diablo 3

Opowiadanie: Meandry Zakarum

Ostatnia modyfikacja: 20.08.2015. Utworzono: 18.08.2015

Adrian Ostrowski, Meandry Zakarum

Noc zapadła na równinie prawie niezamieszkanej. Szelest drzew i roślin wszelakich ucichł jakby na burzę się zapowiadało. W ciemności co widnokrąg spowiła można dostrzec było światełko drobne, które niosło się z okna chatki drewnianej. Gdyby nie owy blask domostwo zapewne sprawiałoby wrażenie opustoszałego w środku, gdyż dziur w dachu mu nie brakowało, a i rośliny zdążyły się wokół chaty zadomowić. W środku przy uchylonym oknie siedział starszy człowiek, także z lekka zaniedbany. Miał przed sobą kartkę i kałamarz, a na skraju stołu co z solidnego drewna był wykonany leżała zapalona niewielka świeczka. Wbita została w naramiennik z kolcem przytwierdzonym, który i tak do użytku by się nie nadawał. W ręku staruszek trzymał pióro i skrzętnie starał się coś notować co mu po myśli chodziło. Gdyby duch czatował w chatce i zobaczył co ten biedny człowiek na papierze stara się zapisać zapewne ujrzałby słowa następujące:

Kto by pamiętał jeszcze o czynach ludzi chwalebnych, w czasach gdzie mrok władzę sprawuje. Czy znamienici bohaterowie popadli w niepamięć, a czyny ich są już warte tyle co rzepak na kramie oferowany? Lecz błędne mniemanie jest to ślepców, którzy bałwochwalstwo uznają, egoizm pielęgnują i historii swej nie pamiętają. Niech opowieść ta nauką będzie z pożytkiem dla zagubionych by w myślach swych cnoty wszelakie miały i zła nie ulękły się w niepewnych czasach.

Traktować ona o rycerzu nieskalanym będzie, co znamię świętości nosił. Przybył on ze świątyni co Zakarum się zowie. Szerzyć słowo święte w najdalszych zakątkach świata nam znanego było mu dane, gdyż wędrowne życie prowadził i styczność z ludźmi miał przez to. Wszakże i fechtunkiem się parał oraz postury był nieprzeciętnej co pozwoliło uchronić się mu od niebezpieczeństwa niejednego. Mimo wszystko prawy był to człek o niezwykle purytańskim usposobieniu. Nie są to żadne me wymysły, a i przykład podam byście mnie za łgarza nie wzięli. Rycerz, o którym mowa by modlitwy żadnej nie opuścić pazia przy sobie miał, który mu pomocą służył i kapliczki przydrożne na zawołanie budował. Powiadam wam, że do dziś kilka z nich się ostało! A jak ktoś raczył dokonać uszczerbku na rzeczy świętej, to jest kapliczce jego i gotów był przeszkodzić w kontemplacji naszego bohatera to skończył z czerepem oszpeconym bardziej niż u obwiesia spod karczmy. Lecz jeden czyn sprawił, że cnotliwy rycerz, którego imię za chwilę wyjawię zasługuje na pamięć wieczną, a historię skrupulatnie poniżej przedstawię…”

Starzec trzymał dalej pióro w ręku, notować przestał, a oczy jego spoglądały pusto za okno stare na równinę pokrytą trawami zaschniętymi od susz ostatnich jakie nawiedziły krainę i lipami tęgimi co wiele pokoleń ludzkich pamiętają. Dziadek siwy patrzył nieruchomo w dal, tak jakby starał się coś przypomnieć.

-Juliusie! Na cóż nam kapliczkę budować jak jesteśmy już tak blisko osady?- odparł wierny kompan paladyna.

-Ależ drogi paziu, gdybym modlitwy nie odbył i myśli nie skierował do niebios to jak mógłbym nawracać innowierców, skoro sam bym czystki nie zachował i powinności swej należycie nie odbył. A jak czynności swych odpowiednio wykonywać nie będę to w stronę zła

się stoczę i herezja piekielna mnie ogarnie, zważ me słowa! – odpowiedział lekko zdenerwowany na trywializm pytania pazia rycerz.

