diablo 3

Opowiadanie Bracia 10

Ostatnia modyfikacja: 30.09.2007. Utworzono: 24.08.2007

Oczy demona wpatrywały się uważnie w zwisające bezwładnie w uchwycie krostowatej macki stworzenie. Znał ludzi, lecz ten, który znalazł drogę do jego samotni na bagnach zbyt śmierdział mu jego pobratymcami, jakby coś nie było z nim do końca tak. I do tego jeszcze to dziwne wrażenie obecności, jakby gdzieś niedaleko był ktoś, kogo dobrze znał, ktoś, kogo nie widział od około trzech wieków. Ruch był nagły i szybki, macka odrąbana w połowie wypuściła łowcę ze swego chwytu i wpadła do wody z głośnym pluskiem. Dwie kolejne uderzyły z różnych stron by znów pochwycić Berna, lecz szybki piruet wyniósł go poza ich zasięg. Nim spoczywająca na ołtarzu bestia zdążyła zareagować jej przeciwnik przykucnął, po czym z tej pozycji wyskoczył wyprowadzając w powietrzu potężny cios, który pozbawił demona kilku szypułek z oczyma. Wściekły ryk, a właściwie brzęczenie wydobyło się z paszczy potwora. Spoczywające dotychczas pod powierzchnią wody macki wystrzeliłyby chwycić i zmiażdżyć intruza. Woda spowalniała ruchy i opóźniała reakcje jednak wyuczone w Cam'Shasi ruchy były dosyć skuteczne, kolejne macki lądowały na dnie zalegającego podłogę bajora. Jedno po drugim odnóża demona padały odcięte i jedno po drugim pojawiały się nowe, wciąż więcej i więcej, bez końca. Wydawać by się mogło, że człowiek i bestia tkwić będą zatopieni w tym tańcu życia i śmierci bez końca, gdy nagle jeden ruch okazał się zbyt powolny, być może jedna z macek za szybka. Potężne uderzenie zachwiało wojownikiem i na chwile uczyniło go bezbronnym wobec atakującego w szale demona. Kilka kolejnych macek pochwyciło i unieruchomiło Berna. – Jak śmiesz człowieczku! Poznasz ból, będziesz błagał o szybką śmierć! Ohydna żółta breja wypływająca z ran zadanych bestii skapywała do wody, która zaczynała wrzeć i parować. Rak'Shasi kaszlnął, gdy jego płuca wypełniła śmierdząca para powoli wypełniająca pomieszczenie. – Ty chcesz pokazać mi ból? Ha, nie tacy próbowali. W niepojęty wręcz sposób wyrwał rękę z plugawego uścisku i znów ciął z całej siły by się uwolnić. Łomot uderzającego o ścianę ciała i trzask łamanych kości wypełniły pomieszczenie. – Dwa razy tą samą sztuczkę? Słowa bluźnierczej mowy strasznej i niepojętej a mimo wszystko zrozumiałej brzęczały w mózgu ogłuszonego łowcy. – Jesteś o trzy tysiące lat za młody by się ze mną równać, uwierz mi nie tacy próbowali. Obrzydliwy rechot demona zagłuszył wszystkie inne dźwięki, między innymi plusk, jaki wydawały sunące niczym węże macki. Po raz już trzeci Bern zawisł na łasce plugastwa. – Najpierw cię nieco umyjmy. Bestia śmiała się do rozpuku ze swego żartu, podczas gdy jej obmierzłe macki topiły nieszczęsnego Rak'Shasi.

