diablo 3

Opowiadanie Dzieci Kowala 6

Ostatnia modyfikacja: 09.09.2007. Utworzono: 24.08.2007

Wiatr rozwiewał ich włosy, falujące niczym chorągwie. Konie parskały, a po równinie rozchodził się tętent ich kopyt.
Po kilku godzinach zwierzęta wyraźnie zwolniły.
- Musimy stanąć! - krzyknęła Hanth'arrye do brata.
Skinął głową na znak, że usłyszał i zaczął kierować się w stronę małego lasu, który mijali.
Gdy się zatrzymali, Thur'yelln spytał:
- Zamierasz tu przenocować?
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Czemu nie?
Mężczyzna zaczął bez słowa zdejmowac niedźwiedzie skóry z grzbietu wierzchowca.
Rozpalenie ognia zajęło im trochę czasu, gdyż musiał się tym zając paladyn. Czarodziajka się wyraźnie obraziła i siedziała dobre dwadzieścia sążni od niego.
Wróciła, gdy poczuła woń pieczonego królika.
Długo siedziała, oparta o juki i się nie odzywała, wpatrzona w niebo. W końcu spytała:
- Co właściwie zrobimy, jak dotrzemy do Tristram?
Jej brat przysunął się do niej o objął ją ramieniem.
- Nie wiem, siostrzyczko... może wykupimy jakies pole, ja się ożenie, ty wyjdziesz za mąż, i będziemy tak zyć w czwórkę...
Zaśmiała się.
- Ty też nie chcesz mieć dzieci?
Pokręcił głową.
- Gdy patrzę na ciebie, myśle sobie, że to świętkoradztwo i bezsensowne niszczenie piękna, nawet, jesli widzi je tylko ten jeden, wybrany.
Zapadła cisza. W końcu Hanth'arrye odezwała się:
- Skąd ci się takie górnolotne teksty wzięły?
Parsnęli na siebie; dziewczyna przytuliła się do niego i naciągnęła na nich futro.
Czerwone iskry unosiły sie ku niebu.
Spokój przerwał dziwny szelest. Skoczyli oboje, gotowi do walki.
Spomiędzy drzew wyszedł dośc wysoki, wyniszczony mężczyzna, prowadzący za uzdę wychudzonego osiołka, który z filozoficznym spokojem żuł wędzidło.
Na ich widok wędrowiec uśmiechnął się i uniósł rekę.
- Spokojnie, czemu chcecie napadać mnie, niewinnego...?
Osioł uniósł łeb i zaryczał. Thur'yelln opuscił miecz.
- Siądź, panie, przy ogniu. Tamten uśmiechnął się jeszcze szerzej i zaczłą grzebac w małej torbie.
- Ależ nie, nie bede wam czasu zabierał. Pozwólcie mi tylko dać coś pieknej pani...
Patrzyli mu na rece. W końcu tamten wydobył coś migoczącego srebrno - zielono.
- Nie patrz, pani.
Podszedł i grzebał jej przy szyi. Poczuła zimny ciężar opadający jej na dekolt. Podniosła reke, ale powstrzymała się.
Wędrowiec podszedł do jej brata i szeptał mu do ucha, wciskając coś do jego ręki.
Odsunął się, spojrzał na nich, wziął wodze i odszedł w dal.
Długo odprowadzali go wzrokiem. Hanth'arrye dotknęła tego, co miała na szyi. Wyczuła kształt jakiegoś klejnotu osadzonym w jakimś metalu. Wyjęła z juków lusterko.
Piękny, błękitno - zielony szmaragd lśnił otoczony srebrem. Aż westchnęła z zachwytu.

Juz ze znacznej odległosci czuli, ze cos jest nie tak. Poranna mgła sie w końcu zaczęła rozwiewać i coraz bardzoiej widoczne stawały się ponure ruiny, niegdyś bedące klasztorem.
- O, szlag... - powiedziała Hanth'arrye.
Spojrzała na brata.
- Ja tam nie jadę, Thur'yelln...
Mężczyżnie płynęły łzy z oczu. Chwycił miecz i zawołał:
- Pomszczę tristram i wybiję was, demony piekieolne! Przysięgam! I przędzej ja i moja siostra staniemy sie demonami, niż...
Położyła mu reke na ustach.
- Jedźmy stąd. Poszukajmy innej wioski.
Odeszli.

