diablo 3

Opowiadanie: Pomoc

Ostatnia modyfikacja: 20.08.2015. Utworzono: 18.08.2015

Opowiadanie konkursowe o tematyce nawiązującej do gry Diablo 2 oparte na podstawach fabuły oraz świata stworzonych przez Blizzard Entertainment, Inc. i Blizzard North.

Tytuł: „Pomoc”

Autor: Rafał Czarnecki

Część I: Pustynia

Dzień zbliżał się ku końcowi, słońce ostatnimi promieniami skrzyło się na horyzoncie, lekki wiatr choć suchy i wypełniony pyłem przyjemnie smagał twarz gwardzisty. Kolejny dzień służby zapowiadał się tak samo nużąco-spokojny. Pogoda nie zmieniała się już od kilku tygodni, a każdy kupiec wiedział, że podróż przez pustynię w tych warunkach może skończyć się zanim dotrze do celu. W letnich miesiącach w Lut Gholein nie pojawiały się karawany z zachodu, a statki z Kadżystanu również rzadziej zawijały do portu nie mogąc wymieniać towarów transportowanych przez Przełęcz Łotrzyc. Najwspanialsze miasto po tej stronie morza, serce pustyni, pomyślał gwardzista, zawsze zaczyna bić słabiej kiedy przychodzą upały jakby wiedziało, że nie ma sensu nadwyrężać własnego zdrowia, dając wytchnienie mieszkańcom i przede wszystkim strażnikom, którzy nie muszą być tak mocno wyczuleni na rabusiów kryjących się w zwyczajowym tłumie.

Jako dowódca gwardzistów w pałacu magistra oraz zwierzchnik strażników w Lut Gholein, Kasim mógł pozwolić sobie na zasępienie w ten piękny letni wieczór. Był on wysokim dobrze zbudowanym mężczyzną w sile wieku. Nosił długą tunikę na której nałożona była krótka dobrze dopasowana kolczuga. Na głowie nosił zwyczajowy chroniący przed upałem turban w kolorze głębokiego szkarłatu barwiony karminem wytwarzanym z pustynnych rojów. Na pierwszy rzut oka, wielu młodych podrostków mogłoby pozazdrościć mu siły i sprawności oraz chwalonych w karczmianych pieśniach wyprawach. Jedynie spostrzegawczy obserwator mógł zobaczyć w jego oczach ból i smutek, wynikające z długiego doświadczenia jako żołnierza. Wojownik już dawno temu odłożył swoją wielką gizarmę zwaną zarówno przez sprzymierzeńców jak i wrogów Zagładą. Teraz jego drzewcem stały się rozkazy, a ostrzem wszyscy ekwipujący się w miejskim arsenale. Jedynie przy pasie nosił przytroczoną krótką lecz piekielnie ostrą poingardę, która na szczęście częściej służyła mu do filetowania i krojenia ryb niż ludzi i potworów. Tak, przypomniał sobie stojąc na pałacowym tarasie, na którym służba zapaliła już pochodnie, patrząc w głąb na zasnutą cieniami wydm pustynię, minęło czternaście lat. Czternaście długich lat od wyprawy w poszukiwaniu śladów grobowca wielkiego maga Tal Rasha. Chociaż od zakończenia wojny z Mroczną Trójcą wszystkie wypaczone demony zaszyły się w grobowcach i piaskach pustyni, a dzieci znają je tylko z historii, którymi straszą je matki kiedy są nieznośne, Kasim pamiętał ich wygląd. Co noc kiedy próbuje zasnąć, zamyka oczy i widzi szarżujące szablokoty i rzezibrzuchy. Latające nad zwłokami towarzyszy piekielne sępy. Zajadające się ich częściowo gnijącymi, a częściowo ususzonymi przez słońce skoczki. Leżąc w łożu wyściełanym satyną i jedwabiem słyszy głosy konających padających pod naporem ciosów. Żaden luksus nie pozwoli mu zapomnieć, żadne bogactwo nie przywróci mu spokoju. Złe wspomnienia przyciągają złe wydarzenia, przypomniał w myśli gwardzista słowa matki. Zdając sobie sprawę że na nieboskłonie nie góruje już słońce tylko lśniący srebrem księżyc, uznał, że czas udać się do pałacowych kuchni.

