diablo 3

Opowiadanie Na drodze do pokoju...

Ostatnia modyfikacja: 08.10.2008. Utworzono: 08.10.2008

Ciszę w końcu korytarza przekreśliły szeleszczące kroki. W migotliwym świetle pochodni, zza rogu wynurzyła się śmiało niewielka, czarna sylwetka demona, a za nią dwie kolejne. Rozejrzały się dookoła charkocząc coś między sobą, ich uwagę przyciągnęło spoczywające opodal truchło. Ciało musiało należeć do jakiegoś silniejszego demona i… było wciąż świeże. Gardłowe dźwięki zyskały na natężeniu, gdy trzy kreatury pochyliły się ciekawie. Jakby na komendę trup zaszeleścił, pierś otwarła się gwałtownie jakby przecięta nożem, a z rany buchnęły zielonkawe opary. Krzyki demonów zabrzmiały raz jeszcze, tym jednak razem na krótko, poprzedzając głuchy odgłos trzech zwalających się na ziemię ciał.
Z mroku po przeciwnej stronie korytarza coś się wyłoniło. Jako pierwsze pojawiły się bielejąca klatka żebrowa i dwie żłobione czaszki. Dopiero po chwili pod kośćmi zarysowała się obleczona czarnym strojem, ludzka sylwetka. Na bladej, otoczonej wieńcem czarnych, przetłuszczonych włosów twarzy pojawił się niewyraźny uśmiech.
Postać podeszła bezgłośnie do ciał i szturchnęła jedno z nich butem. Demony były martwe. Człowiek z zadowoleniem pociągnął nosem wdychając resztki niegroźnych dlań oparów. Jak każdy nekromanta, po wielu latach zażywania coraz to większych dawek kolejnych trucizn stał się odporny na większość z nich.
Przyjrzał się dokładniej ciałom. Kolejna myśli przebiegła leniwie przez jego umysł. Tak jak przypuszczał, ludzie znowu winili niewłaściwą osobę. Przed kilku dniami przybył do osady, by, na polecenie rady, zbadać dręczącą okolicę plagę demonów. Ludzie, jak zwykle nieświadomi niczego, całą winą obarczyli mieszkającego niegdyś w mieście maga, podejrzanego o praktykowanie demonologii.
Raz jeszcze rzucił okiem na zwłoki. Cóż, pomyślał, przynajmniej w jednym mieli rację. Mag rzeczywiście praktykował demonologię, jednak podejrzenia, jakoby stał za całą plagą demonów było co najmniej niedorzeczne. Gdyby rzeczywiście tak było, jego siedziba otoczona byłaby watahą łupieżców, czy trupojadów, a nie garstką poślednich demonicznych bytów. W zasadzie ta niewielka świta była dość niepokojąca. Nawet niezbyt potężni demoniczni magowie otaczali się o wiele potężniejszą eskortą, ten zatem był wyjątkowo słaby, lub… wycieńczony. Cóż, zaraz się przekonamy.
Z tą myślą przejechał palcem po ostrzu długiego sztyletu. Upewniwszy się, co do jego stanu ruszył dalej. W następnym korytarzu powitał go krzyk. Nareszcie, pomyślał. Przed zamkniętymi wrotami stała siedmiostopowa, skrzydlata bestia. Z takimi zwykle było nieco więcej rozrywki.
Potwór zaszarżował z wściekłym rykiem i z zamachu zadał cios potężną, trzymaną w rękach klingą. Rozbrzmiał głuchy trzask, gdy metal bez rezultatu uderzył w podnoszącą się bezgłośnie ścianę skamieniałych szczątków. Potem coś zabulgotało, a w chwilę później podłoga zadrżała lekko pod zwalającym się cielskiem. Usta nekromanty wykrzywiły się nieznacznie przy oględzinach sztyletu umazanego teraz w czarnej, lepkiej posoce. Wszystkie demony, czy potężne, czy też nie, zawsze brudziły tak samo.
Otarł delikatnie ostrze, dbając by nie usunąć resztek trucizny po czym wetknął je za pas, otrzepał dłonie z pyłu i po niedługiej chwili zastanowienia ruszył w kierunku drzwi. Podwoje ustąpiły łagodnie odsłaniając niewielką, ponurą komnatę.
- Stój, gdzie stoisz! – czyjś nerwowy krzyk rozbrzmiał echem od ścian. – Nie zbliżaj się, a nie stanie ci się krzywda!
Nekromanta stanął. Przed nim, w pośrodku komnaty, na wymalowanym na podłodze kluczu stał mężczyzna. Znaczny wzrost, pyszne szaty i pewna szlachetność rysów w innych okolicznościach z pewnością wzbudzałyby szacunek. Jednak nie w tym czasie i miejscu, szaty bowiem przybrudzone i znoszone nie prezentowały się już tak dobrze, a sylwetka, wychudła i zmizerniała nikogo nie była w stanie przestraszyć, a już z pewnością nie sługę Rathmy.
- Bądźmy poważni, Natanielu – rzekł nekromanta z rozbawieniem.
- Kim jesteś?! Skąd znasz moje imię?! – głos mężczyzny stał się jeszcze bardziej nerwowy.
- Opanujże się… i uważaj z tym płomieniem w dłoni, bo zaraz podpalisz sobie szaty – uwaga poskutkowała. Mag nerwowo rzucił wzrokiem na kształtujący się w dłoni płomień, który rozwiał się nagle z cichym pyknięciem.
- Jeśli pozwolisz, rad byłbym zacząć od przedyskutowania pewnych kwestii, a bezcelową przemoc odstawić na razie na bok. Co ty na to?
Mag spojrzał na niego przenikliwie i po chwili wahania skinął głową na znak przyzwolenia…

