diablo 3

Opowiadanie Bezimienny 4

Utworzono: 08.10.2008

Otworzyła oczy. Spojrzeniem wyobraźni zobaczyła siebie leżącą bezwładnie na płytach mauzoleum z pustymi oczodołami. Wzdrygnęła się na samą myśl. Omacała twarz. Wszystko było na swoim miejscu. Podniosła się ale nogi jej drżały. Nie miała pojęcia ile mogła tak spoczywać lecz noc nadal rozkładała swoje skrzydła na niebie. Żywe trupy zniknęły. Theoot razem z nimi. To się robi coraz dziwniejsze - pomyślała. Do protektoratu. Biegeim.
Mgła całkowicie zniknęła i możliwe, że cały ten tajemniczy deszcz i jego skutki były tylko zaklęciem. W siedzibie loży nie świeciły się światła. To nawet lepiej. Nie chciała, aby ktoś jej przeszkadzał. Zamknęła się w swoim biurze. Usiadła i zaczęła masować skronie.
- Skup się...skup się..."jestem lucyfer"
Zerwała się z siedziska i podeszła do półki z manuskryptami. Szukała szybko i rozgarniała sterty papieru rękoma. Wzięła jeden z najbardziej zakurzonych.

~Lucyfer~ inaczej: niosący światło ; drugie imię szatana.

Rzuciła w kąt pokoju manuskrypt i odszukała spod sterty pergaminów następny. Skąd mógł pochodzić cytat "jestem wszystkim i niczym" ? - pomyślała.
Miała w ręku kodeks Paladynów. Otworzyła na rozdziale z przypowieściami.

Przed naszą rasą, za czasu zmierzchu bogów kroczył przez ziemię szatan, zostawiając za sobą pustkę. Spalona ziemia miała już nigdy się nie odrodzić. Wszystko co za sobą zostawiał miało być znakiem dla przyszłych pokoleń, nas, że śmierć i zniszczenie to źródła z którymi zawsze będziemy się zmagać. Jadnak w końcu pojawił się bóg. Bóg mówiący słowo, światło zza gór. Miał on ocalić wszechświat i dać nam sposobność do życia. Stanęli kiedyś po dwóch stronach doliny. Avatar nadziei zapytał.

Czym jesteś?

Jam jest wszystkim i niczym. - usłyszał odpowiedź.

Moja pięść cię skruszy


Nagle ktoś zapukał do drzwi. Iave natychmiast otworzyła. W progu stał Deawon.
- List do ciebie... - powiedział nieprzytomnie.
- Od kogo?
- Nie ma nadawcy.
Czarodziejka spojrzała na kopertę. Była zrobiona ze starego pogniecionego papieru. Otworzyła ją w pośpiechu.

Przyjdź na molo lub poświęć przyjaciela.

Choć mgły już nie było powietrze nadal miało w sobie dużo wilgotne. Noc powoli chyliła się ku końcowi, na wschodzie pojawiły się pierwsze smugi brązowego światła. Niektóre morskie ptaki były już w locie, polowały od rana. Stare molo było nie tylko obiektem użytkowym. Było symbolem tego miasta, znajdowało się w jego godle. Przed Iave migały szare cegły domów. Biegła aż oczy zachodziły jej łzami. Była zdesperowana, bo wiedziała, że tam wszystko się zakończy. To był ostatni element układanki.
Wpadła na plaże w pełnym pędzie i zlokalizowała molo. Natychmiast skierowała kroki w tamtą stronę. Była przygotowana do ofensywy i mimo prawie nieprzespanej nocy była pełna energi. Na molo, odwrócony do niej plecami, stał Nekromanta.
Iave ciężko dysząc podchodziła coraz bliżej.
- Co się stało? N-nic ci nie jest?
Odchyliła głowę próbując zobaczyć wyraz jego twarzy. Stała już tylko kilka kroków przed nim.
- Wybacz...on mnie zmusił... - powiedział drżącym głosem. Pierwszy raz widziała go w takim stanie.
- Kto ?
- Ja - usłyszała głos za swoimi plecami. Głos ten był przesycony jakby zewsząd dochodziły dyskretne echa. Odwróciła się błyskawicznie. W odległości kilku metrów stała przed nią zakapturzona postać. Ubrana w białą jak mleko szatę, stała prosto. Była tak doskonale czysta, że wydawała się tylko astralnym tworem, nieuchwytną materią ze snów.
- Czego chcesz? Po co to robisz?
Iave starała się pohamować panikę. Wiedziała, że mogłaby zaatakować lecz to jedynie mogło pogorszyć sytuację.
- Przybyłem by obwieścić tobie i stworzeniom twojego pokroju, że nadchodzi nadchodzi dzień oczyszczenia. Wszyscy zapłaczą.
- Nie ulęknę się twoich słów
Postać podniosła ręce lub wyglądało to jakby je podnosiła ponieważ rękawy były bardzo długie. Bezimienny zdjął kaptur. Iave patrzyła na własną twarz.

Wszystko co działo się tej nocy było dziwne i niezrozumiałe. Jednak to co teraz miała przed sobą było dla niej największym szokiem. Przed nią stała idealna kopia jej osoby, zupełnie, jakby patrzyła w lustro.
Postać poczęła kroczyć w jej stronę.
- Jesteś moja
I nagle zrozumiała.
- Nie. Nie dam ci skrzywdzić już nikogo więcej. ODEJDŹ !
Cała złość kumulowana w czarodziejce teraz wybuchła wielobarwnym gniewem. Fakt, że może ukarać tego który był sprawcą tylu morderstw wprowadzał ją w trans. Niebo, dotychczas bezchmurne teraz błyskawicznie uplotło z czarnych obłoków warkocze. Oczy Iave zapłonęły białym ogniem a włosy pokrył szronem. Wyciągnęła przed siebie dłoń.
- Moja pięść cię skruszy.
Zaklęcie wystrzeliło z taką siłą, że Iave mało co upadła na deski. Z jej ręki wystrzeliła kula, która mroziła powietrze pozostawiając za sobą białą smugę. Oświetliła kobaltowym światłem całą okolicę. Trafiła przeciwnika. Zdawało się, że Bezimienny wchłonął jej pocisk a następnie rozpadł się na bryły lodu.

- Nie wiem kim był bezimienny. Może był demonem lub diabłem albo zapomnianym półbogiem. Swoje ofiary wybierał nie ze względu na wiek czy inne czynniki. Zwracał uwagę na zupełnie coś innego. Wybierał osoby słabe w duszy, osoby które nie miały w sobie odwagi ani nadziei. Zamieniał je w ślepą rozpacz. Co do jednego nie mam wątpliwości. Bezimienny był tylko jednym z wielu, był tylko zwiastunem. Był zwiastunem nieuniknionej przyszłości. Już niedługo ten świat przestanie być bezpieczny. A to dopiero początek.
Nadchodzi apokalipsa.

<<< rozdział 3 //\


Oceń materiał: Ocena: 5.44 (18 głosów).


Zgłoś błąd.



Feniks z Popiołów - czekamy...
Niniejsza strona jest częścią Wortalu Phoenix, znajdującego się aktualnie w stanie hibernacji. Kliknij na powyższy link by dowiedzieć się więcej.
Vgroup portfolio, agencja interaktywna - tworzenie portali internetowych, stron www, sklepow, CMS oraz grafiki  web 2.0
© 2002-2014 Imperium Diablo • Wszystko o grach Diablo 3, Diablo 2 i Diablo 1. All trademarks referenced herein are the properties of their respective owners. All rights reserved.