Speszony kompan nie wiedząc jaki kontrargument wysunąć kiwnął potwierdzająco głową i poszedł w stronę lasu by zdobyć drewna do budowy krzyża. Julius jeszcze przez chwilę bacznie obserwował go wzrokiem by mieć pewność, że po drewno paź idzie, a nie do miasta by z dziewkami się zabawiać. Kiedy paladyn był pewny co do działań pazia odwrócił się na pięcie i usiadł na najbliższym pieńku i zaczął regenerować siły po ciężkiej podróży. Lecz po chwili usłyszał głos idący zza wzgórza, które nieopodal się znajdowało. Rycerz usłyszał melodię, pieśń jakby, co była z każdą chwilą coraz lepiej słyszalna i słowa rozpoznać już można było. Brzmiały one mniej więcej tak:

Iudex ergo cum sedebit,

Quidquid latet, apparebit,

Nil inultum remanebit.1

Po chwili wyłoniło się kilka postaci idących wzdłuż drogi. Można było dostrzec jedną niezbyt schludnie ubraną pannę prowadzoną przez 4 mężczyzn. Każdy z nich kroczył w napierśniku ze znakomitymi złotymi zdobieniami, które nadawały swoistego charakteru, a czerń emanująca z korpusu ukazywała majestat idących osób. Brakowało im pełnego uzbrojenia na ciele, a wszelkie ubytki zasłonięte były elementami skórzanymi. Uwagę paladyna przykuła peleryna, w którą jeden z nich był odziany. Kolorystyki była podobnej co napierśnik, a krzyż nietypowy na niej się znajdujący podkreślał z kim nieszczęśnik miał do czynienia.

– Inkwizycja - mruknął pod nosem paladyn niedowierzając własnym oczom.

Iulius nie chcąc póki co prowokować kontaktu ze zwaśnioną już stroną postanowił ukryć się za najbliższym drzewem i zaczekać aż inkwizytorzy będą dla oczu niewidoczni. Chwilę później przyszedł paź z materiałami potrzebnymi aby dokonać budowy kapliczki. Paladyn wyczekując już od dobrych kilkudziesięciu minut jego przyjścia podszedł do niego i rzekł:

-Rad jestem, że budulec potrzebny zdobyłeś paziu lecz budowę kaplicy odłożyć musimy. – powiedział paladyn lekko zaniepokojony.

-Czy coś się stało Iuliusie, że nagle odwidziało Ci się stać po stronie czystki i najwyższych zasad moralnych? Sam mówiłeś, że…

-Wiem Parnasusie, że takie słowa z mych ust padły, lecz zważ, że sprawa jest to niezwykle wyjątkowa. Straciliśmy i tak za dużo czasu, a miasteczko, do którego właśnie podążamy może marnie skończyć. Już wyjaśniam w czymże problem stoi. Podążało tędy 4 inkwizytorów co szli drogą do miasta prowadzącą. Prowadzili ze sobą jakąś dziewkę niezbyt starą. Wnioskując po śpiewanym psalmie szli zapewne dokonywać kolejnego sądu, a jak wiesz paziu ich środki działania nie są uznawane za najlepsze. Już niejednokrotnie zdarzyło się tak, że miasteczko po

1 Sekwencja Dies Irae, tłumaczenie: Kiedy sędzia więc zasiędzie, Wszystko tajne jawnym będzie,Gniewu dłoń dosięże wszędzie.

działaniu Ręki Zakarum opustoszało bądź spalone zostało, gdyż wszyscy zostali uznani za heretyków co konszachty robią z mocami piekielnymi. Natomiast my mamy nawracać ludzi na odpowiednią drogę, a nie ich wyrzynać. Co prawda demony wszelakiej maści zwalczać należy lecz wierzyć mi się nie chce, że tak dużo ludzi na złą drogę przejść mogło co by się już ich uratować nie dało. Przenajświętsi mi wybaczą to, że przy kaplicy do nich modłów nie złożyłem, bo wiedzieć będą czym spowodowane to było. - wyjaśnił Julius z głosem brzmiącym jak u wprawnego barytona.

Paź znów uznając wyższość Iuliusa zgodził się z nim i nie czekając na nic udali się prosto do celu. Miasto, do którego zmierzali zwano Brownsky, które położone było w zachodniej cześci Sanktuarium, między Tristram, a Duncraig. Była to niewielka osada, w której znajdowało się kilka zwykłych chatek chłopskich i rzemieślniczych, mały kościółek i dom włodarza w centrum przy placu targowym. Najbardziej charakterystycznym budynkiem dla tej mieściny była wieża o niebagatelnym rozmiarze, w której niegdyś zakonnicy mieszkali. Strzelisty dach i kamienna konstrukcja ukazywała monumentalność budowli, a mnogość rzeźb kamiennych, skarp i innych zdobień dodawała majestatu. Na szczycie znajdował się dzwon, którego dźwięk niósł się na wiele kilometrów. Zawsze bił on w samo południe by wiernych zgromadzić i nakarmić ich słowem świętym. Jednak pewnego razu dzwony umilkły. Ludzie zastanawiając się co się stało postanowili wejść do środka wieży lecz wewnątrz nie zastali żywej duszy. Po zakonnikach śladu nie było, a dobra co u nich się znajdowały zostały zabrane przez pobliskich złodziejaszków. Mieszkańcy bez opieki braci zakonnych z czasem zaczęli coraz to bardziej rozpustne życie prowadzić, niegodne człeka żyjącego. Wieści po świecie o niegodziwych mieszkańcach Brownsky szybko się rozeszły lecz haniebność ich czynów nie była wielką nowiną. Bardziej ciekawiła zagadka z zakonnikami, którzy przepadli bez słowa. Iulius również słyszał historię o wieży opustoszałej choć za główny cel postawił sobie by mieszkańców do pionu doprowadzić. W czym inkwizycja oczywiście mogła mu skutecznie przeszkodzić.

