diablo 3

Opowiadanie Czas Mroku 2

Ostatnia modyfikacja: 30.09.2007. Utworzono: 24.08.2007

ROZDZIAŁ I :

- Omfg, wiedziałam, że tak będzie - Mroczna Krystyna nie kryła swojej irytacji - Ten biały kosmyk świadczy, że nie jesteś zwykłym pół-demoniem.
- Gdzie znajdę Vidatu?
Krystyna milczała.
- Dobrze wiem, że wiesz. Gadaj!
- On... Nie należy do tego świata. Wrócił na swoje miejsce, po wypełnieniu tego co chciał lub musiał. Znajdziesz go tam, gdzie początek i koniec łączą się. Na granicy prawdy i kłamstwa - spojrzała Evie w oczy, aby ujrzeć, iż są zimnie jak lodowe sople. - Na granicy życia i śmierci, na gra...
- Powiedz, gdzie.
- Prowadzi do tego miejsca portal, który otwierać mogą nieliczni. Nie ja w każdym razie. Ale...
Eva, odkąd odzyskała den, potrafiła kierować się czymś wyższym od instynktu czy przeczucia. Dlatego znała dalszą część tego zdania:
- Ale on tak - Eva wskazała palcem na przeżuwającego pokarm Mefista - Taś, taś, Mefitso.
- Nie wiem czy spełni twą prośbę. Otworzenie takiego portalu to wielki wysiłek.
Muł już wiedział co się święci i planował uciec. Wykonał powoli krok w tył.
Eva w mgnieniu oka była już przy nim.
- Bądź tak miły, Mefisto i otwórz go dla mnie - łagodnie poprosiła Eva.
Muł zaryczał i pokiwał głową. Eva schyliła się i chwyciła go za szyję. Podniosła powoli do góry i zagroziła mu śmiercią w obcym języku.
Muł ryknął potężnie i zemdlał. Za nimi pojawił się portal. Okrągły. Obwódka wyglądała jak złączonie ze sobą płomienie okalające wnętrze portalu. Eva widziała już czerwonie i niebieskie odmiany portali. Ten jednak nie był ani tej, ani tej barwy. Jego kolor był trupio-blady.
Eva puściła muła, którego cielsko tupnęło o ziemię.
- Nie wiesz, co cię tam czeka - krzyknęła Mroczna Krystyna - Na granicy życia i śmierci, na ...
Eva zignorowała jej ostrzeżenia i wkroczyła przez portal, który po jej przejściu przez niego, stał się eteryczny. Krystyna dokończyła, zniechęcona, zaczęte słowa:
- ... na granicy zbawienia i potępienia.

ROZDZIAŁ II :