Chociaż pora kolacji dawno minęła, kucharz znał zwyczaje dowódcy strażników i jak zawsze przygotował dla niego lekki posiłek składający się z pieczonej soli oraz siekanych owoców. Do popicia wybrał kozie mleko, które zarówno pobudzało go i dawało poczucie sytości. Na szczęście kucharz nie był rozmownym człowiekiem co sprawiało gwardziście przyjemność, gdyż po całym dniu wydawania rozkazów lubił wieczorami pomilczeć. Był jednak dobrym obserwatorem, jedząc smakowite danie, patrzył na krzątającą się po kuchni młodą służkę. Już w pierwszym momencie dzięki wdzięcznym, tanecznym ruchom dziewczyny dostrzegł tatuaż na lewym udzie, który powinien ukryć się pod spódnicą. Tatuaże w Lut Gholein nie były popularne z dwóch względów, mogli je nosić tylko mężczyzna, który w walce zabił wroga, jako przestrogę dla innych przeciwników iż jest zdolny do wszystkiego, oraz kobieta która również jest zdolna do wszystkiego, przeważnie w łożu. Kokota w pałacowej kuchni nie była zaskoczeniem. Randżit, zarządca haremu często wykupował od Atmy dziewczyny do pracy w pałacu ze względu na słabość magistra do jędrnych młodych dziewczęcych ciał, a kiedy władca Lut Gholein zajęty był oddawaniu się ukochanym rozkoszom, również zarządca odczuwał satysfakcję mogąc realnie władać miastem.

Nie było to złe, rozkazy Ranżita nigdy nie były wymyśle i wydumane jak to się zdarzało panującemu, szlachetnemu Jerhynowi. Jego rozkazy były proste i konkretne, przy czym nigdy nie dawały furtki dla bezmyślnego okrucieństwa.

Goniec, który przyszedł do kuchni również miał krótkie polecenie. Dowódca Gwardzistów miał natychmiast stawić się w sali poselskiej. Wezwanie o tak później porze nie mogło oznaczać niczego dobrego. Jednak służba to służba, Kasim szybko dopił mleko i żwawym krokiem udał się do wskazanego pomieszczenia. Kiedy wszedł do środka nie był zaskoczony. W sali na ławie władcy zasiadał nie magister, chędożący pewnie jakąś dziewkę z zastrzeżeniem, że nawet jak płonie miasto nie wolno mu przeszkadzać, tylko Randżit. Poniżej podwyższenia stało trzech gości. W środku odziany w pozłacaną pancerną płytówkę z niebieskim płaszczem do kostek na którym wyhaftowany został złoty lew w koronie, będący herbem Kurast, stał około dwudziestoletni mężczyzna, chociaż próbował robić tęgą poważną minę jego oczy zdradzały młodzieńczy zapał i ekscytację. Po bokach zaś stało dwóch tak samo odzianych w napierśniki oraz długie niebieskie tuniki rycerzy. Tym co było dla nich charakterystyczne były przerzucone przez ramię okrągłe puklerze oraz przypięte do pasa pochwy z krótkimi mieczami. Sam ich widok przyniósł ma myśl Żelazne Wilki, grupę najemnych magów-wojowników, którzy zebrali się żeby przepędzić Mroczną Trójcę. Po oczyszczeniu splamionego miasta i odbudowaniu struktur państwowości w Kurast wybrano króla, którym został jeden z legendarnych bohaterów Regulus. Po rozpoczęciu swoich rządów przekształcił on najemników w regularne wojsko chroniące miasto i święte ziemie Kadżystanu.

Dowódca gwardii pałacowej wyczuł, że poselstwo wysłane o tej porze roku nie może mieć nic wspólnego z prośbą o obniżenie ceł nakładanych na Karawele i karawany. Złe wspomnienia przyciągają złe wydarzenia. Już drugi raz dzisiaj targnęła nim ta myśl. Tym razem jednak, aż dreszcze przeszły mu po plecach, a żołądek skurczył się w oczekiwaniu na rozwój wydarzeń.

-Witaj Kasimie, dowódco gwardii pałacowej oraz straży miejskiej – zagrzmiał swoim głębokim chociaż łagodnym w tonie głosem Randżit. - Przepraszam za wezwanie Cię o tak późnej porze, jednak nasi goście z Kurast twierdzą, że nie ma czasu do stracenia. Tak więc proszę zbierz swoich najlepszych ludzi, jutro skoro nastanie świt wyruszycie na pustynię.

Zdziwienie gwardzisty nie uszło uwadze posła. Odwrócił się lekko a w jego oczach ekscytacja zaczęła ustępować miejsca dzikiej egzaltacji. Zapiszczał tak jak nie powstydziłaby się niejedna panienka w sypialni Jerhyna, ale to co powiedział całkowicie odwróciło uwagę od sposobu wymowy.

