diablo 3

Opowiadanie Historia Diablo - Nieznani Bohaterzy 4

Ostatnia modyfikacja: 09.09.2007. Utworzono: 24.08.2007

Czerwone jak cegła słońce, wychodziło zza gór aby powitać ziemię po długiej nocnej przerwie. Wiatru prawie nie można było wyczuć przy ziemi ale wysoko tam gdzie leciał Ponz dawał on się ostro we znaki dla jego pasażerów. Derhason siedząc i pociągając ręką o swoją długą srebrzysto-szarą brodę zastanawiał się czy cała ta historia z Diablo była mu przeznaczona i czy uda mu się ją wypełnić do końca. Herwal natomiast zmęczony walką w tawernie mimowolnie pozwalał aby jego powieki opadły i powoli pogrążał się w sen. Takowa sytuacja trwała dość długo a przerwało ją opadnięcie mgły z doliny i ukazanie się wielkiego zamku na zboczy góry który należał do Zakony Łotrzyc. Budowla składała się 3 mniejszych wież zapewne obronnych i jednego wielkiego bastionu który sam mógłby przetrwać niejedną obronę. Całość otoczona byłą kamiennym murem i fosą wpadającą do wielkiego jeziora u którego wzniesiony był port.
- Musimy wylądować gdzieś wcześniej żeby nikt nie zobaczył Ponza - rzekł Derhason budząc Herwala - Zrobimy zakupy w najbliższym sklepie i uciekamy do Lut Gholein.
Lecieli jeszcze chwile aż znaleźli jakąś polanę gdzie mógł wylądować Orzeł po czym bezzwłocznie ruszyli w kierunku zakonu.
- Dawno temu gdy jeszcze z ojcem pracowaliśmy jako dostarczyciele ksiąg to często zaglądaliśmy tutaj. Jeżeli dalej podtrzymują tradycję to w tym zakonie wypiekają wspaniałe chleby - wyrzekł Derhason - Chleb który daje siły na wiele więcej czasu niż normalny. Ponoć dodaje się do niego ziół leczniczych jak i zarówno wzmacniających a tajniki ich uprawy są znane tylko Łotrzycom.
Czas jakiś jeszcze tak szli aż oczom ich ukazał się most na niewielkiej rzeczce wśród kończącego się lasu. Most ten miał za zadanie spełniać rodzaj pewnej bramy przy której sprawdzano towar wnoszony i przeszukiwano wchodzących ludzi.
- Stać! Kim jesteście i czego chcecie - powiedział strażnik - Jeżeli chcecie skorzystać z naszego portu to radzę wam odejść bo jest nieczynny z powodu minionego tornada.
- Spokojnie nie przyszliśmy odpływać tylko zrobić zakupy w dalszą drogę.
- Dobra idźcie ale nie próbujcie robić żadnych zamieszek bo straż jest na każdym kroku.
Kompani normalnym krokiem ruszyli w stronę targu. Po kupieniu prawie całego zaopatrzenia ruszyli w stronę kramu gdzie tylko można było dostać chleb z Zakonu.
- Poproszę 10 bochenków chleba Zakonnego - powiedział Herwal wyciągając sakiewkę ze złotem.
- Czyżbyście wyruszali w daleką podróż? - spytała sprzedawczyni.
- A jeśli tak to co?
- I dobrze robicie. Ja sam chcę z stąd uciekać jak najszybciej. Chodzą słuchy od tutejszej zakonniczki, wróżbitki że w niedalekich czasach na nasz świat spadnie wielkie nieszczęście a Monastyr ucierpi jako pierwszy.