Przed Evą stanęła wysoka budowla, kilkadziesięciometrowy pod względem wysokości budyniek. A zaraz obok niego kolejny, a za nimi cała ich seria. Ziemia zdawała się niezwykle twarda, a konstrukcje wzbudzały zdziwienie Evy. Chociaż miejsce wyglądało jak część wielkiego miasta, to Eva nie zauważyła żadniej żywej istoty. Portal zatrzasnął się za nią.
Den.
- Co tu robisz? - wniet zmaterializowały się przed nią dwie młode kobiety, wręcz dziewczyny - nie możesz być stąd.
Obie miały czarno-brązowe włosy i były podobnie ubranie - w obcisłe czarnie stroje, których materiał odbijał lekko światło zachodzącego Słońca. Jedna z nich, ta po prawej, dzierżyła w dłoni długi miecz, druga nie miała niczego w ręku, jednak jej lewa dłoń zdawała się być otoczona czymś w rodzaju smogu, który miał nieznanie dla Evy źródło. Dym odlatywał jakby ręką płonęła. Nie emanowała jednak żadnym ciepłem, wręcz przeciwnie. Dziewczyna po prawej kontynuowała słowa poprzedniej - My nazywamy się Sodoma i - teraz zaczęła mówić jej kompanka - Gomora. Co tu robisz?
Ich głos brzmiał bardzo łagodnie, jednak den "sądziło", że niebezpieczeństwo jest blisko.
- Szukam pewniego demona, Vidatu.
- Vidatu - powtórzyła Sodoma - Tak, gdzieś się tu kręci.
- Jednak tak łatwo go nie dopadniesz - zawtórowała jej Gomora.
- Tylko my możemy ci tu pomóc - wtrąciła Sodoma.
- Zaprowadzicie mnie do niego?
- Ależ...
- ... oczywiście.
- Lecz...
- ... wpierw...
- musimy Cię...
- ... obezwładnić!
Sodoma ruszyła w stronę Evy przechylając miecz. Walcz - Eva usłyszała w myślach. Cięcie miecza ledwo ominęło jej piersi. Odskoczyła i nagle zdała sobie sprawę, że ma przymocowanie do pasa okalającego jej biodra dwie pochwy z mieczami w środku. Nie zastanawiała się długo. Dobrała obu, jednym parując kolejny atak Sodomy. Drugi miecz Evy ruszył w stronę boku i wbił się weń. Krew trysnęła z ciała Sodomy, która upadła na ziemię.
Den zasygnalizowało nowe niebezpieczeństwo. Zobaczyła dalej Gomorę, która wykonuje rękoma, zdające się chaotycznymi, ruchy. Zakreślała jakieś kształty i recytowała słowa, których Eva nie zdołała dosłyszeć. Gomora krzyknęła.
- Przyzywam cię!
Obok niej znikąd pojawiły się opadające płatki śniegu. Z nich szybko powstała bryła lodu, która zaczęła się drastycznie szybko powiększać. Gdy po chwili osiągnęła spore rozmiary - Eva dostrzegła, że w bryle lodu jest kobieta. Kompanka Sodomy znów krzyknęła.
- Shiva!
Wielki sopel zaczął pękać.
Eva zastygła w podziwie. Sopel pękł, a kobieta wcześniej uwięziona w nim, unosiła się teraz lekko nad powierzchnią. Palce jej stóp stykały się z ziemią. Miała jasnobłękitną skórę, włosy jak zamarźnięty strumień wody, cała naga. Spojrzała na Evę, jakby doskonale znała już swój cel. Szybka jak błyskawica poleciała w stronę czarnowłosej. I przeleciała przez jej ciało, jak widmo.
Eva poczuła jak mroźny wiatr przeszywa jej organizm. Momentalnie była pokryta bardzo cienkim lodem. Shiva stała tuż za jej plecami. Uniosła swoją dłoń do góry i pstryknęła palcami.
Eva poczuła jak lód, który znajdował się w jej ciele, pęka. Towarzyszący temu ból sparaliżował ją.
- Gomora, pamiętaj, że mamy ją tylko podręczyć - powiedziała Sodoma
Eva Upuściła swoją broń. Shiva podleciała bezszelestnie przed Evę. Czarnowłosa zdołała zobaczyć kolor jej oczu. Czarnie. Shiva wbiła rękę w lewą pierś czarnowłosej.
- Gomora, starczy już - Sodoma ponownie zwóciła się do partnierki.
- Po co mu ona? Bezużytecznie ciało, skończmy to - odpowiedziała Gomora.
Ręka Shivy przenikła przez ciało Evy aż do źródła życia. Jej serce zaczynało spowalniać swoje bicie odczuwając mróz dotyku. Coraz wolniej...

... aż przestało.


ROZDZIAŁ III :

