diablo 3

Opowiadanie Bracia Wojny

Ostatnia modyfikacja: 16.03.2008. Utworzono: 16.03.2008

Opowiadana przygoda nigdy nie była uznawana ani za prawdziwą ani za fikcyjną. Nikt do końca nie wie czy była to tylko bajka, czy ma ona w sobie ziarno prawdy. Zawsze opowiadano ją z perspektywy jednego z braci, w zależności od nastroju i własnych odczuć. Oto wersja, którą opowiedział mi dawno temu pewien starzec, którego spotkałem w tawernie Elzixa w Lut Gholein...


Historia Braci Wojny


I nastał świt.
Kolejny dzień niepewności i zdenerwowania zawitał do Harrogath. Chłodniejszy niż zwykle, świszczący wiatr był jedynym elementem dającym się słyszeć w całym Mieście Barbarzyńców. Na ulicach pustki. O tej porze mężczyźni jeszcze śpią. Nie słychać żadnych dzieci. Wszystkie mają zakaz opuszczania swoich domów, a matki mają za zadanie strzec ich jak oka w głowie, zwłaszcza synów. Nie wiadomo kiedy zacznie się wojna, nie można niczego być pewnym. Zło jest blisko. A może jedynie chce, abyśmy tak myśleli.
Obudziłem się wcześniej niż mój brat. Dzisiejszy dzień zapowiadał się ekscytująco. Siedem dni temu dostaliśmy wreszcie wezwanie do armii króla Bul-Khatosa. Ma nas dzisiaj pasować na swoich żołnierzy - barbarzyńców. Oprócz tego ma przedstawić ważną osobistość, która może nam pomóc w walce z siłami Zniszczenia.
Spojrzałem na brata. Nadal spał.
- Wstawaj, Tosgar, wstawajże! - rzuciłem się na brata ze śmiechem. - Dzisiaj wielki dzień! Zostaniemy prawdziwymi Barbarzyńcami! Prawdziwymi Barbarzyńcami Bul-Khatosa!
- Mmmm? - zdołał wykrakać mój zaspany braciszek. - Och! To już dziś! Myślałem, że ta uroczystość będzie jutro...
- Pomyliłeś się. Jak mogłeś zapomnieć, że to już dzisiaj?
- Nie wiem... Czy Matka już wstała?
- Słyszałem jakiś hałas na dole, prawdopodobnie to ona.
Tosgar podniósł się z trudem z łóżka i przetarł oczy. Ziewnął okropnie długo z cechującym go spokojnym wyrazem twarzy.
- Zatem to koniec sielankowego życia. Czas przygotowywać się do służby u Bul-Khatosa...
- Powinieneś być z tego dumny, a słyszę w Twoich słowach obojętność.
- Chodźmy do Matki.
Zeszliśmy na dół. Matka krzątała się po pokojach, wyglądała na roztrzepaną.
- Witaj, czego szukasz? - spytałem.
- Dobrze, że już wstaliście. Rozglądam się za tym listem od posłańca, pisało tam, że trzeba go zwrócić, aby potwierdzić tym swoje przygotowanie do uczestnictwa w wojnie... Nie pamiętacie gdzie go położyłam?
- Mam go już przy sobie - odrzekłem pokazując jej zwój.
- W porządku... czy jesteście gotowi? Możliwe, że już nigdy was nie zobaczę. Jeśli chcecie mi coś wypomnieć, skrytykować za coś albo zadać pytanie zróbcie to teraz. Nie dziękujcie za nic ani nie płaczcie. Nie okazujcie już nigdy litości. Bądźcie twardzi i nieugięci, ale szanujcie siebie nawzajem. Rodzina to jednak rodzina...
Staliśmy zamyśleni przekazem matczynych słów.
- Nic? - spytała. - Nie macie mi nic do powiedzenia?
- Ja nie, Matko - odparłem.
- A ty, Tosgar? Czy ty chcesz mi coś powiedzieć?
Patrzył jej dłuższą chwilę w oczy, po chwili wyjąkał cicho:
- Nie, Matko. Musimy już iść.
- Powodzenia. I pamiętajcie co wam powiedziałam. Od tej pory jesteście Barbarzyńcami z krwi i kości a waszym obowiązkiem jest teraz słuchać Bul-Khatosa, nie mnie.
- Żegnaj. - powiedziałem opuszczając po raz ostatni nasz dom.
Nie odwróciłem się. Razem z ostatnim wyjściem zamknąłem pewien rozdział mojego życia. Tylko słabi się odwracają i żyją wspomnieniami. A tacy ludzie nie mogą być Barbarzyńcami, to oczywiste.
Mój brat przeciwnie - co chwilę zerkał za siebie, wydawało mi się nawet, że łzy ciekną mu po twarzy.
- Co ty robisz, Tosgar? Czy ty płaczesz? - zapytałem z niedowierzaniem.
- J-j-a? Wydaje ci się. Barbarzyńca nie płacze, braciszku.
Może po prostu spocił się, w końcu nasz ekwipunek trochę ważył. Mimo wszystko wyglądał na przygnębionego niźli na zmęczonego.
Szliśmy w milczeniu przez miasto. Z daleka dało się słyszeć głosy innych wezwanych do armii Bul-Khatosa, mimo tego ich krzyki były za słabe aby zagłuszyć ten przeraźliwy, złowrogi syk wiatru...