Brag cicho i ostrożnie wyjrzał za róg korytarza. Przybywając do zamku spodziewał się odkryć sektę oddającą się bluźnierczym rytuałom, był przygotowany na starcie z fanatycznymi kultystami, był nawet pogodzony z możliwością, że przyjdzie mu stawić czoła demonom przyzwanym przez Ludengraffa czy też może raczej Ludenhoifa, ale to, co ujrzał nie dało się objąć umysłem. W każdym razie nie umysłem człowieka przy zdrowych zmysłach. Na środku ubrudzonego krwią pomieszczenia znajdowała się olbrzymia, wkomponowana w podłogę paszcza. Amandor stał przy położonym nieopodal paszczęki ołtarzy i składał, choć lepszym słowem było by raczej wybebeszył, kolejną ofiarę. Brag nie znał dokładnie mowy demonów, ale doskonale się orientował, że to właśnie w niej padają wypowiadane przez pana zamku, najwyraźniej pod adresem uzębionej paszczy, słowa. Chociaż człowiek nie jest w stanie do końca opanować mrocznego języka to nawet w jego ograniczonej formie bluźniercze formuły mroziły krew w żyłach. Zaświstała wydobywana z pochwy klinga, zabrzmiały szybkie kroki i rozległ się brzęk, gdy czarne ostrze miecza zderzyło się z zakrwawionym nożem ofiarnym. – Tu cię mam chłystku, chciałbyś mi przeszkodzić! Kultysta wciąż blokując broń przeciwnika własną klingą wyprowadził cios pięścią prosto w twarz białowłosego. Uderzenie przeszyło powietrze, gdy wróg, w którego było wymierzone przykucnął i wyprowadził szybkie kopnięcie w kolano, ubranego w będące parodią stroju kapłana szaty, pana zamku. Bern wykorzystał chwilę przewagi, jaką dał mu niespodziewany kopniak i jednym płynnym ruchem wepchnął kultystę do paszczy ziejącej w podłodze. – Smacznego. Nim jeszcze dziwny podłogowy stwór zawarł paszczę po swoim byłym żywicielu a obecnie posiłku dało się jeszcze słyszeć ostatnie słowa ostatniego Ludenhoifa. – Głupcze, sprowadzisz na wszystkich zgubę! Lecz Brag nie miał czasu zastanawiać się nad tą groźbą bo nagle wszystkie ściany zaczęły się trząść a kilka kamieni stanowiących dotychczas część sklepienia z głośnym hukiem spadło na podłogę.

Macki trzymały Berna zanurzonego w ohydnym bajorze i nie pozwalały mu zaczerpnąć tchu. Młodzieniec miał wrażenie, że jeśli zaraz nie odetchnie to jego płuca pękną, ale wiedział, że jeśli tylko spróbuje to zrobić to zamiast życiodajnego powietrza nałyka się brudnej, śmierdzącej a zapewne i trującej wody. Nagłe wynurzenie przyniosło mu niesamowitą ulgę, nawet pomimo faktu, że wciąż był trzymany w żelaznym uścisku demona. Niestety, bestia nie znudziwszy się jeszcze tą zabawą nie dała mu dużo czasu na oddech nim ponownie zaczęła go topić. Bern nie wiedział jak długo już trwa to podtapianie go i wynurzanie, choć miał wrażenie, że całą wieczność. Wreszcie plugastwo uznało, że równie jak początkowo ciekawa tak teraz zabawa z łowcą stała się nudna i postanowiła go utopić. Powoli, wraz z wyczerpywaniem się zapasów tlenu, przygasała otaczająca Berna żółć, miał wrażenie, że otaczająca go ciemność jest gęstsza od tej, do której zdążył się przez lata przyzwyczaić. Nie chcę umierać! – Nieustannie powtarzana myśl odbijała się echem w głowie duszącego się Rak'Shasi. Oprócz niewysłowionego uczucia strachu pomieszanego z żądzą życia Bern czuł jak zawieszony na jego piersi amulet robi się powoli coraz cieplejszy. Nagle macki demona cofnęły się, jakby ten się oparzył. Bern próbował wstać, lecz nie miał kontroli nad własnym ciałem, które teraz poruszało się jakby kierowane czyjąś inną wolą. Naprzeciw ołtarza będącego teraz legowiskiem demona stał mężczyzna, cofnął się o krok a wokół jego stóp postawionych na powierzchni wody wykwitły rozszerzające się kręgi. – Nazgrel, czas zmienić wyrok z wygnania na śmierć. Bern słyszał wydobywające się z jego własnych ust słowa, lecz nie był w stanie rozpoznać swojego głosu, który nagle stał się chrapliwy i szorstki. – Czym ty jesteś?! Głos demona plagi utracił nagle budzącą grozę pewność siebie, która dotychczas w nim brzmiała, był wręcz podszyty strachem. Dookoła stojącego na wodzie mężczyzny buchnęły płomienie, które otoczyły go niczym płaszcz, a w wyciągniętej ręce pojawił się płomienny miecz. – Teraz poznajesz?

CDN.

<<< część 9 //\



Oceń materiał: Ocena: 5.00 (8 głosów).


Zgłoś błąd.



Feniks z Popiołów - czekamy...
Niniejsza strona jest częścią Wortalu Phoenix, znajdującego się aktualnie w stanie hibernacji. Kliknij na powyższy link by dowiedzieć się więcej.
Vgroup portfolio, agencja interaktywna - tworzenie portali internetowych, stron www, sklepow, CMS oraz grafiki  web 2.0
© 2002-2014 Imperium Diablo • Wszystko o grach Diablo 3, Diablo 2 i Diablo 1. All trademarks referenced herein are the properties of their respective owners. All rights reserved.