diablo 3

Opowiadanie Dzieci Kowala 2

Ostatnia modyfikacja: 09.09.2007. Utworzono: 24.08.2007

Nie miał wątpliwości. Spojrzał w wysokie okno za starym kapłanem. Był to witraż z fioletowych, złotych, błękitnych i różowych szyb. Obramowane było mozaiką w różnych odcieniach błękitu.
Westchnął i chciał odpowiedzieć, gdy spośród nekromantów wyszedł odziany w haftowaną tunikę mężczyzna z długimi, rudymi włosami i zawołał:
- Ten chłopiec ma boski dar! Nalezy do mnie!
Siedzący obok młodzieniec z twarzą pokiereszowaną bliznami chwycił go za rękę i warknął:
- Zamknij się, Ytlusie...
Ytlus nie wyglądał na człowieka, który się zamyka, gdy mu każą. Z coraz większą emfazą przemawiał:
- Rzekliście, kapłani, że oddacie mi na nauki chłopca, który bedzie miał dar Boga, bym go kształcił w wizji Akarat!
Rozgorzała burzliwa dyskusja. Paladyn i nekromanci obrzucali sie coraz wymyślniejszymi inwektywami, a pośród tego wszystkiego stał Thur'yelln, patrząc na wszystko wielkimi szarymi oczami. W przydługiej szacie ze zgrzebnej wełny i z krzywo przyciętymi brązowymi włosami wyglądał na jeszcze drobniejszego.
Najstarszy kapłan kilkukrotnie walnął pięścią w stół. Większośc ludzi usiadła. Co oporniejsi szybko zostali przywołani do porządku.
- Paladynie Ytlusie... drodzy nekromanci... w końcu to tylko dziecko... weź go.
Ytlus wstał, podszedł do chłopca, chwycił go za rękę i wyprowadził z sali.
- Proszę pana...
- Tak? - paladyn kucnął i spojrzał w oczy Thur'yellna.
- Gdzie mnie pan prowadzi?
Mężczyzna zamyslił się na chwilę i odpowiedział:
- Do Kurast, do siedziby zakonu Zakarum.
Wstał i poszli dalej.
Dotarli do małego placyku obsadzonego sosnami i krzewami czarnej porzeczki. Wygladało to co najmniej paskudnie, ale jakos nikt nie zwracał na to uwagi.
Pośrodku placu znajdowała się kamienna platforma w kształcie kwadratu. Na dwóch przeciwległych rogach znajdowały się proste czarki, zczerniałe od ognia.
Ytlus wyjął z cholewy buta krzesiwo i hubkę i nie spiesząc się zaczął rozpalać ogień w miseczkach.
Gdy błękitne języki płomieni zaczęły być wyraźnie widoczne, wziął chłopca za rękę i stanęli na platformie. Paladyn zawołał:
- Górne Kurast!
Thur'yelln poczuł, jakby coś uderzyło go w brzuch i się rozpłynęło. Przez chwilę nic nie widział. W końcu wzrok mu wrócił.
Stali na podobnej kamiennej platformie wśród kamiennych budynków o pięknej architekturze.
Poszli wśród nich, weszli w jedną z bram. Ytlus szepnął:
- Jesteśmy w głównej siedzibie Zakarum... będziesz pobierał tu nauki i wybierzesz swą drogę...
- To znaczy? - spytał chłopiec i zawstydzony spuścił głowę. Zawsze go uczono, że nie przerywa się, gdy starsi mówią.
- Możesz być mnichem, kapłanem, lub obrońcą kapłanów, paladynem takim jak ja.
- Aha...
Usłyszał gwar. Paladyn otworzył jakieś drzwi i wepchnął go do pomieszczenia.
Thur'yelln obejrzał się, ale tamtego już nie było. Spojrzał więc na osoby w małej sali.
Było tu około stu chłopców w różnym wieku. Niektórzy próbowali ze soba rozmawiać, inni stali pod ścianami jakby nie chcąc rzucać się w oczy.
Otworzyły się inne drzwi i weszło kilku mężczyzn. Natychmiast zapadła cisza.
- Ustawić się w trzech rzędach!
Zrobił się ruch i lekki rwetes, ale po chwili znowu zapanował spokój. Stary mnich ruszył, odliczał kilkunastu chłopców i kierował ich do innych pomieszczeń.
Gdy przyszła na jego kolej, Thury'elln poczuł jak ktos trąca go w łokieć. Obejrzał się i zobaczył dość pulchnego blondyna, ładnie ubranego, mogącego mieć około siedmiu lat.
- Cześć, jestem Itrin, a ty?
- Thur...
- Bedziemy kolegami?
Ucieszył się.
- Jasne!
Uścisnęli sobie ręce i zamilkli, by wysłuchać tego, co miał do powiedzenia barczysty mężczyzna, który ich oczekiwał.

Po dotarciu do Kurast poszły na duży plac niedaleko portu. Stało tam coś w rodzaju wieży i mały kamienny podest.
Czarodziejka wycelowała kijem w małe czarki, w których natychmiast zapłonął ogień. Hanth'arrye otworzyła szeroko szare oczy.
- Też bedę tak umiała?
Tamta zaśmiała się.
- Zobaczymy, jaką masz moc.
- Moc?
- Tak, możesz być zdolna do czarów ognia, zimna, lub błyskawic. Doświadczone Zann Esu cię zbadają i poddadzą testom... i wtedy się zobaczy.
Wesżły na podest i czarodziejka zawołała:
- Ayn Zann Esu!
Coś szarpnęło i nagle stały na ładnym, podłużnym dziedzińcu, wyłozonym białym kamieniem. Podobnie białe były budowle oraz długi mur, który je okalał.
Na środku dziedzińca zielenił się długi trawnik, wokół którego rosły cyprysy.
Wszędzie było duzo dziewcząt w różnym wieku, ubranych w trzech różnych kolorach.
Stało się cos dziwnego.
Wszystko pokryły czarne plamki, barwy znikły, a bruk znalazł się dziwnie blisko.
Obudziła się w miękkim fotelu. Nad nią stała surowo wyglądająca kobieta w czerwonej sukni. Uśmiech miała jednak miły.
- Już dobrze, Hanth'?
Podniosła dłoń do czoła.
- Tak, prosze pani.
Kobieta wyprostowała się i wskazała na stół.
Tam leży twoje ubranie. W kącie masz miskę z wodą, mydło i grzebień. Masz pięć minut.
Wyszła.
Hanth'arrye wstała i dotknęła miękkiej materii cynobrowej sukienki.
Po pięciu minutach starsza kobieta wróciła i gestem nakazała dziewczynce iść za sobą.
Weszły do sali, w której stało po dziesięc stolików. Przy każdym siedziała dziewczynka, tylko jeden był wolny. Przewodniczka Hanth'arrye posadziła ją przy nim, po czym wyszła spomiędzy mebli i powiedziała.
- Witajcie, adeptki. Nazywam się Akanda i bede waszą nauczycielką przez pierwszy rok waszych nauk.


<<< część 1 //\ część 3 >>>

Zgłoś błąd.



Feniks z Popiołów - czekamy...
Niniejsza strona jest częścią Wortalu Phoenix, znajdującego się aktualnie w stanie hibernacji. Kliknij na powyższy link by dowiedzieć się więcej.
Vgroup portfolio, agencja interaktywna - tworzenie portali internetowych, stron www, sklepow, CMS oraz grafiki  web 2.0
© 2002-2014 Imperium Diablo • Wszystko o grach Diablo 3, Diablo 2 i Diablo 1. All trademarks referenced herein are the properties of their respective owners. All rights reserved.