- Jesteśmy już na miejscu. Spodziewałem się jednak nieco większego widowiska po przybyciu inkwizycji. – rzekł zaciekawiony Parnasus.

Choć było samo południe na rynku nie znajdował się żaden człowiek. Nie było widać i mieszkańców, i inkwizycji co niedawno przybyć miała.

- Możliwe paziu, że mieszkańców strach ogarnął i chowają się w domostwach lub zostali już skazani na śmierć. Podążmy do domu włodarza tej mieściny, poinformujmy go o swym przybyciu i dowiedzmy się co tu się dokładnie dzieje. – powiedział Iulius.

Poszli więc do największego domu co znajdował się w osadzie. Szyld nad drzwiami z napisem „Wielmożny Pan Dzieworęka” sugerował, że jest to domostwo włodarza. Paladyn wraz z paziem ruszyli więc w stronę wejścia i nie pukając otworzyli je. Wiadomym rzecz jasna było, że w tych stronach za dnia można włodarza odwiedzić aby zwierzyć mu się ze swych problemów, choć niekoniecznie mógł on chcieć do końca wysłuchać mało istotnych wywodów chłopa. Takiego delikwenta zazwyczaj strażnik wyrzucał za drzwi. Lecz jednak gdy obraza z ust jego szła bądź był to natręt niemiłosierny ucinano mu język by ględzić przestał na wieki.

Gdy weszli do środka znaleźli się w pomieszczeniu o rozmiarze dość przeciętnym, oświetlanym kandelabrami po bokach umieszczonymi, gdyż okna po lewej stronie się znajdujące zasłonięte były z nieznanych przyczyn. Po prawo dostrzec można było kredens, na którym oparto 2 puchary i krucyfiks pochodzący prawdopodobnie z wieży zakonnej. Tuż za nim była półka niewielkich rozmiarów z księgami pokrytymi niezwykle grubą warstwą kurzu. Na środku znajdował się czerwony dywan pokaźnych rozmiarów, który położony był tylko dlatego by przykryć większość dziur w podłodze. Naprzeciwko drzwi wejściowych znajdował się fotel, na którym siedział człowiek stary z brodą co już podłogi dotykała. Gdyby nie to, że straszna choroba go dotknęła co sprawiała, że piętą kręcił w koło można byłoby pomyśleć, że dziadek już jakiś czas nie żyje. Patrząc się jakiś czas na gości nowo przybyłych w końcu rzekł:

-Witajcie w Brownsky drodzy wędrowcy, cóż to was tutaj sprowadza?

-Przybyliśmy tu aby zakończyć rozpustę w tymże mieście panującą i pokierować mieszkańców na drogę światła. Słuchy chodzą, że w twej osadzie dochodzi do wielu haniebnych czynów. Dlatego w imieniu bractwa paladynów żądam byś dał mi wolną rękę abym mógł oczyścić zło co się tu zalęgło! – powiedział pełen gniewu Iulius

-Nawet gdybym chciał to tego nie uczynię paladynie. Cała moja władza została tymczasowo przekazana w ręce inkwizycji. To oni teraz sprawują władzę nad miastem. Oczywiście tylko teoretycznie, bo całe dnie przesiadują w wieży nieopodal. Jedynie wczoraj na zewnątrz wyszli by wszcząć proces wobec jednej panienki co to oskarżono ją o okultyzm i zaprzedanie duszy złu, a następnie zabrano ją do środka wieży. Ja się na działaniu inkwizycji nie znam, ale myślę, że przeprowadzają teraz tortury co by wyciągnąć z niej wszelakie możliwe informacje. Tak więc jeżeli paladynie masz ochotę im pomóc w przeprowadzaniu, jak wy to nazywacie, oczyszczenia to udaj się do wieży na północ stąd. – wyjaśnił włodarz.