Dotarli pod koniec dnia. Przez całą drogę milczeli.
Wioska była mała, jak dawno temu mowił ich ojciec: "Trzy domy na krzyż i drzewo wisielca"
Nazywano ją właśnie Wisielcem, z powodu starej legendy związanej z ogromnym uschniętym dębem widocznym z daleka, który znajdował się na ledwo zauważalnym placu. Tablica z prawdziwą nazwą dawno zbutwiała i rozpadła się, a nikt nie zrobił nowej.
Nie dziwili się, gdy nieliczni, przypominający raczej zombi niż żywych ludzi mieszkańcy unikali ich wzroku i starali sie usunąć z pola widzenia. Jakaś kobieta chwyciła dwoje płączących dzieci i wepchnęła ich do małej chaty z gnijących i porośniętych mchem ścianach.
Ludzie bali się przybyszów. Widać było, że wieści o masakrze w Tristram szybko się rozniosły.
- Strasznie tu... - szepnęła Hanth'arrye. Thur'yelln westchnął i odrzekł:
- Też mi się tu nie podoba, ale podobno tu znajduje się mag... tak słyszałem... chyba nazywa się Hsardus... - rozejrzał się - dziwne miejsce do życia wybrał.
Pochylił sie i chwycił rękę wychudzonej dziewczyny o rybich oczach. Ubrana była w worek z konopnego płótna, a cieńkie, brudne, jasnorude włosy trącały smetnie końcami kościste ramiona, gdy szła, jakby bez celu. Za nią wlokło sie czworo gołych dzieci o mułowatych twarzach i wzdętych brzuchach. Piąte, widać, że urodzone niedawno, dziewczyna niosła przy odsłoniętej, zapadniętej i wysuszonej piersi.
- Przepraszam, gdzie... - zaczął paladyn.
Spojrzała na niego i przez chwilę wpatrywała się w lśniący hipnotycznym blaskiem akwamaryn w sygnecie Thur'yellna. Otworzyła blade usta, szarpnęła sie i upuściła dziecko, które potoczyło się pod kopyta parskających koni, i odbiegła, machając chaotycznie rękami i wołając "Demon! Demon!"
Pozostałe dzieci rozlazły się bez celu.
Czarodziejka wzdrygnęła się, a Thur'yelln westchnął.
- Strasznie tu - powtórzyła Hanth'arrye.
Pojechali dalej, uważnie wypatrując wszelkich oznak obecności maga.
Na drogę przed wierzchowcami chlusnęła fala pomyj; Czarodziejka spojrzała, skąd przypłynęły i ujrzała starego, przygarbionego człowieka z drewnianym wiadrem w rękach.
- Przepraszam wielmożnych państwa! - zawołał drżącym głosem,
Stał na zbutwiałej werandzie małego domu. Odrzwia obwieszone były scierwami szczurów i pękami jakiś roślin.
- Przepraszam jeszcze raz - dodał mniej pewnie.
Hanth'arrye wyczuła lekkie drżenie powietrza.
- Hsardus z klanu Vizjerei?
Na twarzy jegomościa pojawił się rozlazły uśmiech, o oczy mu błysnęły.
- Do ja, piękna pani. Potrzebujecie czegos od starego Hsardusa?
Odstawił wiadro i zaprosił ich gestem. Spojrzeli po sobie i przystali na to.
Chcieli przywiązać konie do murszejącej barierki, ale mag powiedział:
- Lepiej nie, kochani, lepiej nie... zastaniecie je oblepione dzieciakami jak stare mięso muchami.
Chwycił wodze zwierząt i poprowadził je do wnętrza domu.