Rozległ się donośny krzyk. Krzyczała Shiva, wyciągnęła rękę z ciała Evy i uniosła dłonie w górę. Momentalnie razem z krzykiem stała się śnieżnym pyłem, który poniósł wiatr. Ciało Evy bezwładnie padło na ziemię. Gomora miała rozszerzonie usta, nie mogła z nich wydusić słowa. Jej ramię krwawiło, przebite na wylot mieczem Sodomy.
- Nie umiesz nigdy być posłuszna - spokojnie powiedziała Sodoma wstając z ziemii, na której siedziała obserwując akcję. - Miałyśmy jasny rozkaz, nie zabijać jej, tylko obezwładnić i doprowadzić na miejsce - podeszła do Gomory. Chwyciła za rękojeść miecza i wyjęła go z ciała kompanki.
Gdy klinga została usunięta, Gomora rozpadła się na kilkanaście kruków. Wzleciały w górę kracząc donośnie, niemal ogłuszając tym dźwiękiem.
Sodomy nie zdziwił ten widok. Można by powiedzieć, że spodziewała się tego.
Podeszła do Evy. Ta leżała nieruchomo, jej klatka piersiowa nie poruszała się ani nie drgała.
- Więc kobieta o takim potencjale została pokonana przez byle czarownicę? - z nutką drwiny wypowiedziała w stronę ciała. - Bez...
Nagle Sodoma zauważyła, że ręka Evy chwyciła za miecz, który upuściła przed upadkiem. Nim zdołała odpowiednio zareagować, klinga Evy już przecięła jej bok.
Sodoma zacisnęła zęby, wycofała się troszkę do tyłu zadziwiona prędkością przeciwniczki, która jeszcze przed chwilą przypominała zmarłą.
- Zaprowadzisz mnie do Vidatu! - krzyknęła Eva.
Sodoma nie odpowiedziała. Na jej lewym ramieniu usiadł jeden z kruków, na które rozpadła się Gomora. Lewa ręka Sodomy stała się taka sama jak jej kompanki. Dym i pył otoczył jej dłoń. Kruk zakraczał i odleciał. Sodoma dotknęła lewą dłonią ostrza swego miecza. Część mglistej substancji przeszła na jej broń.
- Szkoda, że mam cię tylko obezwładnić - powiedziała Sodoma. Krew wypływała z jej świeżej rany, ale stała w pełni sił przed Evą. - Koniec twoich sztuczek - powiedziała i machnęła horyzontalnie mieczem.
Z miecza wydobyło się coś na kształt niepełniego księżyca, które w locie popędziło do Evy.
Czarnowłosa zablokowała swoim mieczem pocisk Sodomy, chociaż z wielkim trudem złapała równowagę po sparowaniu tego ataku. Podbiegła do Sodomy i rozpoczęła walkę wręcz. Kompanka Gomory nie była w stanie poradzić sobie z nacierającą Evą. Wreszcie po paru chwilach wymiany zamachnięć otrzymała kolejną ranę. Ostrze czarnowłosej przecięło prawe przedramię Sodomy. Nie była już w stanie utrzymać miecza.
- Brawo! Brawo! - wniet pojawił się znajomy dla Evy głos. - nie sądziłam, że poradzisz sobie z moimi służkami. Widzę, że sama muszę marnować czas. Walka jednak była wspaniała. - Eva zaczęła się rozglądać i szybko zauważyła osobę, która jej gratulowała. - W następniej walce nie masz szans, Evo. A może powinnam powiedzieć Natalio. - Uśmiechnęła się - Co taka zdziwiona na mój widok? Twoja druga połowa była pośrednio przyczyną mojej śmierci. Sądzę, że pora wyrównać rachunki.
Eva stała wpatrzona w kobietę o jasnych włosach trzymającą miecz i skupiającą w drugiej ręce, podobny do tego Sodomy i Gomory, dym. Ten był jednak jasny. Eva rozpoznała w niej dawną towarzyszkę i rywalkę:
- Rikku.


ROZDZIAŁ IV:

Sodoma uciekła na widok swej pani, na ulicy pozostały tylko Rikku i Eva oddalonie o wiele metrów od siebie.
- Spójrz - powiedziała Rikku. Pomachała do niej otoczoną dymem dłonią - Widzisz? To demoniczna dusza. Daje niewyobrażalnie możliwości osobie jej używającej, wymaga jednak umiejętności panowania nad nią, bowiem w przeciwnym razie nieostrożność można przypłacić całkowitą utratą nadeń kontroli. Czy zdajesz sobie sprawę do kogo należeła? Do tego, który obrócił się przeciw Najwyższemu, bo próbował cię chronić wbrew jego woli i przez ten bunt stał się Upadłym. Przedstawiam ci duszę byłego archanioła Tyraela!
Słowa te wzbudziły grozę w Evie. Nawet archanioł stał się zwykłym pionkiem.
- Nie marnujmy czasu - rzekła Rikku. - Muszę cię zanieść Panu.
I nowa władczyni duszy Tyraela wyciągnęła ku niebu swą dłoń:
- Ultimara!
W jedniej chwili rzeczywistość przerodziła się w jej irracjonalną kopię. Budynki zdawały się być jak z gumy, przechylając się to w jedną, to w drugą stronę. Niebo przyjęło szkarłatną barwę, stając się jak tętnicza krew zlana w kopułę nad nimi. Eva poczuła, że nie może się ruszać. Den szalało. Wstąpił w nią ogień i rozpalił ją od środka, lód szarpał jej skórę, ładunki elektrycznie trącały jej ciało, mrok pochłonął jej umysł i nie pozwalał jej zemdleć z bólu, cucąc żądzami. Czuła cierpienie, zazdrość, miłość, pożądnie, ból, przyjemność, smutek, mękę - oddzielnie i na raz.
Znagla otoczenie znów stało się takie, jak przed użyciem demoniczniej duszy Tyraela przez Rikku. Rywalka Evy przerwała jej działanie i zaczęła iść w stronę czarnowłosej, która dyszała z wyczerpania, ledwo raz po raz łapczywie zaczerpując powietrza. Była pokryta licznymi otwartymi ranami, poparzeniami do krwi. Jej wzrok nie skupiał się na oprawczyni lecz utkwił obłędnie w jednym z budynków. Oczy zostały pozbawionie barwy. Głowa była przechylona na bok. Ciało utrzymywało się w pozycji stojącej jakby było utrzymywanie w ten sposób wisząc na sznurkach. Nie reagowała na nic.
Rikku zatrzymała się. Zdała sobie sprawę, że użycie takiej mocy miało również wpływ na nią. Dotknęła swojego czoła aby, ku swemu zdziwieniu, wyczuć na nim ranę, z której popłynęła długa kropla krwi. Spłynęła po policzku na jej pierś, gdzie zatrzymała się. Rikku pogładziła swoje włosy od strony twarzy tak, że dalsze strumienie czerwoniego płynu pokryły jej jasnie włosy. Rana jednak nadal krwawiła.
Zbliżyła się do Evy, spojrzała na nią i pocałowała w usta. Krew czarnowłosej spotkała się z krwią jasnowłosej na brzegach ich warg.
- Tam gdzie wyruszasz ze mną, czeka cię niezła zabawa, Natalio - powiedziała z uśmiechem Rikku.
Pod ich stopami rozgrzał się grunt. Rikku objęła Evę i ziemia poruszała się. Po chwili obie znikły z towarzyszącym temu błyskowi płomienia, na ziemi pozostała jedynie kałuża krwi.