-Witaj Panie – zwrócił się do Kasima – Jestem Marakk, a to moi giermkowie Raldin i Telash. Przybyliśmy do Lut Gholein z rozkazu świętego Regulusa, króla Kurast. Przekazał nam rozkaz żebyśmy odnaleźli jego dawnego kompana Antaresa, który po wojnie z Mroczną Trójcą podobno osiedlił się w Lut Gholein. Twój wielmożny magister powiedział nam, że udzielisz nam wszelkiego potrzebnego wsparcia.

Kasim już nie tylko zdziwiony ale i skonsternowany od razu wychwycił dwie

nieprawidłowości w wypowiedzi Marakka. Po pierwsze Randżit nie był żadnym magistrem, a zarządcą. Po drugie legendarnego nekromanty Antaresa nie było w Lut Gholein.

Już dawno temu opuścił pałac. Gwardzista pamiętał ten dzień zbyt dobrze, pamiętał grozę i strach które go wtedy wypełniały. Pamiętał dwie dziewczynki, jedna była jeszcze w powijakach, zabrane przez starca parającego się bezczeszczeniem zwłok. Zarządca haremu też musiał to pamiętać.

Czas na mnie - powiedział zmęczonym cichym głosem nekromanta.

Już chcesz nas opuścić – zapytał zaskoczony magister - goszczenie Ciebie to dla nas zaszczyt.

Mówisz tak, bo nie masz wyboru, a ja wiem co mówią ludzie w mieście. Bohater a niech go piekło pochłonie. Grosza to zaraza od tych demonów, które były na pustyni.

Jakże to tak! Wskaż mi kto to mówił, a ja już znajdę sposób żeby cofnął swoje słowa.

Szlachetny Jerhynie, decyzja zapadła, opuszczę Lut Gholein, ale jeżeli tak zależy Ci na

moim towarzystwie, będziesz mógł mnie odwiedzić. Postanowiłem osiedlić się w Salach Umarłych.

Sale Umarłych? - spytał z przerażeniem Jerhyn.

Tak, to miejsce jest adekwatne do mojego stylu życia, nie uważasz? - z uśmiechem odpowiedział nekromanta.

W takim razie co z dziewczynkami?

Oczywiście pójdą ze mną.

Tą małą jędzę jeszcze bym przebolał, bo to istne diablisko. Jednak nie mogę pozwolić żebyś zabrał niemowlę do grobowca.

Nie będę Cię prosił o pozwolenie magistrze. - powiedział bohater już znacznie wynioślej i chłodniej, aby pokazać kto tu podejmuje decyzje.

Zostaw ją w pałacu. Będzie traktowana jak księżniczka, jakby była moją własną córką. - przeszedł w błaganie Jerhyn.

Przeznaczenie dziewczynek zostało już zapisane na niebie. Wyruszam po zmroku.

Na placu stało czterech żołnierzy wyposażonych w długie bojowe spisy i rohatyny oraz noszący klasyczny mundur wojowników pustyni, piaskowe tuniki oraz proste spodnie z narzuconą na wierzch kolczugą. Każdy miał też karmazynowy turban z szalem chroniącymi przed upałem.

Byli to elitarni gwardziści. Najstarszym będącym w podobnym do Kasima wieku był Frezer weteran bitew miejskich z czasów wojny z Mroczną Trójcą. Dowodził ekspedycją w kanałach oraz wyrżnięciem demonów w haremie kiedy legendarni bohaterowie udali się na pustynię w poszukiwaniu śladów Horadrimów. Kolejno Hizdar i Wahtet zaufani oficerowie ze straży miejskiej oraz polecony przez Randżita ledwo dwudziestoletni Jebali, zwycięzca wielu turniejów sprawnościowych organizowanych w Lut Gholein od czasów pokoju, a pozwalającym się wykazać takim właśnie chłystkom. Od strony stajni stali już przygotowani do drogi posłowie z Kurast. Zgodnie z zaleceniem dowódcy kompanii oraz swoim przewodnikiem Kasimem ciężkie zbroje zamienili na tuniki ze skarabeuszowej skóry podarowane przez zarządcę haremu. Oprócz tego w ich wyglądzie nie zmieniło się nic, Nadal nosili królewskie barwy na tunikach miecze przytroczone do boku oraz pozłacane tarcze. Tylko Marakk posiadał koncerz, wielki dwuręczny miecz przerzucony przez ramię zasłaniający herb lwa na płaszczu. Kasim uśmiechnął się na ten widok, sprawdzając czy i jego Zagłada jest prawidłowo przytroczona do siodła wielbłąda. Pan poseł to nie tylko wygadana żądna przygód bestia, może też okazać się pomocny, pomyślał.