Minęło trochę czasu nim znaleźliśmy się na Placu Królewskim. Dookoła pełno Barbarzyńców, tylko kilku wyglądało mi młodo. Nie dziwiło mnie to jednak - mężczyźni teraz opuszczają domy i rzadko wracają... Rodzi się coraz mniej dzieci. Może Bul-Khatos poruszy ten problem.
- Halo! Wy tam! Czy zostaliście wezwani do służby w armii naszego króla? - usłyszeliśmy głos z tyłu.
Odwróciliśmy się. Kilka kroków od nas stał jeden ze sług Bul-Khatosa. Łatwo było ich rozpoznać, na zbroi mieli wyryte herby rodowe przodków naszego Pana.
- Tak, oto wezwanie - odpowiedziałem dając mu list.
- Za mną.
Wojownik zmierzał w głąb placu, my za nim. Oczom naszym ukazała się mała scena, na niej stał Bul-Khatos i łudząco podobny do niego człowiek.
- Gdy król wezwie was do siebie wejdźcie na scenę, dostaniecie broń i pancerz.
Po tych słowach odszedł.
Przyglądnąłem się królowi. Wyglądał na bardzo podnieconego, cały czas wymieniał zdania z tym drugim. Jego towarzysz natomiast był trochę przerażony, twarz miał bladą i nie był takiej postury jak nasz król. Mimo to ich twarze były niemal jak dwie krople wody. Nie wyglądał mi na barbarzyńcę, ale spojrzenie miał dosyć bystre. Zdziwiło mnie to, że wokół niego cały czas krążyły kruki.
Król zrobił kilka kroków w przód i przemówił tymi oto słowami:
- Bracia Barbarzyńcy! Dzisiaj wielki dzień! W nasze szeregi wstąpią nowi mieszkańcy Harrogath. Za chwilę odbiorą oni swoją pierwszą prawdziwą broń i zbroję. Przestaną być synami, staną się mężczyznami. Przyklękną i przyrzekną walkę ze Zniszczeniem do ostatniego tchu.
Rzuciłem się do przodu, ale brat zatrzymał mnie.
- Co robisz? - spytałem.
- Spokojnie... król chce chyba jeszcze coś dodać.
- Ale! To nie wszystko co chcę wam przekazać. Od dnia dzisiejszego przygotowania i walka z pomniejszymi demonami Zniszczenia nie będą już takie jednoznaczne. Zawsze uznawaliśmy siłę swoich mięśni i żelaza. To może nie wystarczyć, Bracia! Należy nie tylko produkować broń czy pancerze i uczyć się je opanowywać. Powinniśmy lepiej poznać otaczający nas świat, zrozumieć ziemię, której poprzysięgliśmy bronić. Dzięki temu może uda nam się osiągnąć z nią jedność i przekaże nam co powinniśmy czynić aby wypełniać swój święty obowiązek jak najlepiej. Chciałbym wam przedstawić mojego bliskiego przyjaciela Fiacla-Geara. To on zasugerował mi tą ideę. Razem z niewielką grupką uda się na wschód do Mroźnych Lasów w Scosglen i tam będzie was nauczał. Każdy kto uzna, że bardziej przyda się jemu niż mnie musi z nim porozmawiać. Nie myślcie, że będziecie w jakikolwiek sposób gorsi od moich żołnierzy. Teraz po prostu zaczniemy stosować inną taktykę. A teraz zapraszam tych, którzy otrzymali wezwanie na scenę.
Całą tą mowę o jedności z naturą uznałem za nudna i niepotrzebną - w końcu to Bul-Khatos jest moim królem a nie ten Fiacla-Gear.
- Chodźmy! - powiedziałem do brata po czym pobiegłem na scenę.
Tosgar natomiast powolnym, spokojnym krokiem wszedł jako ostatni. Razem było nas około piętnastu chłopów.
Przyklękliśmy wszyscy w jednej linii. Król podchodził do każdego, kładł miecz na jego prawym ramieniu, po czym dawał mu rynsztunek. Gdy zbliżył się do mnie pochyliłem czoło i zamknąłem oczy. Bul-Khatos zadał tylko jedno pytanie.
- Czy przysięgasz strzec szczytu Arreat aż do śmierci i prowadzić nieustającą walkę ze Złem?
- Tak. Do śmierci.