ROZDZIAŁ V:

Przyniosłam ją, Panie.
Doskonale się spisałaś. Nadal żyje.
Zarodek również przeżył.
Wiem. Zabierzcie ją i podtrzymujcie jej procesy życiowe.
(...)
Panie, archaniołowie ponownie atakują.
Zajmij się tym, Rikku.
Tak jest!
A co do ciebie mam wielkie plany.
(...)
Zabierzcie dziecko!
Ta kobieta tam została.
Zostawcie ją, bierzcie dziecko!
Eva obudziła się w jasno oświetlonym pomieszczeniu. Powoli odzyskiwała zmysł wzroku. Leżała naga na stole podłączona do dziesiątek liniek, które były wbite pod jej skórę. Oderwała je i spróbowała wstać. Wzięła ze stołu coś w rodzaju prześcieradła i nim się okryła. Chciała iść, lecz nogi ugięły się pod ciężarem ciała i upadła na podłogę. Przed sobą w oddali pokoju widziała drzwi, do których zaczęła się czołgać. Czuła zimno posacki na swoich rękach i nogach.
Gdy dzieliło ją od celu zaledwie parę metrów, usłyszała brzęk. Drzwi się otworzyły ze skrzypnięciem. W nich pojawił się młody mężczyzna ubrany w długą skórzaną kurtkę, dżinsy i noszący ciemnie okulary.
Czarnowłosa spojrzała na odbijające światło szkiełka przybysza. Dopiero za drugą próbą wyduszenia ze swoich ust słów, spatała:
- Jesteś Vidatu?
Mężczyzna spojrzał na nią i odpowiedział:
- Nie jestem twoim chłopakiem, mała, ale jeśli chodzi o mnie, to zwą mnie tu - poprawił okulary - H4x0r.



ROZDZIAŁ VI:

- Co?
- Nie ma czasu do stracenia. Wynosimy się stąd - rzekł H4x0r. - Mogą chcieć po ciebie wrócić.
- Kto?
- Oni o.O.
Mężczyzna w skórzaniej kurtce wyjął z kieszeni pilot i przycisnął na nim żółty przycisk. Obok nich otworzył się płonący czerwienią portal.
- Przechodź - powiedział do Evy.
Czarnowłosa nie ufała przybyszowi, jednak w tej sytuacji nie wiedziałą, co zrobić inniego. Była posłuszna. Wpierw podparła się rękoma, kucnęła, wyprostowała nogi, które miała, jak z waty. Zrobiła kilka kroków i przeszła przez nowo powstałe wyjście. H4x0r ruszył w jej ślad.
Na dachu jedniego z wieżowców pojawiło się przejście. Wyszli z niego Eva wraz z H4x0rem.
- Tu powinniśmy być przez pewien czas bezpieczni - oznajmił mężczyzna. - Może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale leżałaś w tamtym laboratorium przez blisko dziewięć miesięcy. Vidatu potrzebował twojego dziecka, teraz już je ma. Dopiero dzisiaj mogłem cię stamtąd zabrać. Nie wolno mi było ingerować wcześniej. Tak mnie... zaprogramowano.
- Zaprogramowano?
- Jestem androidem. Mój twórca żyje i nie żyje, zależnie od czasu. Pozostawił mnie tu parę lat temu.
- Kto cię stworzył?
- Nie mogę powiedzieć - odrzekłł H4x0r. - Ale mogę ci pomóc. Właściwie to muszę. Musimy iść na północ - wskazał palcem kieruniek.
- Nie jestem dość silna do walki z Vidatu, nawet dla Rikku nie stanowię wyzwania - czarnowłosa odpowiedziała ze smutkiem androidowi.
- Miło, że o mnie wspominasz - Eva i H4x0r odwrócili się zaskoczeni do tyłu. W powietrzu unosiła się uśmiechnięta jasnowłosa. - nie było mi trudno odnaleźć cię ponownie, Natalio. Nacieszyłam się już tobą, mogę spokojnie wygasić twój płomyczek życia. Pamiętasz nasze ostatnie spotkanie? Tym razem będzie ostrzej.
Rikku uniosła w górę demoniczną duszę byłego archanioła.
- Zrób coś - Eva w panice krzyknęła do H4x0ra.
- Nic nie muszę czynić - odpowiedział jej spokojnie.
Jasnowłosa zaśmiała się i wrzasnęła:
- Ultimaga!
Dla Evy brzmiało to, jak wyrok śmierci. Świat zaczął przyjmować blady kolor, po chwili jednak zwykłe barwy powróciły. Rikku nadal lewitowała, lecz wyglądało na to, że z czymś walczy. Ręka, na której znajdowała się demoniczna dusza wiżgała, jak podczas ataku epilepsji. Po przedramiu w dół popłynęły strużki krwi. Demoniczna dusza błysnęła oślepiającym światłem.
Eva chroniąc oczy ręką zobaczyła, że Rikku spada w dół. Usłyszała odgłos uderzenia o ziemię.
H4x0r powiedział:
- Nie była w stanie zapanować nad tym. Ale ci się uda.
Czarnowłosa zauważyła, iż demoniczna dusza unosi się wciąż nad nimi. Sięgnęła ręką w jej stronę. Jasna kula otoczona pyłem przybliżyła się do dłoni Evy i przeniknęła przez nią. Czarnowłosa poczuła jak krew zaczyna jej szybciej płynąć w żyłach, uniosła się w górę, coraz wyżej. Szata, którą była okryta poczerniała i zmieniła się w jej dawny strój.
- Tam gdzie zmierzamy moje m4d l33t 5k1llz nie będą działały tak dobrze. To strefa, do której nie mogę nas portować, a na miejscu na nic się nie zdam. Ale poprowadzę cię ku twemu przeznaczeniu - oświadczył H4x0r.
nie tracąc ważniego dla nich czasu, zmierzyli na północ.
Rikku leżała martwa na ulicy opodal budynku. Zbierały się nad nią kruki.
(...)
Podróż trwała. Eva wkrótce zauważyła bezkresny zbiornik wodny kończący granice wyludnioniego miasta.
Den.
- Poczekaj - nagle powiedział android - moje czujniki coś wykryły. Tutaj kończy się moja misja, niespodziewanie.
H4x0r spojrzał w stronę horyzontu łączącego niebo z taflą wody, która zaczynała się robić niespokojna. Fale zderzały się gwałtownie o siebie.
- To wichura? - spytała czarnowłosa widząc to samo, co jej towarzysz.
- Tu się rozstajemy. To nie jest zwykła wichura. Potrafi uzdrawić, błogosławić, uszczęśliwiać lub zabić, przekląć, sprawiać ból. Mnie na pewno pozbawi życia, wiem to. - H4x0r zdjął okulary, w jego oczach odbijał się obraz wiru wodniego. - Wybacz, Shag, nie umiem uczynić więcej.
Eva wzdrygnęła się na wspomnienie o jej czarnoskórym byłym znajomym. Ciekawość nadciągającego zjawiska była jednak większa:
- Ale co to jest?
Android po raz ostatni do niej przemówił:
- Nadchodzi boski wiatr.

<<< część 1 //\



Oceń materiał: Ocena: 4.14 (7 głosów).


Zgłoś błąd.



Feniks z Popiołów - czekamy...
Niniejsza strona jest częścią Wortalu Phoenix, znajdującego się aktualnie w stanie hibernacji. Kliknij na powyższy link by dowiedzieć się więcej.
Vgroup portfolio, agencja interaktywna - tworzenie portali internetowych, stron www, sklepow, CMS oraz grafiki  web 2.0
© 2002-2014 Imperium Diablo • Wszystko o grach Diablo 3, Diablo 2 i Diablo 1. All trademarks referenced herein are the properties of their respective owners. All rights reserved.