Wyruszyli zanim jeszcze słońce wzeszło całą tarczą nad horyzont. Kasim wiedział, że latem w takich warunkach przeprawa będzie ciężka, ale znał drogę do Sal Umarłych. Już kiedyś tu był, czternaście lat temu wyruszył na pustynię prowadząc czterech bohaterów ku ich przeznaczeniu. Pamiętał każdą zasadzkę demonów i potężne żywioły szalejące na pustynią w tamtych dniach. Pamiętał potężnie zbudowanego niczym kamienna rzeźba Aldebarana barbarzyńcę wybranego przez wieszczów Arreat na obrońcę świata. Jego młodszego brata Fomalhauta również wysokiego jednak dużo szczuplejszego druida za którym jak cienie podążały wilki pożerające zwłoki demonów. Regulusa obecnego króla Kurast, wtedy dopiero co pełnoletniego palladyna biegającego w pogiętej, zbryzganej krwią zbroi i wiecznie nienasyconym mieczem. Antaresa też pamiętał, jednak jego późniejsze wizyty w Lut Gholein oraz profesja rzuciły cień na jego bohaterstwo w czasach wojny. Może wszystko potoczyłoby się inaczej gdyby przyjął ofertę Wysokiej Rady i sam zasiadł na tronie odbudowanego miasta świątyń. Wybrał jednak drogę, która zaprowadziła go jako znienawidzonego potwora wprost do grobowca.

Po dwóch dniach podróży dotarli na miejsce. Wejście do podziemi składało się z dwóch pozostałych w pionie filarów, dzięki którym udało się w ogóle dostrzec, że coś znajduje się na pustyni, oraz częściowo zasypanej piachem czarnej dziury.

Czy to jest to miejsce? - zapytał Marakk.

Tak. Kiedyś był tu trzeci poprzeczny filar podtrzymujący strop z wyrytym napisem

„Sale Umarłych. Żywym wejście wzbronione.” Jednak najwyraźniej został usunięty. Odpowiedział Kasim.

Niekoniecznie usunięty, wiatr go musiał zsunąć. O zobacz tu wystaje spod góry piachu. Dowódca wiedział, że wiatr nie ma mocy przewrócenia tak wielkiej kamiennej belki. Jednak

komentarz zachował dla siebie. Wciągnął tylko w głębokim wdechu powietrze i zakomenderował.

Wchodzimy.