Derhason spojrzał na Herwala ze zdziwieniem i pytaniem rysującym się na jego twarzy. Skąd jakakolwiek istota ludzka poza nimi może wiedzieć o tak ważnych, ale bardziej tajnych sprawach jakich są na pewno wydarzenia związane z Diablo. Zastanawiał się nawet czy Tyrael tylko ich poprosił o pomoc czy także ubezpieczył się angażując drugich pomocników. Jednak nie wdawał się w dalszą rozmowę z kobietą tylko zapłacił złotymi monetami i po zapakowaniu chleba w plecak ruszył wraz z Herwalem w stronę lądowania Ponza. W miejscu gdzie jeszcze jakiś czas temu mijali strażnika mostu byli obserwatorami sceny która jeszcze bardziej zakłopotała ich w swojej wyprawie. Widzieli bowiem jak stara kobieta zdzierając z siebie szaty i wyrywając włosy z głowy darła się straszliwym, iście diabelskim głosem:
-Dzień wasz i godzina wasza dopala się jak knot świecy. A gdy zgaśnie zamrzecie a dusze wasze płonąć będą wiecznie jak wieczny będzie ten świat. Pierwsza tu nadejdzie ciemność. Wyłoni się z każdej mrocznej szczeliny i zaleje każdą waszą myśl okropnym, niekończącym się bólem. Ból będzie początkiem a nienawiść do was samych, końcem. A najwyższa Groza cieszyć się będzie i radować się będzie bo w jego świecie na nowo dzień wasz i godzina wasza zapłonie.
Jęki i krzyki jednak już nie zrozumiałe trwały jeszcze jakiś czas po czym kobieta padła na ziemię a jej ciało zostało pokryte milionami zmarszczek aż w końcu skóra pękła i zostały same kości w ubraniu. Ludzie w panice natychmiast rozbiegli się do swoich domostw, strażnicy natomiast z rozkazu przełożonego zebrali zwłoki i ruszyli w stronę cmentarza aby sprawić jakiś pochówek. Jedynymi osobami jakie zostały na miejscy zdarzenia byli oczywiście Herwal i Derhason.
- Wiesz - przerwał chwilę, paladyn - coraz bardziej zastanawiam się czy zdołamy wykonać tą misję...
- Tak, ja też czuje to samo, ale co innego nam pozostało. Lepiej zostawić sprawę i narazić się Niebiosom oraz przeżyć męki piekielne czy spróbować i dążyć do celu misji nam powierzonej.
- Niby tak ale ja się zastanawiam czy dam radę, czy starczy mi sił nie tyle fizycznych co duchowych. Heh w sumie jestem paladynem ale nawet najświętszy człowiek mógłby zacząć nosić lęk w sobie po otrzymaniu takiej odpowiedzialności.
-Zapewne tak, lecz zamiast tak rozważać o naszej misji i potęgować przez to strach w sercach to lepiej skupmy się w sobie i ruszajmy w dalszą drogę.
Zebrawszy swoje plecaki z ziemi przekroczyli most i znikneli w szarościach lasu. Po dotarciu na miejsce gdzie mieli odlatywać zobaczyli Ponza śpiącego na czerwono-żółtej od różnorakich kwiatów polanie. Cichym gwizdem Derhason obudził orła który machnął parę razy skrzydłami dla orzeźwienia po czym ustawił się blisko podróżników i schylił kark. Herwal żeby lepiej było się trzymać zawiązał linę wokół szyi i pod prawym skrzydłem ptaka a do nie j przywiązał także cały ekwipunek zakupiony na targu.
-Od teraz nie możemy pozwolić sobie na częstsze przystanki jak spoczynek który i tak zmniejszymy do minimum - stwierdził Derhason - Trzeba będzie lecieć nad brzegiem morza ponieważ w głębi krainy narazić się możemy na spojrzenia ludności. Ale dobra bez zbędnej gadaniny, ruszaj Ponz!
Orzeł szybko i zarazem delikatnie poderwał się z ziemi aby po chwili przebić swoim dziobem pierwsze chmury nieba. Ptak szybował w miarę równo bez żadnych turbulencji chociaż gdy wpadali w zawirowania powietrzne jego pasażerowie mocniej chwytali za linę. Lecieli aż do późnej nocy gdy w końcu Derhason nakazał Ponzowi obniżyć lot aby wybrać dogodne miejsce do spoczynku. Wylądowali na niewielkiej przestrzeni bez drzew lecz udali się trochę głębiej w las aby byli mniej widoczni.