Nekromanta pokiwał głową. Siedział teraz przy niewielkim stoliku wpatrując się w niewyraźny płomyk świecy. Miał rację. Czarodziej był niewinny, jeśli wierzyć jego słowom, a, czego był pewien, można było dać im wiarę, sam ucierpiał na skutek plagi nie mniej niż dotychczasowi współplemieńcy, a może nawet bardziej. Według pogłoski zebrał bowiem całkiem pokaźny majątek, który teraz stał się łupem hordy, podczas gdy on sam musiał schronić się w tych niedostępnych kazamatach dla ochrony tak przed demonami, jak ludźmi.
- Powiedz mi jeszcze, z czystej ciekawości, co stało się z tą zabójczynią, którą wysłali tutaj nieledwie przed miesiącem. Od tamtego czasu słuch o niej zaginął, a zdaje mi się, że miałeś w tym swój udział.
Nataniel przewiercił go wzrokiem, bezskutecznie.
- Pilnowała drzwi.
Zapadła chwila napiętej ciszy.
- Rozumiem, że nie wykazała chęci ugody – stwierdził w końcu beznamiętnie nekromanta. – Zdarza się. Siostry rzadko zadają sobie trud zbadania wszystkich kwestii. Trudno się zresztą dziwić, jakby mnie zamknęli na pół życia w klasztorze i zamęczali tymi wszystkimi bzdurami też bym pewnie tak skończył – na bladej twarzy wykwitł gorzki uśmieszek. – Ale nie lękaj się, daleko mi do zaślepionego wiarą fanatyka. Jak już wspominałem, jestem tu by zająć się tą całą plagąâ€¦ A sądząc ze stanu siostry – jego głos nawet nie zadrgał, – jestem skłonny zaproponować ci współpracę. Bądź łaskaw zaniechać tego spojrzenia, jestem strażnikiem równowagi, nie katem i dostrzegam subtelną różnicę między demonologią i splugawieniem – na bladej twarzy po raz kolejny wykwitł niewyraźny uśmiech…