Część II: Pałac

Głupi staruch. Mędrzec i bohater, a cholera by go strzeliła! Obcuje z dzieckiem to i zachowuje się jak dziecko. Pomyślała. Była już dorosłą kobietą, mistrzem sztuk tajemnych. Tworzyła najlepsze trucizny po tej stronie bliźniaczych mórz. Podobno. To właśnie powiedział Antares, kiedy postanowił zakończyć jej edukację z zakresu nekromancji. Po osiągnięciu pełnoletności nie musiała już słuchać wykładów na temat anatomii, demonologii i ezoteryki. Teraz jej zadaniem było przekształcenie teorii w praktykę na drodze własnych niezależnych badań. Brzydząc się ożywianiem w każdej postaci, Helkath doszła do perfekcji w umiejętnościach panowania nad truciznami oraz ogniem za co niejednokrotnie w trakcie pokazów była chwalona gromkimi brawami przez legendarnego bohatera wojny z Mroczną Trójcą oraz jego młodszej uczennicy. Możliwość spopielenia i zamroczenia golemów, szkieletów i wypłoszonych z głębi krypt demonów jednak cały czas nie dawała jej satysfakcji. Chciała poczuć czym jest prawdziwa walka, o której niejednokrotnie wspominał popadający w sentymenty przeszłości nekromanta. Chciała też w końcu zobaczyć świat, opuścić dom będący jednocześnie więzieniem bez wyjścia. Tylko mistrz znał sekretne inkantacje pozwalające na otworzenie teleportów na zewnątrz pałacu. W czasach kiedy była młodsza zabierał ją, zarówno na równiny Zachodniej Marchii oraz do dżungli Kedżystanu, żeby pokazać jej występujące gatunki roślin i zwierząt. Zawsze jednak trzymali się na uboczu, z dala od ludzkich osad. Teraz chociaż posiada dużo większą moc mogłaby zaryzykować ucieczki. Nawet teleportując się na pustynię dałaby radę przeżyć. Niestety mogła to pozostawić w strefie domysłów. Antares całą wychowawczą uwagę skupił na jej młodszej siostrze, przynajmniej tak ją nazywała, gdyż nie było między nimi podobieństwa. Helkath była niewysoką czarnowłosą dziewczyną o oczach wypełnionych płynnym złotem, które w zależności od jej nastroju potrafiły zalśnić niczym najczystszej postaci metal lub jarzyć się jak roztopiony kruszec. Nosiła standardowy nekromancki strój składający się białej koszuli oraz skórzanej opinającej kamizelki i spodni nienagannie podkreślających jej walory. Resha natomiast była blondynką o mysich oczach. Jak przystało na jej dziewczęcy urok nosiła włosy do pasa zawsze zaczesane na pojedynczy warkocz. Temperamentem też odstawała od starszej uczennicy, zawsze potrafiła zachować powagę i skupienie na wykładach co było z aprobatą komentowane przez nekromantę, który dziwnym trafem przy okazji pochwały lubił wspomnieć o niefrasobliwości i roztargnieniu Helkath. Przez lata Antares był opiekunem i nauczycielem dziewczynek. Nigdy nie kazał mówić do siebie mistrzu lub panie jak często tytułowali go władcy miast i krain, które przemierzali tuż po wojnie. Lubił określenie „dziadku”. Wychowana od niemowlęcia w pałacu Resha mówiła to z pełnym zaufaniem jakby była jego prawdziwą wnuczką. Dorastająca Helkath często używała tego określenia z nutą sarkazmu w głosie lubiąc modyfikować to określenie o barwne epitety i gry słowne. Ostatnio jej wola buntu i wydostania się z klatki wzrosła do tego stopnia, że przy każdej nadarzającej się okazji syczała przez zęby przezwisko „stary zniedołężniały pryk”, co brzmi prawie jak inkantacja najokrutniejszej znanej klątwy.

Wszystko zmieniło się w dwa dni po drugiej letniej pełni. Antares porzucając swój zwyczajowy miły i ciepły ton poprosił Helkath o rozmowę. Samo to, że swoje oczko w głowie, utalentowaną następczynię pozostawił pod opieką grupy szkieletów nie wzbudziło jej podejrzeń.

Często tak czynił kiedy był zajęty własnymi badaniami lub opuszczał pałac w celu zdobycia produktów niezbędnych do przetrwania żywym. Tym co wzbudziło niepokój był to, że to właśnie jej postanowił poświęcić swoją uwagę. Wyraz jego twarzy nie pozostawiał złudzeń, to o czym chciał porozmawiać nie dawało mu spokoju. A fakt, że zdecydował się to prywatnie przekazać uczennicy nie wróżyło niczego dobrego.

Chociaż staram się nie zwracać na to uwagi, zauważyłem że jesteś już dorosła Helkath – zaczął trochę niepewnie legendarny bohater, a nic nie wskazywało na to, że kolejne słowa będą łatwiejsze – wiele się zmieniło.

Możesz mówić jaśniej stary pryku – syknęła w odpowiedzi.

Lata mojej siły dawno przeminęły, a czasy które się zbliżają wymagają siły, młodzieńczej siły.

Jeżeli chcesz się przekonać czy jestem dostatecznie silna możemy się zmierzyć w każdym momencie.

Poza siłą ważny jest też rozsądek. Może nawet ten drugi jest ważniejszy. Uznaj to za kolejną ostatnią już lekcję.

Chyba nie chcesz mi się tu zwinąć? - zapytała zszokowana – Dziadku.

Nie martw się dziecko pożyję dostatecznie długo, żeby przekonać się czy to małe diablisko, które w tobie siedzi zostało stłumione.

Jednak nie w tym rzecz – dodał miarkując powoli każde słowo jakby chciał przygotować uczennicę na wiadomość bardziej szokującą od wywróżenia daty własnej śmierci. - Jak już wspomniałem zbliżają się trudne czasy. Skontaktował się ze mną stary przyjaciel. Hehe...

co prawda jest zbyt ważną personą, aby przybyć osobiście. Jednak przysłał tu poselstwo.

Jak to?! Do pałacu?! - wykrzyczała zarówno z podniecenia jak i strachu Helkath.

Bramy naszego domu powinny być otwarte dla przyjaciół, nie sądzisz?

Szkoda tylko, że są zamknięte dla domowników.

