diablo 3

Opowiadanie Dziedzictwo Krwi II - Dalsze losy Norreca Vizharana 3

Ostatnia modyfikacja: 09.09.2007. Utworzono: 24.08.2007

Z początku wydawało mu się, że ma jakieś przywidzenia, ale potwierdzenie przyniósł mu wzrok Kary, która wybałuszyła na niego oczy.
- Co....co to było...? - zapytała niepewnym głosem.
- Ale co? - Norrec postanowił udawać, że tego nie było.
- No...pozbyłeś się zaklęcia...ale jak??
- Jak pozbyłem się zaklęcia? Nie jestem czarodziejem!
- Ale błyszczały ci ręce na niebiesko taką magiczną poświatą i czar, który powinien trwać kilka godzin po prostu zniknął.
- Eee wydaje ci się. Może to dlatego, że już kiedyś miałem na sobie to zaklęcie i się uodporniłem. - Kara zrobiła dziwną minę i nie odzywała się więcej na ten temat a norrec miał się wiele razy złapać, że patrzy na swoje ręce. Ruszyli więc dalej, Norrec z deski i kawałka szaty jednego z magów zrobił prowizoryczną pochodnię i weszli do grobowca. Wojownik prowadził i szybko dotarli do głównej sali, w której jednak teraz było ciemno. Zauważył, że jedna z gór złota (ta na której walczył Sadun) znacznie zmalała, pewnie złodzieje już tu byli. Kara podeszła do postumentu na którym kiedyś leżało ciało Bartuca, i omal się nie przewróciła o rzeczy Norreca - jego kolczugę i miecz. Napchali sobie kieszenie najdroższymi monetami i kamieniami, wyszli i ruszyli w drogę powrotną. Szli dłuższy czas pod ramię, aż doszli do dobrej bitej drogi. Norrec od razu zauważył że to nie ta droga, ale myślał że się myli i szli dalej. Zaczęło się ściemniać więc postanowili że poszukają miejsca na obóz. Po paru minutach drogi usłyszeli szum, więc poszli w tamtą stronę i doszli do pięknego wodospadu, uśmiechnęli się do siebie i zaczęli rozkładać obóz. Potem nekromantka zaczęła przygotowywać posiłek (mieli zapasy na kilka dni) a Norrec postanowił zmyć z siebie bród i kórz drogi. Zdjął ubranie i zanurzył się w zadziwiająco ciepłej wodzie popływał sobie aż w końcu usiadł blisko wodospadu na kamieniu, który był jakby specjalnie w tym celu wyżłobiony. Po paru chwilach zobaczył jakiś cień w wodzie, który płynął prosto na Norreca. Nim wojownik zdążył zareagować tuż obok niego wynurzyła się Kara i usiadła mu na kolanach. Była naga i ciepła, jej skóra była miękka niczym jedwab, ich usta połączyły się w długim namiętnym pocałunku. Kara przerwała pocałunek i wskoczyła do wody tak, że znów można było zobaczyć tylko cień. Norrec bez namysłu skoczył za nią wiedząc dokąd zmierza. Wynurzyli się pod wodospadem, wojownik zaczął całować kobietę zaczynając od ust przez ramiona i piersi po brzuch i uda. Kara była podniecona i chciała by ta chwila trwała przez całe jej życie. Ich usta znów się połączyły w pocałunku, który w ich pamięci zapisał się do końca życia albowiem trwał on do nastania mroku. Popłynęli razem do wesoło mrugającego ogniska wytarli się i zjedli kolację. Noc spędzili w swych objęciach, poczym wiedzieli już co do siebie czują. W tym pięknym borze gdzie światło w bardzo specyficzny sposób padało na ziemię i wodę, gdzie co jakiś czas można było zobaczyć wszelakie zwierzęta przychodzące się napić, gdzie, najróżniejsze ptak wyśpiewywały piękne melodie, spędzili cztery dni na wypoczynku i miłości. Wyruszyli w drogę o świcie, niebo przykrywały chmury a w oddali było widać ciemne burzowe chmury, zapowiedz przyszłych wydarzeń. Na drodze spotkali jeźdźca, który zmierzał w przeciwnym kierunku niż oni.
- Przepraszam w którą stronę do Gea Kul??