- W sumie moglibyśmy w ogóle nie robić tych przystanków - rzekł Herwal - Na grzbiecie Ponza można się jakoś przespać. Strasznie niewygodnie ale zawsze jakoś a dzięki temu byśmy zaoszczędzili sporo czasu.
- Tyle że po paru dniach bez żadnych przystanków nasz Orzeł by pewnie padł ze zmęczenia i wtedy stracilibyśmy więcej czasu niż te nocne odpoczynki. Jednak podróżując po niebie i tak zdobywamy większą przewagę nad maszerującym Diablo.
- Zresztą nieważne teraz to już chociaż na chwilę chcę o tym zapomnieć i udać się w przyjemny sen. Jak możesz to ty obejmij pierwszą wartę.
Czarodziej skinął głową, podniósł się powoli i usiadł na nieopodal oddalonym wielkim zwalonym pniu drzewa. Noc minęła spokojnie jednak poranek zapowiadał się gorzej ponieważ zanosiło się na burzę. Niewyspanego Derhasona tym bardziej nie napawało to optymizmem bo myślał że odeśpi noc. Powoli obudził kompana i po zapakowaniu ekwipunku wsiedli na Ponza aby ten poniósł ich wysoko w górę.
Kolejne dni ich podróży trwały normalnie od śniadania na orle począwszy do kolacji i spoczynku na lądzie kończąc. Lecieli już 18 dni i według znajomości terenu prze Derhasona i oszacowanej prędkości mieli dotrzeć do Lut Gholein za dwa dni. Wczesnym wieczorem przedostatniego dnia gdy słońce dopiero zachodziło za horyzont to półmrok już czaił się z przeciwnej strony przynosząc chłodne powietrze. I tak podczas ich przelotu nad niskimi górami ujrzeli erupcję wulkanu położonego w ich centrum. Mimo że czas ich naglił nie mogli odmówić sobie obejrzenia tak niecodziennego widowiska. Zataczając kolejne już koło nad wulkanem spostrzegli jak z jego dołu wyłania się jakaś czarna i niewyraźna sylwetka. Derhason nakazał Ponzowi zlecieć w kierunku tego czegoś. Zbliżali się miarowo i wydawało się że ta czarna nieznajoma sylwetka robi to samo jednak nagle przyspieszyła i wzniosła się wysoko w powietrze. Orzeł natychmiast wykonał nawrót i ustawił się w kierunku nieba.
- Niech mnie duchy! - krzyknął Herwal - Co to było do cholery? Nigdy nie widziałem czegoś co tak szybko lata.
- To z pewnością legendarny smok o nazwie Dragolon który jako jedyny przetrwał po latach polowań na ich niezwykle odporne łuski. Czytałem...
Mag jednak nie zdążył mówić dalej bo potwór zionął ogniem i Ponz musiał zrobić natychmiastowy unik. Dopiero wtedy ujrzeli smoka jak naprawdę wyglądał. Jego wielkie, brązowe skrzydła opływały potężne kości w kształcie kłów i błyszczały w blasku słońca. Były tak wielkie że robiąc nimi jeden mach smok potrafił długo szybować. Jego tułów nie był zbyt duży co na pewno ułatwiało mu rozwijać większe prędkości i być zwinniejszym . Ogon natomiast posiadał bardzo długi i zakręcony w każdą stronę. Zwieńczony był chyba setką małych i dużych kolców ostrych jak miecze barbarzyńców. Jego głowa wyglądał jak z najgorszego koszmaru. Około szpiczastych uszu wyrastały dwa ogromne rogi, z nozdrzy uchodziły smugi dymu a oczy płonęły żywym ogniem i agresją.