Drzwi rozchyliły się po raz kolejny. Miarowym krokiem z rękoma założonymi na plecach wynurzył się z nich nekromanta błądząc myślami w jakimś odległym miejscu. Od czasu, gdy wchodził do tego pomieszczenia przed przeszło dwiema godzinami wiele rzeczy zyskało na jasności. Niestety przyszłość nie była jedną z nich, owszem, ta kreśliła się teraz w jeszcze ciemniejszej tonacji.
Zatrzymał się w połowie korytarza. Jego spojrzenie przyciągnęły wyciągnięte na posadzce zwłoki kobiety, niedawnej zabójczyni. Skóra nie powróciła jeszcze do zwykłej karnacji, a z pleców wciąż wysuwały się zanikające resztki skrzydeł. Nekromanta obejrzał się pytająco na swego towarzysza. Nataniel wykrzywił wargi.
- Mutacje na skutek opętania nie są permanentne i znikają, gdy źródło opuści ciało – mag przerwał na moment próbując zgłębić myśli nekromanty. Jego głos pozbawiony dawnego niepokoju był stanowczy i dość melodyjny. – Jeśli chodzi ci o nią, to nie mogłeś nic zrobić, sukuba nie wypędzisz byle egzorcyzmem, a nawet gdyby ci się udało, jej umysł ofiary uległby nieodwracalnej degradacji. Skończyłaby zapewne z umysłowością czterolatki.
- Nie dało się tego uniknąć?
- Próbowała mnie zabić. Musiałem się bronić.
- Mogłeś spróbować ją spętać, może wprowadzić w śpiączkę, czy letarg, otępić… bo ja wiem, możliwości są nieograniczone.
- Mogłem, ale dałbym jej zbyt wiele czasu. Nie przypuszczasz, jak wiele potrafią zdziałać w ciągu sekundy.
- Wiem doskonale – odparł nekromanta z przekąsem. – Nekromancję również trafia niekiedy na karty sztuk zakazanych. Większości sióstr to nie wystarcza, ale zdarzają się wyjątki… – zawiesił głos napawając się wzbudzoną chwilą napiętej ciszy. – Ale dość o tym, chodź za mną. Pozwolę sobie zaproponować ci gościnę milszą od wilgotnych, ciemnych lochów.
- Prowadź.

Po chwili wynurzyli się spod ziemi na skraju lasu, u stóp niewielkiego, kamienistego wzgórza. Księżyc w pełni nie skąpił przyjaznego, srebrzystego blasku. Nekromanta odetchnął pełną piersią. Piękny krajobraz rozpogodził trochę jego myśli, choć czarne chmury nadal gromadziły się w jego duszy nad widmami przyszłych wydarzeń. Demonolog także nieco się rozpogodził, brwi jednak wciąż miał ściągnięte, a wzrok rozbiegany, lustrujący wszystko dookoła. Coś nadal go niepokoiło.
„Cośâ€ także błogosławiło piękną pogodę, dzięki której postacie magów były widoczne jak na dłoni. Albo raczej błogosławiłoby ją, gdyby jego myśli nie były zaprzątnięte samym faktem obecności owych dwóch czarnoksiężników w jednym miejscu i czasie. Fakt ów był bowiem wielce niesprzyjający, choć nie nieoczekiwany. Obserwator bowiem należał do tych, którzy zawsze spodziewają się zdrady. Zawsze i wszędzie…


Oceń materiał: Ocena: 4.57 (7 głosów).


Zgłoś błąd.



Feniks z Popiołów - czekamy...
Niniejsza strona jest częścią Wortalu Phoenix, znajdującego się aktualnie w stanie hibernacji. Kliknij na powyższy link by dowiedzieć się więcej.
Vgroup portfolio, agencja interaktywna - tworzenie portali internetowych, stron www, sklepow, CMS oraz grafiki  web 2.0
© 2002-2014 Imperium Diablo • Wszystko o grach Diablo 3, Diablo 2 i Diablo 1. All trademarks referenced herein are the properties of their respective owners. All rights reserved.