- Właśnie tam jadę, dojść łatwo bo drogi się łączą a nie rozdzielają. - powiedział nieco rozśmieszony jeździec
- Acha dziękuję - odpowiedziała nieco zmieszana Kara Odprowadzili jeźdźca wzrokiem, poczym Norrec powiedział szczerząc zęby.
- To sobie chyba pobłądziliśmy.
Kara zbeształa go wzrokiem, ale potem też się uśmiechnęła.
Ruszyli w przeciwną stronę i doszli do Gea Kul gdzie na największym palcu zebrał się tłum, a jeździec którego spotkali stał na środku i odczytywał jakąś wiadomość.
- "Stała się rzecz straszna, z okolic Tristram, znowu zaczyna się dymić, zebrały się nad nim, czarne chmury a poszukiwacze przygód którzy tam pojechali już nie wrócili, udało się to tylko jednemu, poraniony doszedł do Katedry Łotrzyc, a z jego ostatnich słów można było się dowiedzieć że Diablo, Pan Grozy znów powstał, i rozsiewa swoje zło po świecie." - niebo zaczęły zasłaniać ciemnie deszczowe chmury z których spadały błyskawice. Ludzie zaczęli patrzeć po sobie, ale słuchali nadal - "Po paru dniach od wysłania posłańca wrócił tylko jego koń poraniony dziwnymi pazurami, co równoznaczne jest z utraceniem kontaktu z Łotrzycami. Szykujcie się do walki, bo gdzie nastanie ciemność tam wkrótce pojawią się demony" - młodzieniec skończył czytać, zszedł z podwyższenia i wtopił się w tłum. Z oddali rozległ się dziwny zwierzęcy wrzask, ludzie wiedzieli co to oznacza, tłum czym prędzej rozbiegł się do domów, a na najwyższy słup wspięło się dziecko wypatrując zagrożenia. Ludzie zaczęli się pakować, lecz malec krzyknął:
- Za szybko się zbliżają, nie zdążymy wyjechać!! Jest ich najwyżej trzy tuziny damy im radę!!
Ludzie zatrzymali się, po czym powciągali pakunki od domów, z których wychodzili najtężsi mężczyźni z miasta. Domy zostały pozamykane i zaryglowane na placu stanęli ludzie z mieczami, a co niektórzy w zbrojach.
Dołączyli do nich Kara i Norrec, teraz na podwyższeniu stanął kapitan Jeronan.
- Drogie Gea Kul, grozi nam niebezpieczeństwo, trzeba jak najszybciej się pakować i wyjeżdżać. Lecz nasi bliscy nie zdążą tego zrobić jeśli nie powstrzymamy fali demonów, które chcą na nas najechać. Dlatego my, którzy jesteśmy zdolni do walki musimy powstrzymać potwory. JESTEŚCIE ZE MNź???!!!
- TAAAK!!!!! - zabrzmiał chór męskich rwących się do walki ludzi.
- ILLID!!, POWIEDZ Z KTÓREJ STRONY NADEJDź - zawołał do chłopca Jeronan
- GŁÓWNź DROGź, OD ZACHODU!! - odkrzyknął chłopiec, wyraźnie zadowolony z roli obserwatora
Cała grupa przeszła do początku miasta tam gdzie widać było wyraźnie drogę wychodzącą z lasu lecz właściwie nie było czego obserwować ponieważ grupa demonów cały czas biegła kurząc i nie zwalniając kroku. Norrec i Kara przecisnęli się do kapitana Jeronana który stał w drugiej linii szyku który zaczęli formować ludzie. Zrobiono dla nich miejsce i byli w rzędzie tuż za kapitanem.
- Widzę, że szykujesz tu mała bitwę kapitanie. - odezwał się obojętnym tonem Norrec.
Kapitan odwrócił się i mało co nie opuścił miecza.
- Norrec, Panienko Karo co wy tutaj robicie?? - wydusił z siebie
- Jest impreza to zaszliśmy, bo słyszeliśmy, że może być nieźle. - odparła tym samym tonem Kara.
- Panienko Proszę byś nie walczyła w tym starciu, niech inni walczą, ale dla dam nie ma tu za bardzo miejsca- powiedział ojcowskim tonem Jeronan.
- Kapitanie skoro się sama zgłosiłam to chcę uczestniczyć nie będę patrzeć jak inni walczą, też chcę coś robić.
