diablo 3

Opowiadanie Bracia 7

Ostatnia modyfikacja: 09.09.2007. Utworzono: 24.08.2007

Kolejne dni na bagnach były do siebie podobne tak, ze Bern miał momentami wrażenie, że wciąż przeżywa ten sam dzień ciągle od nowa. Jego ciało nawykłe było do trudów, lecz to, co musiało znieść na tych zapomnianych przez bogów moczarach wielokrotnie przekraczało granice ludzkiej wytrzymałości. Najgorsze jednak było to, że zgubił ślad, którym dotychczas podążał. Nagle wzrok Berna przyciągnęła, jakże niezwykła w otaczającym go morzu żółci, czarna plama. Zaintrygowany Rak'Shasi podążył w kierunku niespodziewanej oazy ładu na skażonych przez demony bagnach. Mała wysepka pośród błotnistych, bagiennych wód dawała nadzieję na odpoczynek we w miarę bezpiecznych warunkach, lecz gdy tylko Bern postawił nogę na suchym lądzie poczuł barierę powstrzymującą go przed postąpieniem choćby na krok w głąb tego spłachetka ziemi. Niespodziewanie łowca demonów usłyszał starczy, suchy głos. - Odejdź stąd piekielna poczwaro! Nie masz tu czego szukać demonie! Bern spojrzał w kierunku, z którego dochodził głos, lecz wciąż widział jedynie smolistą, niemalże namacalną czerń.

Światła Stolicy były widoczne już z daleka, zwłaszcza, że noc był ciemna. Gęste chmury spowijały niebo nie przepuszczając nawet odrobiny księżycowego światła. Samotny podróżnik zbliżał się powoli do wiecznie otwartych bram miasta. Strażnicy kontrolujący ludzką masę przelewającą się w obie strony przez masywne wrota nie zwrócili na niego większej uwagi, mimo, że z pewnością wyróżniał się pośród tłumu. Sprężyste, płynne i pełne gracji ruchy ubranego na czarno mężczyzny z mieczem na plecach stanowiły dla wyćwiczonego oka nieomylny sygnał, ze ma się do czynienia z doświadczonym wojownikiem. Jednak ani wśród ulicznego tłumu, ani wśród straży nikt nie był w stanie tego poznać. Gdy znalazł się już za murami, które powstrzymały Trzecią Mroczną Krucjatę, Bern udał się do karczmy, w której nocowali kiedyś z Mistrzem podczas pobytu w stolicy, jej właściciel za drobną opłatą był w stanie zdobyć każdą informację dotyczącą życia stolicy, a także załatwić niejedną sprawę. - Czym mogę służyć dobry panie? - Po pierwsze potrzebne mi miejsce na nocleg. Po drugie mam pozdrowienia od starych znajomych. Gdy usłyszał hasło karczmarz przyjrzał się Bernowi uważnie i zmarszczył brwi. - Dobrze więc, najpierw zajmijmy się sprawą twojego pokoju, a potem porozmawiamy o starych czasach i starych znajomych.

Mała, porośnięta dziwaczną bagienną trawą wysepka pośród nieprzemierzonych Bagien Dunlandu kryła coś na kształt szałasu, zrobionego z rachitycznych drzewek stanowiących jedyna florę w tej nieprzyjaznej okolicy. Bardziej jednak zdumiewające jest, że pośród przerażających moczarów, na których żyły jak się zdawało tylko skażone, półdemoniczne wręcz potwory, żył człowiek. A dla kogoś takiego jak Bern zdumiewające było, że ani na wysepce ani w jej najbliższej okolicy nie dało się dostrzec nawet śladu skazy. - Kim jesteś, że tu żyjesz? - Co, głos człowieka? Jak udało ci się tu dotrzeć? Głos mieszkańca wyspy, a także jedynego człowieka w promieniu wielu kilometrów sugerował, że jest on już stary, a także zdziwiony tym, że ktoś zapuścił się na te bagna. - Ścigam i zabijam demony, trop wyjątkowo silnego sprowadził mnie tutaj. - Ha, straceniec bez szans, przez czas, jaki zajęło ci dotarcie tutaj z pewnością zostałeś skażony i wkrótce zginiesz. Poczekaj chwilkę, zaraz zdejmę barierę i cię wpuszczę. Nim minęła minuta Bern siedział już skulony w szałasie dziwnego pustelnika. - Zostań ze mną młodzieńcze, moje modlitwy trzymają skazę i demoniczny podmiot z dala od tej wyspy a źródełko, które tu bije jest jedynym źródłem wody pitnej w promieniu wielu dni drogi stąd. Bern uśmiechnął się i powiedział. - Zostanę, ale tylko na kilka dni. Muszę odpocząć i znów znaleźć trop. Starzec pokiwał głową, westchnął ciężko i rzekł z rezygnacją. - Nie musisz szukać swojego demona, wiem gdzie się znajduje. Ale o tym porozmawiamy potem.

Stolica mimo późnej pory wciąż tętniła życiem. Dziesiątki karczm dawały schronienie zarówno podróżnym jak i wymykającym się z kampusu w cel upicia się żakom. Pośród tych lepszych i tych gorszych była też taka, o której prawie nikt nie wiedział. Ludzie, którzy ją znali mówili o niej po prostu Karczma. Karczma była miejscem spotkań ludzi uczonych, którzy mogli w niej z dala od czujnych uszy wymieniać się nawet najbardziej kontrowersyjnymi, by nie rzec heretyckimi poglądami. Poza tą działalnością Karczma posiadała też sporą biblioteczkę, której główną atrakcją były dzieła oficjalnie zakazane. Właściwie poza nazwą nie miało to miejsce nic wspólnego ze zwykłymi karczami, raczej można by je określić siedzibą tajnego stowarzyszenia. Brag siedział w jednym ze luksusowych foteli ustawionych w Sali głównej Karczmy i czekał na najlepszego heraldyka Imperium. Otto Krakenhoff, profesor katedry historii na uniwersytecie odwiedzał karczmę w każdą środę badając historie różnych kultów demonów. Bern cieszył się z tego, że Garlin, karczmarz z Pękniętego Kufla wskazał mu właśnie tego człowieka, nie tylko dodatkowy kontakt w stolicy, ale też badacz dziedziny jakże bliskiej łowcy demonów. Nagle do drzwi rozległo się pukanie, kolejny już raz tej nocy zgromadzeni usłyszeli znaną tylko nielicznym sekwencje, po czym wpuszczono kolejnego gościa. Starszy mężczyzna, ubrany w poplamione gdzieniegdzie inkaustem, znoszone ubranie przywitał się z gospodarzem. - Dzień dobry mistrzu Krakenhoff. Profesor spojrzał na stojącego przed nim białowłosego młodzieńca. - W czym mogę ci pomóc młodzieńcze? - Właśnie miałem do tego przejść....

<<< część 6 //\ część 8 >>>

Zgłoś błąd.



Feniks z Popiołów - czekamy...
Niniejsza strona jest częścią Wortalu Phoenix, znajdującego się aktualnie w stanie hibernacji. Kliknij na powyższy link by dowiedzieć się więcej.
Vgroup portfolio, agencja interaktywna - tworzenie portali internetowych, stron www, sklepow, CMS oraz grafiki  web 2.0
© 2002-2014 Imperium Diablo • Wszystko o grach Diablo 3, Diablo 2 i Diablo 1. All trademarks referenced herein are the properties of their respective owners. All rights reserved.