W tym właśnie rzecz. - odpowiedział na zaczepkę, tym razem aż nazbyt przyjaźnie nekromanta. - Potrzebuję godnego reprezentanta w tym świecie. Takiego który opanował sztuki i wiedzę mistyczną, a przede wszystkim jest rozsądny. Ja jestem za stary, a czas Reshy jeszcze nie nadszedł.

Hah, czyli traktujesz mnie jako jedyne rozwiązanie. Nie najlepsze, ale jedyne.

To nie są moje słowa dziecko. Musisz nabrać ogłady to fakt, ale możesz to zrobić jedynie przebywając wśród ludzi.

Nekromanta na chwilę się zasępił, a mogło to oznaczać, że szukał czegoś w pamięci. Często tak robił kiedy opowiadał przygody z własnej młodości, a raczej przeszłości gdyż młoda nekromantka nie mogła sobie wyobrazić, żeby ten starzec był kiedyś młody.

Jak pamiętasz z lekcji historii – zaczął jakby wybudzony z transu – w wojnie przeciwko Mrocznej Trójcy stałem się bohaterem, przynajmniej tak mówią pieśni, ale nie byłem sam. Dwóch moich towarzyszy Aldebaran oraz Fomalhaut odeszło w nieznanym kierunku po zniszczeniu Kamienia Świata. Uważali, że zawiedli jako obrońcy świętej góry Arreat. Regulus natomiast otrzymał wszelkie należne profity jako bohater i został mianowany królem odbudowanego Kurast. Pamiętam go z naszego ostatniego spotkania. Dzień przed pasowaniem, zarzekał się, że zrezygnuje z zaszczytu na moją korzyść, a sam pozostanie u boku jako gwardzista. Wtedy wiedziałem, że nie ma w nim pychy i wyniosłości, a decyzja którą podjąłem była słuszna. Tego dnia obiecałem mu też, że jeżeli kiedykolwiek postanowi zwrócić się do mnie po pomoc lub radę nie odmówię mu.

I jak zgaduję poselstwo wymaga od ciebie tej pomocy?

Tak.

Dlaczego więc ja? Raczej nie nadaję się na doradcę króla.

Posiadłaś taką samą wiedzę jak ja z zakresu sztuki magicznej, a obawiam się, że te

umiejętności przydadzą ci się bardziej niż słowa.

Powiesz mi w takim razie co się dzieje tam na zewnątrz?

Stało się to czego od dawna się obawiałem. Demony podniosły się po klęsce, którą odniosły czternaście lat temu.

Hmm... to niewiele.

Reszty dowiesz się w drodze do Kurast. Tam podejmiesz decyzję, co zamierzasz dalej zrobić. I pamiętaj moje dziecko, ufam ci.

Nadszedł więc czas kiedy Helkath musiała opuścić pałac, więzienie, dom. Zawsze tego

chciała, jednak odczuwała strach przed nieznanym ogromnym światem. Do tego zbliżała się wojna z demonami, w której miała odegrać swoją rolę. Nie wiedziała jeszcze jak wielką. No cóż, trzeba się dobrze przygotować. Pomyślała.

Część III: Grobowiec

Zejście do krypt z rozgrzanej słońcem i palącej piaskiem pustyni, było dla nich miłą odmianą. Wytchnienie które dało im wilgotne, wychłodzone podziemne powietrze, szybko zamieniło się w niepokój. Już po kilkudziesięciu krokach światło od wejścia pozostało jedynie bladą plamką, a głosy pozostawionych przy koniach i wielbłądach Hizdara i Wahteta ustąpiły miejsca lekkiemu strzelaniu iskier na pochodniach. Żaden członek grupy ekspedycyjnej nie odważył się do tej pory odezwać jakby bojąc się, że jego głos zostanie skradziony przez echo. Szli w tym milczeniu przez korytarze Sal Umarłych nasłuchując głosów mogących świadczyć o niebezpieczeństwie jednak jedyne co im odpowiadało było szuranie ich własnych butów. Kasim pamiętał, że na pierwszym poziomie znajdowały się tylko izby ofiarne, do których w dawnych czasach przynoszono dary dla przodków, aby chronili żywych swoim błogosławieństwem. Krypty z grobami znajdowały się na drugim poziomie. Schodząc tam dowódca zauważył pierwsze ślady aktywności nieumarłych. Rozrzucone po komnatach kości, wyżłobione od ostrych przyrządów ściany oraz zaschnięta na posadzce krew przywodziła na myśl wspomnienie bitwy ze żmijoszponami. Chociaż przerzucona przez ramię Zagłada reagowała lekkim metalicznym zimnem na aurę magiczną unoszącą się w powietrzu, żadne zwłoki nie postanowiły wstać i zaatakować. Stary gwardzista zaczął się zastanawiać. Czy nekromanta wie, że jego kompania się zbliża? Czy przygotował zasadzkę na nieproszonych gości, dlatego nie raczy okazywać im uwagi wykorzystując własnych umiejętności?

