diablo 3

Opowiadanie Bracia 4

Ostatnia modyfikacja: 09.09.2007. Utworzono: 24.08.2007

Brag stał na szczycie wydmy. Wędrował ze swoim Mistrzem już od kilku lat i wciąż zadziwiało go wiele rzeczy. Mistrz, wciąż znajdował nowe metody treningu i wciąż poszerzał zakres przekazywanych uczniowi umiejętności. Nie był to już z pewnością ten sam chłopak, który mieszkał kiedyś w małej wiosce, zniszczonej przez demony. Teraz potrafił walczyć, był szybki, silny i potrafił przetrwać w każdych warunkach, prawie w każdych. Musiał przyznać, że jego Mistrz przerósł sam siebie gdy kazał mu samodzielnie przekroczyć pustynię Kshalijską. Wiatr sypnął mu w twarz piaskiem i poruszył spuszczonymi na plecy końcami osłaniającego dolną część twarzy szalika z cienkiego materiału. Białowłosy zsunął się po piasku do podnóża wydmy po czym ruszył w głąb pustyni zostawiając zachodzące słońce za plecami.

Wiatr zrywał tumany śniegu, które dołączały do tysięcy wirujących już w powietrzu płatków. Ledwie widoczny wśród śnieżnego piekła przez zaspy przebijał się samotny wędrowiec. Lekka lniana koszula i takież same spodnie nie dawały żadnej ochrony przed przenikającym do szpiku kości zimnem a głęboki, miejscami zamarznięty śnieg kaleczył i odmrażał bose stopy. Mimo to Bern szedł wyprostowany i zdawał się nie zauważać zamieci. Miał teraz tylko jeden cel, dotrzeć do jaskini znajdującej się za przełęczą. Był to ostatni test nim będzie mógł dołączyć do grona Rak'Shasi. Wiedział co go czeka w jaskini i wiedział, ze zajmie to kilka długich lat, lecz nie bał się ponieważ był przekonany, że pomimo ryzyka uda mu się przeżyć. Minęło kilka minut, a może kilka godzin, w tej zamieci zupełnie stracił poczucie czasu, nim przed jego oczyma spośród wirujących tumanów śniegu zaczęła wyłaniać się przełęcz. Teraz już tylko kilka kilometrów dzieliło go od celu. Gdy wreszcie dotarł do jaskini był zmarznięty i przemoczony ale żywy. Teraz dopiero miało nastąpić przyjęcie nowego członka w poczet tajemnego bractwa.

Ognisko oświetlało niewielki obszar, pobliska ściana drzew stanowiących część Wiecznego Lasu pozostawała w mroku. Dwóch ubranych na czarno mężczyzn siedziało przy ogniu jedząc pieczone mięso. - Nauczyłem cię walczyć, czas byś dowiedział się z kim masz walczyć. - Z demonami! - Także, ale nie tylko. Demony pojawiają się w naszym świecie dosyć rzadko, chyba, że przyzwane. - Przyzwane? -Tak, wielu ludzi czci demony wierząc, ze dadzą im one potęgę, i to oni są naszym głównym wrogiem, ponieważ pomagają demonom przedostawać się do naszego świata. Ale oni i tak nie są najgorsi. - Jak to. Czy może być coś gorszego niż pomaganie demonom? - Tak. Istnieje grupa, która nazywa siebie Rak'Shasi, wierzą, że mogą zwalczać demony przy wykorzystaniu ich własnych mocy, że można ogień zwalczać ogniem. Dlatego dobrowolnie skażają swoje ciała esencją demonów by zyskać siłę i szybkość, które przekraczają możliwości zwykłych śmiertelników. Pamiętaj, gdziekolwiek ich spotkasz masz ich eliminować, dla dobra naszego świata. - Jak ich poznam Mistrzu? - Nie teraz, musimy ruszać dalej. Jutro opowiem ci więcej o naszych wrogach.

Bern leżał na kamiennym ołtarzu pośrodku sześciokątnej sali. Podłoga pokryta była ochronnymi kręgami rozmaitych kształtów wyrytymi głęboko w kamiennej posadzce. W każdym z sześciu rogów ołtarza stanął jeden z Rak'Shasi, każdy trzymał w ręku pochodnie. Obok głowy leżącego na ołtarzu młodzieńca stanął najstarszy z braci i powiedział - Bestiami jesteśmy by bestiami się nie stać, by widzieć potwory stajemy się potworami i zamykamy oczy na świat ludzi by widzieć świat demonów. Oddajemy wzrok by widzieć, oddajemy człowieczeństwo by być ludźmi. Jesteśmy Rak'Shasi - strażnicy i łowcy. - mimo, ze szeptał jego głos słychać było wyraźnie w każdym zakątku sali. Po chwili zaintonował przedwieczny rytualny zaśpiew i zaczął kreślić nożem starożytne znaki na skórze Berna. Wreszcie tym samym nożem, wciąż nie przerywając zaśpiewu wyłupił oczy zdającego się być w transie młodzieńca. Jeden z pozostałych Rak'Shasi podał mu dwa czarne, połyskujące kamienie w kształtach idealnych kul. Po chwili kule zajęły już miejsce gałek ocznych przyszłego Rak'Shasi. Ostatnim elementem rytuału było zaszycie powiek i nałożenie haftowanej tajemnymi wzorami przepaski na oczy leżącego na ołtarzu mężczyzny. Bern otworzył oczy, albo tak mu się przynajmniej zdawało. Jednak widział tylko ciemność, stało się był ślepy. Wystarczyło jednak odwrócić głowę by mógł zobaczyć naznaczone żółcią skazy sylwetki swoich braci. Czekało go jeszcze wiele podobnych rytuałów, podczas, których on też stanie się prawdziwym Rak'Shasi. Lecz najważniejszy już przeszedł - rytuał przejścia

<<< część 3 //\ część 5 >>>

Zgłoś błąd.



Feniks z Popiołów - czekamy...
Niniejsza strona jest częścią Wortalu Phoenix, znajdującego się aktualnie w stanie hibernacji. Kliknij na powyższy link by dowiedzieć się więcej.
Vgroup portfolio, agencja interaktywna - tworzenie portali internetowych, stron www, sklepow, CMS oraz grafiki  web 2.0
© 2002-2014 Imperium Diablo • Wszystko o grach Diablo 3, Diablo 2 i Diablo 1. All trademarks referenced herein are the properties of their respective owners. All rights reserved.