- Dobrze ale ty jej pilnuj. - wskazał na Norreca
- Jak oka w głowie Kapitanie, jak oka. - odparł z uśmiechem Norrec i zaraz spoważniał bo chłopiec na słupie wrzasnął:
- NADCHODZź!!
Wszyscy przybrali bardziej bojową pozycję i zastygli w oczekiwaniu. Po dwóch minutach z lasu wypadł rozwścieczony tłum demonów przypominający stado zmutowanych byków. Stworzenia rozproszył się by każde mogło uderzyć w pierwszą linię. Ludzie ruszyli z krzykiem i pały pierwsze stwory. Norrec zgrabnie wywijał mieczem raniąc ciężko stwory lecz coraz powoli jak by coś go zatrzymywało. Kara natomiast mimo, że miała do dyspozycji tylko sztylet celowała tak dobrze w tętnice potworów, z taką chirurgiczną precyzją, że stwory padały po paru sekundach z wykrwawienia. Norrec zatrzymał się nie wiedząc z jakiego powodu, wiedziony jakimś instynktem. Wprawiał miecz w ruch kiedy jakiś potwór za blisko podchodził. Jego ręce na palcach zaczęły błyszczeć purpurową poświatą a same dłonie niebieską. Poświaty zaczęły się do siebie zbliżać i mieszać jak by toczyły ze sobą bitwę, a po paru sekundach purpura zniknęła i pozostał sam błękit. Kątem oka dostrzegł że jeden z potworów zatrzymał się i zaczął zbliżać do niego. Kiedy już miał skoczyć z ust Norreca wyrwały się słowa:
- Virtus Lazarai. Ardus Lazarai.
Potwór zatrzymał się, spojrzał na Norreca podejrzliwie po czym ukłonił mu się nie spuszczając z niego oka.
- Lazarai, Morti Lazarai - Norrec zauwazył, że jeszcze z dwa potwory z grupy najbliżej walczącej kończyły pokłon, a po ostatnich słowach Norreca cała trójka rzuciła się z powrotem w ogień walki lecz nie atakując ludzi ale swoich pobratymców. Vizcharan wychwycił wzrokiem Karę która właśnie się do niego odwróciła i pytającym wzrokiem wskazała brodą na walczące trzy stwory. Norrec odpowiedział wzruszeniem ramion po czym znów zabrał się do siekania stworów.
Kapitan Jeronan walczył z boku z dwoma potworami na raz, na jego lewym ramieniu widniała paskudna rana, zrobił ją szarżujący demon kiedy próbował wziąć kapitana na rogi, ten próbował się usunąć ale napotkał opór w postaci innego walczącego i jeden róg wbił mu się głęboko w ramię. Potwór, który to zrobił szybko stracił głowę za swój czyn. Lecz teraz na Jeronan czekały dwa potwory, próbowały gryźć nabić na rogi a nawet co jakiś czas wysyłały w jego kierunku kule energii których unikał. Za jego plecami powstało jakieś zamieszanie, ale kapitan nie mógł się obejrzeć bo w tej chwili obydwa potwory rzuciły się do ataku. Mieczem odbijał rogi i zęby, ale był na tyle nierozważny by próbować zabić potwory potężnym cięciem z piruetu, i kiedy na chwilę odwrócił się plecami do najbliższego potwora, ten zaskakująco szybko ponowił atak wbijając obydwa rogi w plecy Jeronana. Kapitan w bólu opuścił miecz kończąc jednak z życiem potwora i odcinając mu łeb. Głowa wbita w jego plecy przez chwilę się wiła po czym znieruchomiała. Drugi potwór zaszarżował na Jeronana lecz ten osunął się na kolana tak że pędzący byk uderzył go tylko kopytem w brzuch. Jeronan spoczął na ziemi na brzuchu, tak że stercząca z jego pleców głowa tworzyła makabryczny widok.
Nikt nie zwrócił uwagi na walkę Jeronana, wszyscy zajęci byli przeciwnikami których trzeba było posiekać na drobne kawałki zanim można było uznać że jest martwy. Norrec zdziwiony doświadczeniem które wbiło mu się w pamięć bowiem rozumiał i umiałby sam wypowiedzieć zaklęcie, walczył z dziwną niechęcią, liczba potworów zmalała już do około tuzina lecz więcej ludzi było ciężko rannych niż by można było przypuszczać, dlatego Kara przestała walczyć a zajęła się opatrywaniem ran, a co cięższe leczyła za pomącą magii na placu boju pozostało trzech mężczyzn zdolnych jeszcze do walki w tym Norrec.