Izba była nieduża i dosyć ciemna, z jednym, małym oknem. Na środku płonęło liche, dymiące ognisko, a pod sufitem spały nietoprzerze, biegały pająki i suszyły się zioła. W powietrzu dało sie też wyczuć lekki zapach siarki, dziwnie kontrastujący z wonią butwiejącego drewna.
Hsardus odchrząknął i usiadł. Thur'yelln przestąpił z nogi na nogę i zaczął mówić:
- Panie, przybywamy...
Z kąta, gdzie nie docierało światło, rozległ się zduszony okrzyk.
- Ila! - Zawołał mag i wyciągnął zeń tą samą dziewczynę, któratak się ich prastraszyła. Jej oczy omiatały podłogę, na niczym sie nie zatrzymując. Wiła się jak wąż, aż ugryzła mężczyznę w rękę.
- Ty żmijo! - krzyknął Hsardus i uderzył ją w tył głowy. Dziewczyna zatoczyła się i całym ciężarem upadła na Hanth'arrye. Trzymana przez nią zaczęła dygotać i nieludzko krzyczeć. Okrzyk bólu wydała również czarodziejka.
Tamta upadła na ziemię i rozdygotała sie zupełnie. Zacisnęła mocno szczęki. Rozległ się trzask, dziewczyna znów wrzasnęła, a na podłogę wypadło kilka odłamków zębów. Paladyn skoczył ku siostrze, a mag trącił epileptyczke nogą i westchnął.
- Co za łajno... - mruknął i wykopał ją za próg.
Hanth'arrye nic się nie stało, tylko szmaragd w naszyjniku wbił się w ciało.
- Co jej jest? - jęknęla. Hsardus machnął dłonią.
- Nic... sześć pokoleń chowu wsobnego... tradycja - wycedził - Jej też nie ominęło. Ma na imię Ila, osiemnaście lat, ośmiu braci, trzy siostry i pięcioro własnych dzieci, a jest z nich najmłodsza... każda z niech ma dzieci z braćmi, kuzynami... właściwie z kimkolwiek, kto miał potrzebę... gwałcą je, odkąd wiedzą, jak to zrobić... rodzeństwo równie zaślinione i tępe...
Mag zdawał się być coraz bardziej zgarbiony, a jego głos brzmiał gorzko i był pełen rezygnacji.
- Nie ma roku, by kilka osób nie umarło z wycieńczenia i z jakiś skrzywień... cała wieś jest taka... prawie. Średnio zyją tu trzydzieści parę lat... są pokrzywieni, ale płodni... - otarł pot z czoła - przekleństwo... przybyłem tu dwadzieścia lat temu, licząc na ciekawy materiał do badań genetycznych... i obserwuję, jak Wisielec stacza się, ale nie zamierza wymrzeć...
- Nie próbowałeś tego powstrzymać? - spytal ostrożnie Thur'yelln. Mag splunął w ogień.
- Po co? Nikt tego nie upilnuje, ani nic innego im nie pokaże... innego zycia...
Znowu splunął.
- Czego tu szukacie? - wychrypiał.
Hanth'arrye starła krew z dekoltu i odpowiedziała:
- Słyszałeś o masakrze w Tristram...
- Tak.
- Chcemy wiedzieć, co ją spowodowało.
Starzec milczał długo. Raz czy dwa razy sięgnął nawet po nową kłodę drewna. Płomienie skwierczały i pełgały po zielonkawych ścianach i pomarszczonej twarzy.
- Diablo - mruknął na samej granicy słyszalności.
Thur'yelln wydał zduszony jęk.
- Co?
Mag spojrzał na niego.
- Pan Grozy, uwięziony wiele lat pod klasztorem w Tristram w Kamieniu Duszy. Ktoś musiał go uwolnić... mówi się, że Lazarus.
Milczeli.