Po tych słowach podniosłem się. Wręczono mi zbroję płytową z herbem rodu Bul-Khatosa i stalowy miecz.
Następny był mój brat. Na pytanie Bul-Khatosa odpowiedział krótko:
- Tak.
Ulżyło mi. Bałem się, że Tosgar będzie miał jakieś opory.
- A zatem! - przemówił król - Wszyscy poprzysięgli strzec Świętego Szczytu Arreat i walczyć ze Złem! Teraz jesteście w szeregach moich żołnierzy i możecie robić to, co oni. Dostaliście nie tylko nowe przywileje, ale i nowe obowiązki. Nigdy o tym nie zapominajcie. To wszystko co miałem wam do przekazania. Teraz Fiacla-Gear opowie nam więcej o swoich planach.
- Chodź Tosgar, idziemy!
- Nie! Chcę wysłuchać tego człowieka.
- Moi przyjaciele - zaczął. - To, co chciałbym wam przekazać padło z ust Bul-Khatosa. Ci, którzy sądzą, że przydadzą się mi i popierają mój pomysł niech do mnie podejdą pod koniec uroczystości. Nie potrzebuje wielu, byle by byli świadomi i pewni swojej decyzji. Dla was - Barbarzyńców - me poglądy mogą uchodzić wręcz za herezję. Jednak niesłusznie. Moje działania będą miały na celu ''zespojenie się'' człowieka z ziemią. Nasza grupa nieco odłączy się od obowiązku obrony Góry Arreat, ale w odpowiednim czasie powrócimy i będziemy lepiej przygotowani do walki ze Zniszczeniem. To wszystko, jeśli ktoś chce dowiedzieć się czegoś więcej zapraszam do mnie...
Nie mogłem już wytrzymać. Jego słowa były dla mnie śmieszne. Niestety mój brat wyglądał na zaciekawionego tą przemową...
- Tosgar, mam nadzieję, że on cię do siebie nie przekonał? - zapytałem z lekką obawą.
- Idę do niego!
- Coś ty powiedział?
- Idę do niego, chcę z nim porozmawiać.
- A-a-ale....
Chciałem mu coś powiedzieć, ale nie zdążyłem. Pobiegł do Fiacla-Geara.
Czekałem na niego dość długo, sam nie wiedziałem po co. Powinienem tam pójść i zabrać go siłą. Zostałem na placu sam. Minęło sporo czasu zanim wrócił, słońce już zaszło za horyzont.
- No wreszcie jesteś! Coś ty tak długo tam robił?
- Przyszedłem się z tobą pożegnać, bracie. Wyruszam do Scosglen.
- Nie wierzę własnym uszom! Czy ty zgłupiałeś już całkowicie? W ten sposób nie dochowasz przysięgi danej Bul-Khatosowi.
- Dochowam. Rozmawiałem z Fiacla-Gearem i powiedział mi nieco więcej o swoich planach. Proszę cię bracie, zrozum mnie. Ten człowiek naprawdę chce dobrze.
Patrzyłem oniemiały na Tosgara nie dowierzając jego słowom. Czułem, że Fiacla-Gear może okazać się jakimś zdrajcą. Czyżby przekabacił mojego brata? Poczułem, że ślina zaczyna napływać mi do ust...
- Mów, czego się od niego dowiedziałeś!
- Nie mogę.
- Czy ty jesteś aż tak głupi? Nie widzisz, że to jakiś cudzoziemiec chcący skłócić nasze plemię? Nie można takim ufać...
- Więc? Jeśli z nim pójdę co zrobisz? Może mnie zabijesz?
- A żebyś wiedział!
Złapałem za rękojeść miecza. Tego samego, który dostałem od Bul-Khatosa. Tosgar jednak nie wyglądał na przestraszonego. Podszedłem do niego, uniosłem miecz i już miałem zaatakować, gdy nagle coś mocno wbiło mi się w stopy. Poczułem przeszywający ból.
- Co, do diaska?
Wokół mnie krążyła mała, żywa winorośl.
- To trująca roślina, ale nie bój się, dostałeś tylko lekkie ukłucie. Taka mała próbka tego, czego nauczy mnie Fiacla-Gear. Przykro mi bracie. Nic nie zatrzyma mnie przed podróżą do Scosglen nawet ty i twoja głupia duma.
To ostatnie co usłyszałem. Po tych słowach straciłem przytomność.