Z zamyślenia wyrwał go głos idącego na czele grupy Jebaliego, który stanął przed zabarykadowanymi drzwiami.

Kapitanie, czy to jest na pewno dobra droga?

Jak śmiesz kwestionować kompetencje dowódcy chłystku. - odwarknął Frezer. - On prowadził tymi korytarzami bohaterów kiedy ty jeszcze na robale mówiłeś bobaki, a spod nosa wyrastały ci mleczne wąsy.

Spokojnie żołnierze – skarcił krótko Kasim – nie chcecie chyba, żeby nasi przyjaciele z Kurast, pomyśleli, że w naszej gwardii nie ma dyscypliny. Bądźcie tak mili i przesuńcie kamień.

Po chwili wysiłku skruszałe kamienne drzwi osunęły się, a powiew stęchłego powietrza z podziemi zachwiał płomieniem pochodni. Przed grupą rozciągnęły się kolejne schody prowadzące w nieprzeniknioną ciemność. Dowódca pamiętał to miejsce, przez co do granic wzmogła się jego czujność pobudzona adrenaliną. To co zobaczyli po zejściu przekroczyło jednak wszelkie oczekiwania. Ostatni poziom okazał się labiryntem złożonym z kości i kawałków zardzewiałych metali, które kiedyś były zapewne częściami oręża i pancerzy. Im głębiej przesuwali się w przód tym trudniej było utrzymać kierunek prowadzący do sali w której niegdyś znajdował się

najpotężniejszy artefakt Horadrimów. Kiedy w końcu udało im się dotrzeć, Kasim nie potrafił zebrać myśli. Zeszli tu do podziemi, a komnata była pusta. W tym miejscu miał zamieszkać nekromanta po opuszczeniu Lut Gholein, jednak nic nie wskazywało na to, że ktokolwiek osiedlił się tutaj choć na chwilę. Kapitan nakazał zapalić stare pochodnie znajdujące się w równych odstępach na ścianach po prawej i lewej stronie. Chciał dokładnie przyjrzeć się pomieszczeniu i znaleźć jakąś wskazówkę, która mogłaby pomóc w odnalezieniu obecnego miejsca pobytu Antaresa. Tak też się stało. Światło odbijające się po sali sprawiło, że zauważył połysk w tym samym miejscu gdzie kiedyś znajdowała się kostka transmutacyjna. Ołtarz na którym leżała teraz był rozłupany na pół, a w zagłębieniu znajdowała się zakurzona tarcza. Kasim ruchem ręki przetarł szczyt na którym wyryte zostały runy tworzące słowo Vexohmistdol.

Co to może znaczyć? - pomyślał na głos.

Wygnianie – szybko przetłumaczył z języka runów na współczesny Marakk.

Zanim echo jego słów zdążyło odlecieć w labirynt korytarzy. Tarcza zaczęła wibrować

wydając z siebie niezwykle silny pobrzęk. Nie starczyło dwóch mignięć okiem, a przed grupą przybyłą do podziemi pojawił się krępy żelazny golem, którego oczy lśniły półprzezroczystym błękitem. Kolorem, który Kasim znał bardzo dobrze obserwując techniki nekromanty. Przywołaniec stał przez chwilę nieruchomo tak jakby próbował ogaronąć całą przestrzeń komnaty. W pewnym momencie drgnął, co było dla gwardzisty sygnałem do wzmożonej czujności. Wiedział, że chociaż potwór na to nie wygląda jest śmiertelnie niebezpieczny. Ten jednak nie zaatakował. Zamiast tego przemówił jakby z wnętrza pustego korpusu znajomym ciepłym głosem.

Witajcie przybysze. Udało wam się aktywować mojego stworka. Gratuluję!

Dziękujemy legendarny bohaterze, władco istot nieumarłych... - zaczął Marakk.

Och! Pozostawcie konwenanse dla zadufanych wielmożów tego świata. Jaki jest powód waszego przybycia?

Przysyła nas, król Kurast i twój dawny kompan, Regulus. Potrzebuje on twojej rady i siły.