Zdecydowali się zostać kilka dni. Chcieli sie dowiedzieć czegos wiecej o historii Diablo, a poza tym z Hanth'arrye działo sie coś niedobrego. Była jakaś rozdrażniona, a rana na dekolcie zagoiła się i - co szczególnie wzbudziło niepokoj całej trójki - wyglądała, jak ślad po oparzeniu.
- Nic mi nie jest, to przejdzie - syczała w odpowiedzi na troskę Hsardusa i brata.
- Chciałbym ci pomóc... - mówił paladyn.
Hanth'arrye odetchnęła głęboko, po czym z całej siły cisnęła o podłogę glinianym kubkiem, który akurat trzymała.
- Nic mi nie jest! - wrzasnęla, aż pobudziły się nietoprzerze - jestem kobietą i mogę od czasu do czasu źle sie czuć! I nie musze się z tego nikomu tłumaczyć!
Głos jej sie nagle załamał i dziewczyna zalała się łzami. Brat przytulił ją i pogłaskał po głowie.
- Czuje się strasznie - wyszeptała - jakby coś miało rozerwać mi splot słoneczny i pożreć mnie... nie umiem tego inaczej okreslić...
- Hanth'arrye...
Czarodziejka objęła go wpół i westchnęła.
- Hanth'arrye, powinnaś sie położyć.
- Dobrze...
Puściła go, odeszła w kąt izby i zaległa na siermiężnym łóżku. Thur'yelln patrzył na nią przez chwilę, po czym wyszedł.
Siedział na śmierdzącej werandzie prawie do wieczora. Przyglądał się magowi, rozkopujacemu wąską grządkę. Zapowiadała sie spokojna noc.
Oparł głowę na ręku i zamyślił się.
Poderwał się na równe nogi, gdy zdawało mu się, że słyszy jęk. Nastawił uszu.
Znowu. Tym razem był pewien. Dziwny, przeciągły odgłos, jakby ktos strasznie cierpiał.
Wpadł do domku.
Hanth'arrye jeczała przeraźliwie, wijąc się i szarpiąc. Na dźwięk kroków brata uspokoiła się i otworzyła oczy. W mdłym świetle zauważył, że lsnią dziwnym, jadowitym blaskiem.
Podniosła się chwiejnie i podeszła do niego. Ujęła go za rękę, na której miał sygnet i wyszeptała kilka słów w strasznie brzmiącym, chrapliwym języku. Wyciągnął druga rękę i dotknął jej szyi; była rozpalona, a tętno miała bardzo szybkie.
Spojrzała na niego nieprzytomnie. Zauważył, że jej włosy błyszczały czerwono.
Stała przez chwilę, po czym runęła na ziemię.
Złapał ja i połozył do łóżka. Wyjął nóż i rozciął ciasno zapięty kołnierz i stanik sukni, uniemożliwiające jej oddychanie.
Ciałem czarodziejki wstrząsały dreszcze, a z gardła dobywały się urywane okrzyki, coraz głośniejsze. Przez chwile brzmiały metalicznie, jak połączone głosy dwóch osób.
Zostawił ją i na chwile wybiegł na werandę.
- Hsardus!
Mag wyprostował się, otrzepał fartuch z ziemi i podreptał w jego stronę.
- Co jest? - spytał.
- Hanth'arrye coś się stało, nie wiem, co... nie słyszysz krzyków?
Starzec przeczyścił ucho.
- Człowieku, jestem przygłuchy... zobaczmy, co jej.
Dziewczyna znowu się dziko szarpała, rozrywała ubranie skurczonymi palcami; jej skóra błyszczała od potu. Dyszała ciężko, wyglądała, jakby z kims walczyła.
Hsardus przestał wygladać jak smieszny staruszek. Twarz mu się zmieniła, jakby widział kogos dawno znajomego, kogo życzył sobie wiecej nie oglądać. Usiadł na łóżku, odsunął jej powieki i obejrzał oczy. Po chwili położył jej jedną rękę na splocie słonecznym, drugą na sercu, a ustami dotknął czoła.
Trwał tak długo. W końcu wyprostował się.
- Szlag... - obejrzał się na Thur'yellna/
- Wyjdź.

<<< część 5 //\ część 7 >>>

Zgłoś błąd.



Feniks z Popiołów - czekamy...
Niniejsza strona jest częścią Wortalu Phoenix, znajdującego się aktualnie w stanie hibernacji. Kliknij na powyższy link by dowiedzieć się więcej.
Vgroup portfolio, agencja interaktywna - tworzenie portali internetowych, stron www, sklepow, CMS oraz grafiki  web 2.0
© 2002-2014 Imperium Diablo • Wszystko o grach Diablo 3, Diablo 2 i Diablo 1. All trademarks referenced herein are the properties of their respective owners. All rights reserved.