Obudziłem się u naszej zielarki. W całym pomieszczeniu czuć było delikatny zapach mięty i innych ziół leczniczych. Powoli podniosłem się z łóżka.
- Wreszcie się obudziłeś.
- Hmmm? Ile czasu minęło?
- O czym mówisz?
- Ile dni temu miała miejsce przysięga nowych Barbarzyńców?
- Dni? Przyjacielu, od tego czasu minęły już cztery pełnie księżyca...
Nie mogłem uwierzyć w to, co usłyszałem. Tak długo byłem nieprzytomny? Nagle przypomniał mi się mój brat i trująca winorośl.
- Znasz człowieka imieniem Fiacla-Gear? - zapytałem.
- Nie.
- Gdzie jest Bul-Khatos?
- On... on nie żyje. Zmarł z rąk Shenka, jednego z głównych generałów Baala, Pana Zniszczenia.
Znowu myślałem, że słuch mi szwankuje. W tak krótkim czasie straciłem brata i wodza.
- Jestem... byłem... jestem jego żołnierzem.
- Jego służba rozproszyła się poza Harroagath i zaczęła walkę na własną rękę... Nikt jednak nie wraca, o wszystkich słuch zaginął.
- Muszę już iść.
- Jeszcze nie, musisz tu leżeć minimum trzy dni.
- Och... w porządku... Trudno, zaczekam...
W nocy wymknąłem się. Myślałem nad tym, gdzie teraz powinienem się udać, co robić, by nie stracić godności nazywania się Barbarzyńcą z Harrogath. Opuściłem miasto. Ruszyłem przed siebie, żądny przygód i krwi. Nie tylko krwi demonów i Baala ale również mojego brata...


Pod koniec historii cała gospoda usadowiła się wokół starca i słuchała jego słów. Legenda, która może być prawdą, tajemnica. Ludzie uwielbiają słuchać takich starych gawędziarzy, którzy jeszcze pamiętają czasy panowania Mrocznej Trójcy w świecie Sanktuarium. Gdy gospodarz przyniósł następny kufel piwa, starcowi rozwinął się język i zaczął opowiadać o walce braci, która miała miejsce dziesięć lat po tych wydarzeniach... Ale to już opowieść na inny wieczór...


Oceń materiał: Ocena: 5.36 (61 głosów).


Zgłoś błąd.



Feniks z Popiołów - czekamy...
Niniejsza strona jest częścią Wortalu Phoenix, znajdującego się aktualnie w stanie hibernacji. Kliknij na powyższy link by dowiedzieć się więcej.
Vgroup portfolio, agencja interaktywna - tworzenie portali internetowych, stron www, sklepow, CMS oraz grafiki  web 2.0
© 2002-2014 Imperium Diablo • Wszystko o grach Diablo 3, Diablo 2 i Diablo 1. All trademarks referenced herein are the properties of their respective owners. All rights reserved.