówiła a niewidzialny tłum powtarzał po niej w jakimś zapomnianym języku.
- Martwe życie czy żywa śmierć?
Nekromanta odwrócił się w jej stronę. Lucia odwróciła wpatrywała się w oczy czarodziejki. Zupełna jakby widziała.
Postąpiła krok, pewnie i twardo.
- Zrób coś...cokolwiek.... - syknęła Iave
- Stój pusta istoto! - powiedział gromko.
Lucia a raczej ciało tej kobiety zupełnie go zignorowało. Postąpiło ono tylko kilka kroków w stronę jego towarzyszki.
- Czas jest słaby, wiesz o tym? On przyjdzie i po ciebie.
Bezosobowa postać podeszła do nich blisko. Cały czas pusty wzrok wiercił ją spojrzeniem. Nagle podniosła rękę i wskazała na nekromantę i przekrzywiła głowę.
- A ty jesteś już martwy.
I opadła bezwładnie na biały piasek.

- Co to miało być? - spytała ze złością.
- hmm....to bardzo nietypowa magia. Nigdy z taką nie miałem do czynienia. Ale to z pewnością odłam nekromancji.
- Dlaczego nic nie zrobiłeś?
- Ona jest niewrażliwa...
Iave uklękła przy ciele. Sprawdziła puls.
- Nie żyje. Nie wiem co mamy teraz zrobić....
- Ja wiem.
Spojrzała mu w oczy. Były pełne spokoju. Podziwiała go.
- Lucia...ona cytowała Nergulaa. Był to poeta. "Martwe życie czy żywa śmierć" to wers z jego słynnego dzieła: "Prawda ukryta"
- Czytałam to.
- Nergul jest patronem tutejszego szańca zmarłych.
- Cmentarza?
- Wy to tak nazywacie.
- A więc tam musimy iść.
- I to teraz.
- Jak zwykle twoja pamięć nie zawodzi.
- Mam nadzieje, że dziś to ja nie zawiodę.

Mgła stopniowo się rozrzedzała. Cmentarz znajdował się na południu miasta, tuż pod murami obronnymi. Rosło tam kilka wierzb płaczących. Był ogrodzony żelaznym płotem. Końce sztachet przedstawiały trupie czaszki pełne wijących się owadów. Mieszczanie unikali tego miejsca. Na furcie widniał napis w jakimś umarłym języku. To było niemal prastare miejsce.
Nekromanta otworzył żelazne drzwiczki które niemiłośiernie zaskrzypiały. Powietrze, dzięki mgle było rześkie. Szli alejką w stronę mauzoleum znajdującego się na środku tego szańca umarłych. Ściany tegoż budynku przedstawiały sceny egzekucji na szubienicy a następnie zesłanie do świata wiecznej ciemności. Cokolwiek to oznaczało.
Wkroczyli do środka. Na ścianie widniał napis napisany krwią tak samo jak za starą szafką w piwnicy druida.

Czwarte drzwi kłamią.

- To nie ma sensu... - pozwiedzał.
Iave powoli obróciła się dookoła własnej osi. Była pełna gniewu.
- Pokaż się ! KIM JESTEŚ ?! - wrzasnęła.
Napis zniknął, zupełnie jakby ktoś starł napisane na tablicy słowa. Napis zaczął pojawiać się od początku tak jakby ktoś pisał po niewidzialnej tablicy.

Jam jest wszystkim i niczym. Jestem bezimienny, pożeracz dusz.

Ktoś postawił krok na kamiennej podłodze mauzoleum kilka metrów za nimi. Na ziemie posypały się ziarenka piasku. W drzwiach stała postać, zgarbiona, jakby wyciągnięta z ziemi. Wyprostowała się. Brakowało połowy czaszki. Niegdyś była to kobieta, teraz przypominała jedynie wrak człowieka.
Tuż za nią następna, wysoka i barczysta. Nie miała połowy prawej ręki, tam gdzie powinien być łokieć była jedynie łysa kość. Oboje te postacie z pewnością nie żyły. A jednak się poruszały.
Już po chwili pojawiły się kolejne ożywieńce. Parły do przodu szepcząc po cichu wersy wiersza lub jakiejś pieśni w języku którego ani ona ani on nie rozumiał. Nagle Iave słabo się poczuła. Chciała walczyć ale niespodziewanie coś uderzyło ją w plecy i pośladki. To była kamienna posadzka mauzoleum. Poczuła jak jej oczy zachodzą czarną mgłą. Chciała wołać Thoota ale z jej ust nie wydobył się nawet szept.

<<< rozdział 2 //\ rozdział 4 >>>
Zgłoś błąd.



Feniks z Popiołów - czekamy...
Niniejsza strona jest częścią Wortalu Phoenix, znajdującego się aktualnie w stanie hibernacji. Kliknij na powyższy link by dowiedzieć się więcej.
Vgroup portfolio, agencja interaktywna - tworzenie portali internetowych, stron www, sklepow, CMS oraz grafiki  web 2.0
© 2002-2014 Imperium Diablo • Wszystko o grach Diablo 3, Diablo 2 i Diablo 1. All trademarks referenced herein are the properties of their respective owners. All rights reserved.