-Nie radują mnie twe słowa lecz jednak będę musiał to uczynić, gdyż wyjścia nie mam. Jeśli inkwizycja władzę teraz tu sprawuje to do niej udać o pozwolenie się będę musiał. Żegnaj więc starcze. – rzekł już nieco spokojnie paladyn

Gdy znaleźli się powrotem na rynku rycerz rozejrzał się jeszcze raz wokół czy nadal żywej duszy nie widać i zabrał pazia w ustronne miejsce. Kiedy już nikt nie mógł ich podsłuchać Iulius rzekł do niego:

-Jest gorzej niż przypuszczałem. Człek co niegdyś był włodarzem uległ opętaniu. Zauważyłeś zapewne paziu, że w pomieszczeniu jakby celowo chciano światła słonecznego unikać.. nienaturalne ruchy nogi również niepokojącą sprawą się wydawały. Ze źródeł mi wiadomo, że Dzieworęka II powinien mieć właśnie lat 37, a wyglądał jak dziad stary. Wszystko to są efekty uboczne wejścia demona w ciało nieszczęśnika, który manipulować nami chciał. Jeśli inkwizycja w rzeczywistości jest w wieży to musimy się mieć na baczności. Gdyby prawdziwa Ręka Zakarum to była już włodarzem opętanym należycie by się zajęli, a tak przesiadują z niewiadomych względów w wieży…

-… i oczekują każdego kto by mógł im przeszkodzić w ich planach – dokończył za paladyna paź

- Zaiste, ale nie możemy tak sprawy zostawić. Pójdę o zmroku do wieży, tak by nie wzbudzać podejrzeń osób postronnych. Jak na paladyna przystało cnót będę się trzymał i zła się nie ulęknę, które zwodzi na błędne ścieżki, gdyż światło wskaże nam właściwą drogę… a ty Parnasusie podążysz wraz ze mną!

Starzec notować przestał. Pióro odłożył i znów spoglądał w dal na równinę. Silny wiatr i pioruny z oddali zły omen zwiastować mogły. Tak samo zły jak to o czym człek ten pisać zaraz miał. Był świadom tego przez co ręka mu zadrżała i serce mocniej zabiło. Nie chciał wracać do tych chwil lecz wiedział, że koniecznie zapisać je trzeba.

Paladyn przed wejściem do środka przygotowując się na najgorsze złapał w ręce swój zdobiony zweihander i wszedł do wieży, a paź tuż za nim kroczył trzymając sztylet w ręku. Wewnątrz wieży nieprzyjemny swąd było czuć, a blask księżyca przez wybite witraże pozwalał ujrzeć pleśń na ścianach osadzoną. Lecz żywej duszy słychać nie było i cisza kompletna panowała. Jeżeli ktoś przebywałby w tym budynku musiał znajdować się zapewne na wyższych kondygnacjach. Ruszyli więc schodami ku górze. Przy każdym kolejnym piętrze coraz to większy smród odczuć można było, niepewność i smutek w ciele. W końcu znaleźli się na ostatnim piętrze, a widok, który przed sobą ujrzeli był tak przerażający i nielogiczny, że każdy śmiertelnik o słabym charakterze popadłby już w obłęd. Zobaczyli przed sobą chaos kompletny. Przed pentagramem z krwi ludzkiej namalowanym kreatury jakby nie ludzkie tańczyły. Istoty te ogon psi miały, z którego krańca główka niemowlaka wystawała. Klatka piersiowa była spowita ropnymi bąblami i guzami, a twarz przypominała kurzy łeb bez dzioba. Zamiast rąk to macki te pomioty piekielne miały o tyle nietypowe, że wielbłądzim garbem zakończone były. Dolne kończyny natomiast jak racice nienaturalnie wielkie wyglądały. Istoty te przerażające tańczyły dziwnie wokół pentagramu już wspomnianego, gdzie na każdym boku wielki żelazny kolec był umieszczony, skierowany pod kątem 40 stopni w stronę środka pentagramu. W 4 kolce osoby, które paladyn miał okazję widzieć wbite zostały, to jest 3 inkwizytorów i panienka co była przez nich prowadzona. Jeden kolec wolny został, jakby czekał jeszcze na jednego nieszczęśnika. Tuż za nim stała postać, niby nie mroczna lecz w tej sytuacji przerażająco się prezentująca. Był to inkwizytor ostatni co pelerynę miał na plecach. Spojrzał się on na przybyszów i uśmiechając się do nich powiedział zachrypniętym głosem:

-W końcu doczekałem się twego przyjścia Iuliusie. Dzieworęka najwyraźniej spełnił swe zadanie i poinformował gdzie udać się macie.