- Cholera jasna! - wrzasnął Herwal - jest to legendarny smok a w dodatku mocno agresywny. Trzeba szybko się zdecydować czy go zabijać czy uciekać.
- Nie ma sensu zaczynać walki bo z pewnością ją przegramy. - odparł czarodziej - Lepiej czym prędzej się zabierajmy. Szybciej Ponz, trzeba się stąd jak najszybciej wydostać więc pikuj w dół, ukryjemy się w dymie wulkanu.
Zniżyli swój lot do maximum i gdy myśleli że uciekli potworowi w gęstym pyle to smok zaskoczył ich od przodu i kolejny raz zionął ogniem. Tylko dzięki wielkiej szybkości i bystrości Orła znowu ominęli śmierci.
- Szlag by go! - krzyknął Herwal- Coś mi się wydaje że ten cały Dragolon chyba chce nas upolować. Trzeba pomyśleć nad zniszczeniem go zanim on zrobi to pierwszy. Masz może jakiś plan?
- Jedyne co mi teraz przychodzi do głowy - powiedział Derhason - to rzucić czar zamieć i w chwili nieuwagi postarać się uciec.
- To i tak nie zda efektu bo on machnie skrzydłami i cała zasłona zniknie. Lepiej postaraj się zrobić jakiś czar oślepiający gdy smok będzie leciał prosto na nas a ja zrobię resztę.
Mag posłuchał kompana i podczas kolejnego ataku bestii wyzwolił średniej wielkości kulę lecz o potężnym blasku. Gdy smok już oślepiony przelatywał pod Ponzem, Herwal skoczył na jego grzbiet i wbił mocno miecz pod jego łuski. Dragolon poczuł bardzo dotkliwie że ma na sobie obcego pasażera i starał się go zrzucić latając to w górę to w dół i na boki.
- Co ty do diaska robisz?!?! - krzyknął przestraszony Derhason.
- Nie gadaj tylko rzucaj czym prędzej Lodowcowy Grot i postaraj się zamrozić mu skrzydła!!
- Dobra, ale trzymaj się to potrwa chwilę - powiedział zdenerwowany czarodziej i zaczął wymawiać zaklęcie poczym zakreślił 3 łuki palcami i prosto z nich wystrzelił wielki słup lodu. Jednak smok dalej w oślepieniu miotając się w każdą stronę przez przypadek ominął czar.
- No na co mam czekać?! - wykrzyczał Herwal - Czy ja jestem w jakimś rodeo? Puszczaj szybciej drugi raz czar dopóki Dragolon jest oszołomiony.
Derhason bezzwłocznie rzucił kolejny Lodowcowy Grot w kierunku bestii. Celem było jego skrzydło lecz tym razem szczęście obróciło się w kierunku paladyna ponieważ pocisk trafił w głowę smoka, który już praktycznie martwy szamotał się ostatkami sił. Jednak Herwal nie chciał oddać sprawy tak łatwo. Podciągnął się szybko pod zamrożony łeb Dragolona i swoim wielkim mieczem uderzył z całej siły w lodową powłokę rozbijając ją na setki małych kryształków. Z szyi smoka wylewała się gęsta i czarna krew a jego ciało z coraz większą szybkością opadało w dół.
- Derhason szybko każ Ponzowi pikować w dół! - wołał świeży zabójca smoka. - Jak skoczę to rzuć mi linę.
Orzeł przyśpieszył i po zbliżeniu, paladyn chwycił mocno linę poczym w takim układzie wylądowali obok ciała Dragolona.
- No, no trzeba przyznać że jesteś bohaterem, nie wielu udało się zabić tak wielką i niebezpieczną bestię. - stwierdził Derhason.
- Po pierwsze, to razem tego dokonaliśmy. Gdyby nie ty to bym sobie pewnie nie poradził. No ale oczywiście nie można zapomnieć o naszym wspaniałym Ponzie bez którego pewnie już dawno byśmy byli martwi i któremu należą się wielkie podziękowania.
