diablo 3

Opowiadanie Bracia 9

Ostatnia modyfikacja: 09.09.2007. Utworzono: 24.08.2007

Ściany świątyni, niegdyś olśniewająco białe teraz poszarzałe były od brudu i porastającego je grzyba. Przez ziejące w dachu i ścianach ruin dawnego miejsca kultu szczeliny wyzierały pędy najróżniejszych odmian bagiennej roślinności. Filary, podtrzymujące onegdaj wielkie pozłacane wrota, stały odarte z marmuru, który je okrywał. Każdemu krokowi Berna towarzyszył plusk śmierdzącej, czarnej wody, która zalała posadzkę wewnątrz świątyni tworząc coś na kształt niewielkiego bajora. Wysokie kolumny podtrzymujące wysokie, łukowe sklepienie leżały na podłodze pośród stert gruzu a sufit utrzymywały w całości tylko dziwne, gęsto splecione kłącza. Każdy przedmiot emanował w oczach przemierzającego wspaniałe niegdyś sale Rak'Shasi jaskrawą żółcią. Nagła zmiana w przepływie powierza sprawiła, że Bern zorientował się, że wszedł do komnaty większej niż wszystkie, które dotychczas zbadał. Powoli posuwając się naprzód łowca demonów wysunął ostrza z bransolet i zaczął baczniej zwracać uwagę na to co jego wyostrzone zmysły mogły mu ukazać. Wreszcie pośród otaczających go pasm chaotycznej energii ujrzał swój cel. Olbrzymie, bezkształtne cielsko demona spoczywało na tym co niegdyś było ołtarzem a dziś jedynie plugawym siedziskiem równie plugawego monstrum. Przypominający stertę gnijącego mięsa korpus pokrywały liczne krosty i ropne bąble wydzielające zapach mogący przyprawić o chorobę. Wielkie i liczne oczy na czułkach były jedynym, co można by uznać za głowę. Nagle w poprzek ohydnego tułowia bestii otworzyło się coś na kształt paszczy, z której wionął smród jeszcze gorszy niż dotychczas. – Ktoś tu jednak przybył. Ha, pierwszy raz od 300 lat będę mógł się zabawić. Głos demona nie przypominał nic, co można usłyszeć i nie oszaleć, samo jego brzmienie przywodzące na myśl brzęczenie roju wielkich, krwiożerczych much wywoływało grozę, ale najgorsze był język, jakim plugastwo się posługiwało – bluźniercze słowa przerażały nie mniej niż wypowiadający je stwór będąc jednakże zrozumiałe dla słyszących. – Zginiesz poczwaro. Bern rzucił się w kierunku wroga, lecz nagle posłyszał za sobą plusk i poleciał do tyłu rzucony z wielką siłą o pobliską ścianę. Mnogie macki przecinały wodę kierując się w stronę miejsca gdzie człowiek do niej wpadł a siedząca na ołtarzu bestia śmiała się strasznym głosem. Ostatni obraz, który ukazał się łowcy demonów nim czerń spowiła świat była podnosząca go w górę smuga skazy, która okazała się być odnóżem demona.

Amandor Ludengraff siedział u szczytu długiego suto zastawionego stołu i spoglądał na dziwnego białowłosego podróżnika, któremu udzielił gościny. – Wybacz mi panie, ale nie dosłyszałem waszego imienia. – Ach, gdzież moje maniery, zapomniałem się przedstawić. Nazywam się Bern Saerthis. Wieczerza, na którą zaproszono też niespodziewanego gościa trwała w najlepsze i minęła dosyć długa chwila nim gospodarz po raz kolejny się odezwał. – Cóż sprowadza cię w te strony, o ile wolno wiedzieć? Brag spojrzał uważnie na swojego bladego rozmówce i dosyć bez trosko odpowiedział. – Och, nic wielkiego po prostu wędruje po świecie i zwalczam zło. Nieszczery śmiech głowy rodu Ludengraffów, który rozległ się w odpowiedzi na to stwierdzenie był tak głośny, że wszystkie rozmowy na chwilę ucichły. – Czemuż się śmiejesz panie? Czy nie sądzisz, że mój cel jest szczytny? – Szczytny? Być może, lecz równie szczytna byłaby próba zbudowania mostu nad oceanem. Po prostu jesteś skazany na porażkę. Białowłosy mężczyzna uśmiechnął się pod nosem i odrzekł. – Być może już niedługo się przekonamy. Noc już dawno zapadła na świecie, gdy wreszcie wszyscy uczestnicy przypominającej ucztę kolacji rozeszli się do swoich kwater. Amandor wezwał do siebie kapitana straży i wydał rozkaz. – Pilnujcie mi tego chłystka, który dzisiaj przyjechał, jestem pewien, że coś ukrywa. W tym samym czasie z oka pokoju, który przydzielono przyjezdnemu wyślizgnęła się ubrana w czerń postać w kapturze. Podczas pobieranych u Mistrza nauk Brag nauczył się nie tylko walczyć i zbierać informacje, sztuka skradania się i infiltracji miała mu się teraz przydać na równi z wiedzą czego ma szukać. Nie minęło wiele czasu, gdy cień zalegający pod jedną ze ścian dziedzińca nagle się od niej oderwał i przemknął w kierunku centralnego budynku niezauważony. Nikt nie zauważył też, że cień ten wślizgnął się do piwnic. Piwnice pod zamkiem były wielkie, o czym młody łowca demonów rychło się przekonał zwiedzając liczne lochy, piwnice na wino oraz inne pomieszczenia, których przeznaczenia mógł się tylko domyślać. Prawdopodobnie poddałby się, gdyby nagle nie poczuł słabego zapachu krwi. Kierując się zmysłem powonienia dotarł do komnaty, która ewidentnie była kiedyś salą tortur, lecz wszystko wskazywało na to, że były to dawne dzieje. Zbyt dawne by zapach krwi był tak silny. Brag nigdy nie znalazłby dźwigni, gdyby nie fakt, że był do tego szkolony. Długi korytarz, który ukazał się po otwarciu znajdującego się w żelaznej dziewicy przejścia śmierdział krwią tak, że Brag musiał zakryć nos swoim szalikiem. Zagłębiając się coraz dalej i dalej w kręty i wąski tunel musiał uważać na ewentualne pułapki, ale takich nie było. Po czasie, którego nie był w stanie określić zobaczył światło padające zza najbliższego zakrętu i usłyszał głos pana zamku, lecz z tej odległości nie był w stanie rozróżnić słów. Powoli i ostrożnie Brag ruszył w stronę załomu korytarza.

<<< część 8 //\ część 10 >>>

Zgłoś błąd.



Feniks z Popiołów - czekamy...
Niniejsza strona jest częścią Wortalu Phoenix, znajdującego się aktualnie w stanie hibernacji. Kliknij na powyższy link by dowiedzieć się więcej.
Vgroup portfolio, agencja interaktywna - tworzenie portali internetowych, stron www, sklepow, CMS oraz grafiki  web 2.0
© 2002-2014 Imperium Diablo • Wszystko o grach Diablo 3, Diablo 2 i Diablo 1. All trademarks referenced herein are the properties of their respective owners. All rights reserved.