-Skąd znasz me imię istoto piekielna?! I jak masz czelność nosić szaty inkwizycji! – wykrzyczał paladyn

-Ależ drogi bracie paladynie, skąd te nerwy? Zatrzyjmy wszelakie niesnaski między paladynami, a inkwizycją występujące. Nie czyńmy jak agentura wysłana z niebios nam każe, której to zależy jedynie na tym byśmy z wiatrakami walczyli. Pewnego dnia zrozumiałem, że wszystkiego co w Zakarum się nauczyłem było fikcją. Świat, który znamy Iuliusie dąży do ciągłego chaosu! Odwieczna walka, którą prowadziliśmy nie ma najmniejszego sensu, gdyż

zło jest czymś naturalnym, czymś co nie powinno być zwalczane, a pielęgnowane. Dlatego przeszedłem pół świata by znaleźć wrota piekieł, by uczestniczyć po stronie, która i tak zwycięży. W końcu trafiłem tutaj. Głupi mieszkańcy Brownsky nawet nie wiedzieli, że ich zakonnicy w rzeczywistości przenieśli się do piekieł by służyć demonom wszelakiej maści! Tak i ja uczynić zamierzam i Tobie też Iuliusie radzę!.. Lecz by wrota uruchomić potrzeba nam jeszcze jednego człeka. Wykorzystajmy do tego twego pazia, a wtedy będziemy mogli wkroczyć do piekieł i oddać się jedynie słusznym władcom tego świata!! – wymamrotał inkwizytor głosem coraz bardziej przeszywającym ludzką duszę.

- Przestań kłamstwa prawić pomiocie! Nigdy do Ciebie nie dołączę! Prędzej zginę aniżeli dołączę do sił piekielnych! – rzekł paladyn po czym uniósł w górę zweihander i rzucił się na inkwizytora.

Walka, która rozpoczęła się bez dalszej wymiany zdań była niezwykle zajadła. Demony co tańcowały obok nie zwracały uwagi co się dzieje wokół nich, jakby zahipnotyzowane były. Inkwizytor dzierżąc w dłoni berło potężne wykonywał w stronę paladyna ciosy o sile zdolnej połamać wszystkie kości. Paladyn z trudem unikał ich lecz nie ugiął się. Paź obserwując co się dzieje chciał pomóc Iulisowi, więc rzucił się czym prędzej na inkwizytora. Lecz pech chciał, że paź swej siły nie wyczuł i pchnął opętańca w 5 kolec uruchamiając przy tym wrota piekieł. Zainicjowało to olbrzymi huk i błysk, aż wieża drgać zaczęła, a potem cisza….

Gdy Parnasus odzyskał przytomność ujrzał pustkę kompletną. Nie było śladu wieży ,Iuliusa, demonów i ofiar. Znajdował się sam na łące, z której w oddali było widać Brownsky. Paź zrozumieć nie mógł co się dokładnie stało.. czemuż to wrota po otwarciu tylko jego nie wchłonęły. Siedział tak dalej bezradnie jeszcze godzin kilka aż w końcu wstał i ruszył przed siebie.

I kroczyłem tak bezradnie między miastami szukać odpowiedzi jak paladyna wyciągnąć z czeluści piekieł, gdyż to ja, czynem haniebnym w skutkach, doprowadziłem do jego uwięzienia. Przeszedłem dużą część Sanktuarium lecz nikt nie potrafił odpowiedzieć mi na pytanie mnie nurtujące, więc ostać w chatce drewnianej na równinie wśród lip postanowiłem i księgę napisać. Może znajdzie się kiedyś ten co będzie światło w sercu nosił i do piekieł wejdzie, a znając historię o Iuliusie może go napotka z maszkarami walczącego i wskaże drogę jak wyjść z czarciej krainy. Niech patronem ten wielki człek wszystkich cnotliwych i prawych będzie, gdyż sam prawość do samego końca zachował i wierzę, że chowa w swym sercu nadal!

Amen.

Twój wierny sługa, Parnasus



Oceń materiał: Ocena: 5.21 (14 głosów).


Zgłoś błąd.



Feniks z Popiołów - czekamy...
Niniejsza strona jest częścią Wortalu Phoenix, znajdującego się aktualnie w stanie hibernacji. Kliknij na powyższy link by dowiedzieć się więcej.
Vgroup portfolio, agencja interaktywna - tworzenie portali internetowych, stron www, sklepow, CMS oraz grafiki  web 2.0
© 2002-2014 Imperium Diablo • Wszystko o grach Diablo 3, Diablo 2 i Diablo 1. All trademarks referenced herein are the properties of their respective owners. All rights reserved.