diablo 3

Opowiadanie Dzieci Kowala 7

Ostatnia modyfikacja: 02.01.2008. Utworzono: 24.08.2007

Thur'yelln wyszedł i oparł się o drzwi, wzdychając ciężko. Przymknął oczy, a po chwili je otworzył, próbując dojrzeć coś w zapadającym zmroku.
"Zabawne", pomyślał, "czemu nigdy nie zauważyłem, że horyzont wieczorem nie jest cały czarny..."
Obracał sygnet na palcu, po czym powolnym ruchem, jakby zamierzał uczynić to od dawna, wbił go sobie w szyję.

Hsardus rzucił się do niewidocznej za butwiejącą kotarą wnęki w ścianie i otworzył kufer, który tam stał. Drżąc na całym ciele wydobywał pęki pergaminów, aż znalazł ten, którego szukał. Rozwinął go i zaczął czytać, mamrocząc pod nosem.
- Imię... jej imię, szlag by to trafił! - zaklął ponownie.
Odrzucił pergamin, stał przez moment, poruszając wargami, po czym z zadziwiającą zwinnoscią skoczył ku młodej kobiecie leżącej na łóżku i rzucającej się niespokojnie. Chwycił ją za ramiona i zawołał zdławionym głosem:
- Andariel! Andariel!
Jej ciało jakby zesztywniało; otworzyła oczy, podniosła sie i spojrzała płonącym z gniewu wzrokiem na maga. jej oczy były jadowicie zielone, a fala włosów, które opadły na szatę płomiennorude.
Przemówiła, a jej głos brzmiał nisko i metalicznie, jak połączone mowy dwóch osób.
- Zostaw mnie, żałosny magu.
Chwycił ją za garło i powiedział głośniej:
- Wyjdź z niej, Andariel, ona nie jest twoja!
Skurczyła się jak zły kot i zawarczała:
- Jest moja, miała moje imię a teraz jest mną... to moje ciało, zostaw je... nie widzisz, że nad nim panuję?
Szata zsunęła się jej aż do piersi i Hsardus ujrzał potężne mięśnie ramion prężące się pod skórą. Było ich za dużo i wyglądała, jakby miała złożone skrzydła.
- Nie nalezy do ciebie, nikt ci jej nie oddał!
Tym razem syczała; gdyby mogła, zapewne położyłaby uszy po sobie.
- Pan Grozy dał mi ją wraz z klejnotem...
Puscił ją i obrócił się w miejscu; dziewczyna dyszała ciężko. Zastanowił się i ponownie zblizył do niej. Chwycił za naszyjnik i próbował go zerwać. Nie spodziewał się tego, co nastąpiło.
Rzuciła się na niego, a jej ręce z nienaturalnie długimi palcami i pazurami dosięgły jego szyi.
- Anda... - jęknął, ale chlusnęła fala krwi i starzec upadł na ziemię. Charczał przez chwilę, po czym znieruchomiał.
Dziewczyna odrzuciła włosy, zerwałą z siebie zawadzającą jej szatę, przeszła na czworakach kilka stóp, po czym upadła na ziemię w ciemną kałużę i leżała jakby w letargu.

Nie krwawił mocno.
Paladyn poprawił sobie miecz u pasa, przygładził włosy, po czym prężnym krokiem ruszył tam, gdzie horyzont był najczarniejszy - na wschód.
- Aranoch... - wyszeptał.

Mała, blada dziewczynka szła niepewnie, niosąc zbyt ciężkie dla niej dwojaki z jedzeniem. Weszła po stopniach werandy, głośno stukając chodakami.
Zastukała w drzwi stopą, ale nikt nie odpowiadał. Postawiła więc naczynia na ziemi i otworzyła wejście.
Stała przez chwilę. Gdy jej oczy przyzwyczaiły sie do mroku, ujrzała leżącego we krwi maga. Był blady, a nos dziwnie wystawał z twarzy.
Obok lezała półnaga, potężnie umięśniona ruda kobieta z ramionami złożonymi na plecach, a tak przynajmniej dziewczynce się zdawało.
Krzyknęła głośno, po czym pobiegła w kierunku pola, na którym pracował jej ojciec.

Wędrował długo, zanim doszedł do gór. Czuł, że z jego siostrą stało się coś złego.
Przetarł oczy i w pewnej odległosci od siebie zobaczył mężczyznę w płaszczu podróżnym.
Zamachał ręką, a gdy odwzajemnił gest, podszedł bliżej.
- Witaj - powiedział i zdziwił się, gdyż jego głos brzmiał dudniąco i nieprzyjemnie - dokąd podróżujesz, panie?
Nie widział twarzy tamtego, ukrytej pod kapturem.
- Do Lut Gholein.
- Ja też, możemy wędrowac razem?
Tamten skinął głową. Stali przez chwilę, po czym ruszyli w dalsza drogę.