- Cofnijcie się - wykrzyczał natchniony dziwnym uczuciem. Zaraz po tym jak stracił ich z pola widzenia a potwory (w tym też jeden pod wpływem czaru Norreca) stanęły w bezruchu jak by przeczuwały co ma się stać, ich wściekłe czerwone ślepia wlepione były w Norreca, który z dwoma rękami złożonymi skupił się, po czym zamachnął się i w jego dłoniach pojawiła się ognista kula, taka jakich używał na sępy, na pustyni Aranoch, lecz o wiele większej. Wojownik zakończył kontemplację i rzucił kulę prosto ocalałą dwunastkę potworów które z rykiem ruszyły w stronę lasu. Kula uderzyła w środek grupy której członkowie zaczęli z nie ludzkim wrzaskiem niosącym się przez wiele kilometrów w głąb lądu, zaczęli padać jeden po drugim całkowicie spopieleni. Norrec odwrócił oczy od tego widoku i począł iść w stronę Kary by pomóc opatrywać rannych i pomóc pakować się na statki, gdy dostrzegł z boku ciało Kapitana Jeronana do o koła którego leżały cielska martwych demonów.
- Kara!!!! - zawołał donośnym głosem
Nekromantka podbiegła cały czas patrząc na niego z podejrzeniem. Norrec spojrzał na nią i wskazał palcem na ciało. Kobieta zasłoniła dłonią usta i podbiegła do kapitana, wyrwała głowę demona i odwróciła go na plecy.
Jego ciało było nieruchome, ale serce jeszcze biło, jego oczy otwarły się lekko. Z oczu Kary pociekły łzy
- Kapitanie.... dlaczego ty?.... - wyszeptała z płaczem.
- Ktoś musiał... a lepiej bym to był ja niż ktoś młodszy, przed którym jeszcze całe życie - wycharczał próbując się do niej uśmiechać. - Powiedz mojej załodze by przygotowała statek i pomogła uciec stąd ludziom.
- Czemu tak mówisz, wyzdrowiejesz i sam poprowadzisz statek.
- Nie, mój czas nadszedł moje dziecko. - ruchem ręki przywołał Norreca, który stał nieopodal przyglądając się. - A ty opiekuj się nią dobrze i nie pozwól by coś się jej stało - Wojownikowi po tych słowach też popłynęły łzy.
- Tak jest kapitanie, - powiedział przez płacz - nie zapomnimy ciebie
Jeronan się uśmiechnął poczym zamknął oczy i zasnął na wieki.
Ogólny bilans bitwy pod Gea Kul to trzydzieści sześć do czterech, ale strata kapitana liczyła się o wiele więcej niż za jeden. Całe miasto opłakiwało jego odejście, podczas szybkiego pogrzebu, który prowadziła Kara jako sługa Rathmy nikt nie chciał nic powiedzieć. Wszyscy zapamiętają go jako dobrego i wielkiego człowieka, który nie bał się nawet śmierci. Ale sprawy których waga przewyższała opłakiwanie Jeronana, cały czas narastały aż wreszcie cisza nad grobem czworga zabitych została przerwana przez nerwowe przeskakiwanie z nogi na nogę coraz większej ilości ludzi, w końcu Kara dopełniła pogrzebu i wszyscy pospiesznie rozeszli się do domów w celu skończenia pakowania i załadowania się na statki. Miejsca wystarczyło dla wszystkich bo było aż pięć dużych statków.

<<< część 2 //\ część 4 >>>
Zgłoś błąd.



Feniks z Popiołów - czekamy...
Niniejsza strona jest częścią Wortalu Phoenix, znajdującego się aktualnie w stanie hibernacji. Kliknij na powyższy link by dowiedzieć się więcej.
Vgroup portfolio, agencja interaktywna - tworzenie portali internetowych, stron www, sklepow, CMS oraz grafiki  web 2.0
© 2002-2014 Imperium Diablo • Wszystko o grach Diablo 3, Diablo 2 i Diablo 1. All trademarks referenced herein are the properties of their respective owners. All rights reserved.