- W porządku jednak nie ma sensu więcej zwlekać ponieważ trzeba się stąd szybko oddalić bo jak sądzę tutaj może być niebezpiecznie za parę minut.
Herwal się zgodził i szybko wsiedli na Ponza po czym przelecieli parę kilometrów i wylądowali w głębokim i ciemnym lesie. Nazajutrz niezbyt wypoczęci kompani udali się w dalszą podróż. Gdy przebijali się przez ostatnie chmury oczom ich ukazało się przepiękny klejnot morskiego wybrzeża, a mianowicie wspaniałe miasto Lut Gholein. Jak zwykle wylądowali gdzieś z dala od ludzkich oczu i poprzez wydmy skierowali swoje kroki ku miastu. W bramie dowiedzieli się od strażników że trafili właśnie na co roczny wielki zjazd kupców z pobliskich i odległych krain. Ta wiadomość bardzo ich ucieszyła ponieważ będą mogli zakupić lepszy ekwipunek. Podczas przechadzania się przez wszystkie kramy i sklepiki natknęli się na ciekawe przedmioty które z wielką chęcią kupili. Oprócz pożywienia, Herwal między innym kupił bardzo ciekawą linę z zamocowanymi kleszczami które w każdej chwili mógł otwierać i zamykać. Derhason z kolei zakupił specjalnie kute i nasączone magią rękawice dzięki którym moc wyzwalanego czaru wzrastała bardzo znacznie i pozwalała zwiększyć prędkość jego rzucania. Po zakupach udali się do karczmy aby się przespać i może zdobyć jakieś nowe wieści. Najbardziej interesowało ich cokolwiek o Zakonie Łotrzyc bo obraz krzyczącej kobiety o tym że właśnie tam pierwsza nadejdzie fala zła, zapadł im bardzo w myślach. Jednak siedząc przy piwie i kurczaku z rożna nic się dowiedzieli bo żadna wiadomość nie mogła przybyć tutaj szybciej niż oni na Ponzie. Noc minęła im bardzo dobrze bo w sumie o wiele lepiej śpi się na miękkim łóżku niż na zimnej i twardej ziemi. Słońce było jeszcze czerwone jak Herwal i Derhason opuszczali bramy miasta ale odziwo ciepło dawało się już w znaki i przejście kolejnych wydm było męczące. Po dotarciu na miejsce lądowania Ponza do średniej wielkości oazy zdziwili się bo orła nie było na miejscu.
- Hmmm dziwne - zastanawiał się Derhason - Coś musiało się stać że Ponz opuścił umówione miejsce.
- Może po prostu poszedł się napić wody. Zawołajmy go to może przyjdzie.
Oboje zaczęli krzyczeć ile pary w płucach jednak nie było słychać żadnej odpowiedzi. Postanowili się rozdzielić i przeszukać całą oazę. Po paru minutach Derhason usłyszał inne słowo niż "Ponz" wykrzykiwane przez Herwala a mianowicie głośne "Pomocy!". Natychmiast pobiegł w stronę skąd dobiegało wołanie. Na miejscu zorientował się czemu jego kompan wołał o pomoc lecz nie okazując strachu szybko przeszedł do ofensywy i zakładając swoje nowe rękawice powiedział:
- No maleńkie, czas sprawdzić czego możecie dokonać!

<<<< Akt 3 //\ Akt 5 >>>>
Zgłoś błąd.



Feniks z Popiołów - czekamy...
Niniejsza strona jest częścią Wortalu Phoenix, znajdującego się aktualnie w stanie hibernacji. Kliknij na powyższy link by dowiedzieć się więcej.
Vgroup portfolio, agencja interaktywna - tworzenie portali internetowych, stron www, sklepow, CMS oraz grafiki  web 2.0
© 2002-2014 Imperium Diablo • Wszystko o grach Diablo 3, Diablo 2 i Diablo 1. All trademarks referenced herein are the properties of their respective owners. All rights reserved.