Niemal wszyscy mieszkańcy stłoczyli się wokół ciał.
- Trzeba ich pochować! - zawołał ktoś.
- Ale nie tutaj.
- To oczywiste.
Przez chwile panowało nerwowe milczenie. W końcu jakas kobieta rzekła, poprawiając chustę na siwych włosach:
- Może Siostry Niewidzącego Oka znajdą dla nich miejsce?

Thur'yelln zgiął się wpól, przyciskając rękę do piersi. Miał uczucie, jakby za chwilę serce miało mu urosnąc i rozsadzić go.
Nie wytrzymał i jęknął. Jego towarzysz obejrzał się, po czym puścił wodze muła, który natychmiast zajął się kępą krwawnika, i podbiegł do paladyna.
Połyżył mu jedną ręke na lędźwiach i zmusił do wyprostowania się.
- Musisz oddychać, oddychaj głęboko - szeptał.
Czarne plamy zaczęły mu latac przed oczyma, więc odważył się wziąć płytki oddech. Znoweu poczuł kłucie. Drugi oddech, trzeci, ból stawał sie coraz słabszy.
Wędrowiec uśmiechnął się.
- Już w porządku?
Pogrzebał w jukach i wyjął małą fiolkę. Thur'yelln kiwnął głową.
- Co to jest? - spytał, wskazując na szkło.
- Wywar z konwalii... weż krople lub dwie, gdy to się powtórzy. - ponownie się uśmiechnął - jedna z rzeczy, których się nauczyłem, siedząc w Tristram.
Paladyn ożywił się.
- Byłeś w Tristram?
Jednak tamten już odszedł i przemawiał do muła.
W trzy dni po wyjsciu z Przełęczy Łotrzyc znajdowali się już na pustyni. Gorące powietrze wypalało nozdrza, a jedynym dźwiękiem, obok huczącego w uszach bicia serca, były ryki muła, nazwanego Akara. Pomysłodawcą był taemniczy towarzysz Thur'yellna, uzasadniając to swoją niechęcią do najwyższej kapłanki Łotrzyc. W głębi serca paladyn nie mógł się z nim nie zgodzić. Nie lubił takich "nawiedzonych" kobiet.

Siostry Niewidzącego Oka zgodziły się pochować maga i czarodziejkę w katakumbach katedry klasztornej. Ciało Hanth'arrye wygladało na tyle makabrycznie, że nikt nie chciał się podjąć jego przygotowań, i umieszczono ją, owiniętą w całun z tafty. Sztywna materia nie przylegała do ciała, tworząc raczej bezkształtny kokon.
Przez jakiś czas było spokojnie. Jakby coś czekało, aż ludzie zapomną.
Pewnej nocy wojowniczka Kashia zbudziła się i nastawiła uszu. Zdawało jej się, że słyszała jakiś dźwięk.
Noc byla przyjemna. Kobieta podeszła do okna i nasłuchiwała.
Znowu. Dziwny, jakby kobiecy śmiech, mrożący krew w żyłach, sprawiahjący wrażenie, jakby dobywał się spod ziemi.
Ubrała sie pospiesznie i wybiegła ze swojej komnaty. Pobiegła do katedry, gdzie spodziewała się zastać Akarę. Nie zawiodła się.
- Co to jest? - spytała. Tamta wzruszyła ramieniem.
- Nie wiem, i to mnie niepokoi. Dobiega z katakumb, a przynajmniej takie sprawia wrażenie...
- Wysłać zwiad?
Akara kiwnęła głową.
Zwiad wysłano.
Wróciły tylko dwie wojowniczki z pięciu.

<<< część 6 //\ część 8 >>>

Zgłoś błąd.



Feniks z Popiołów - czekamy...
Niniejsza strona jest częścią Wortalu Phoenix, znajdującego się aktualnie w stanie hibernacji. Kliknij na powyższy link by dowiedzieć się więcej.
Vgroup portfolio, agencja interaktywna - tworzenie portali internetowych, stron www, sklepow, CMS oraz grafiki  web 2.0
© 2002-2014 Imperium Diablo • Wszystko o grach Diablo 3, Diablo 2 i Diablo 1. All trademarks referenced herein are the properties of their respective owners. All rights reserved.