Obiecałem mu, że zawsze otrzyma ode mnie pomoc, jeżeli tylko poprosi. Tak więc chłopcze co się stało?

Marakk jak przystało na pasowanego posła, nawet w rozmowie z pustym korpusem zachował powagę swojej misji i dokładnie wyjaśnił cel podróży. Reszta kompanii pozostała na uboczu nie przerywając wymiany zdań między posłem któremu tekst dyktował król, a marionetką za której pomocą przemawiał nekromanta. Były to informacje najwyższej rangi, których poseł nie chciał zdradzić nawet zarządcy Lut Gholien, stąd Kasim wiedział, że nie są również przeznaczone dla niego. Jednak echo dało radę przenieść przez salę pojedyncze słowa, takie jak demony, wojna i zdrada. Po niedługim czasie golem zaczął konwulsyjnie drgać, tym razem jednak rozpadając się na bliżej nieokreśloną masę metalu. Marakk podszedł do kompanii i przekazał z zawiedzeniem w głosie krótki rozkaz. - Mamy czekać. Pochodnie powoli dogasały tworząc w komnacie półmrok, gwardzista martwił się co będzie kiedy wszystkie się wypalą, a Antares nadal nie da odpowiedzi. Nie zdołają wrócić na powierzchnię.

Po około trzech godzinach w komnacie znowu rozbrzmiał nienaturalny odgłos. Nie miał on jednak nic wspólnego z wiązaniem cząsteczek metalu. Był to odgłos idealnie oddający efekt świetlny tworzącego się na ścianie owalu. Niezaprzeczalnie był to portal. Zanim grupa zdążyła podnieść się z prowizorycznie ugniecionych w piasku legowisk z świetlistej dziury w ścianie wyszły dwie postaci. Pierwszy szedł pewnym, aczkolwiek delikatnym krokiem Antares. Kasim mógłby przysiąc, że zarówno w ubiorze jak i w wyglądzie ostatnie czternaście lat nie odcisnęło na nim żadnego piętna. Tuż za nim poruszała się jak cień niezwykłej urody dziewczyna, będąca kopią nekromanty zarówno w ubiorze jak i sposobie poruszania się.

Panowie posłowie – przemówił radośnie bohater – chociaż sam nie mogę ruszyć z wami w drogę, znalazłem idealne rozwiązanie, aby przysłużyć się naszemu królowi. Oto moja uczennica Helkath, ma umiejętności i wiedzę porównywalne z moimi i wierzę, że będzie

w stanie godnie mnie zastąpić.

Ta dziewczyna? - warknął Marakk - panie przecież rozmawialiśmy!

Aha, widzę że wasze pochodnie dogasają. Jeżeli nie chcecie, abym z wami ruszyła możecie równie dobrze tu zdechnąć i dołączyć do sterty kości.

Nie tak ostro moja droga. - zaśmiał się Antares – Panowie z Kurast pewnie nie pamiętają w jakim wieku był ich wspaniały władca kiedy ratował świat.

Dziadku, Panowie z Kurast chyba sami nie zauważyli, że więcej włosów masz ty w uszach niż oni na brodach. - prychnęła Helkath wymownie spoglądając na osłupiałego Marakka.

Kasim zauważył, że komentarze młodej nekromantki ostudziły płomień entuzjazmu w oczach posła, a rozpaliły na jego policzkach. Gdyż oblał się pełnym wstydu rumieńcem. Dziewczyna nie wyglądała na zakłopotaną tą sytuacją, wręcz czerpała z niej przyjemność. To była kolejna wspólna cecha, łącząca ją z nekromantą, który cały czas trzymał lekko uniesione koniuszki warg na kształt niewinnego uśmiechu.

Więc tak wygląda pomoc, którą otrzymaliśmy. Podróżowanie z nią może przynieść wiele ciekawych przygód. Pomyślał i sam lekko się zaśmiał.



Oceń materiał: Ocena: 5.27 (11 głosów).


Zgłoś błąd.



Feniks z Popiołów - czekamy...
Niniejsza strona jest częścią Wortalu Phoenix, znajdującego się aktualnie w stanie hibernacji. Kliknij na powyższy link by dowiedzieć się więcej.
Vgroup portfolio, agencja interaktywna - tworzenie portali internetowych, stron www, sklepow, CMS oraz grafiki  web 2.0
© 2002-2014 Imperium Diablo • Wszystko o grach Diablo 3, Diablo 2 i Diablo 1. All trademarks referenced herein are the properties of their respective owners. All rights reserved.