diablo 3

Opowiadanie W obliczu szaleństwa 1

Ostatnia modyfikacja: 13.02.2012. Utworzono: 13.02.2012

Rozdział I


Meandry umysłu



W końcu stanęliśmy u wrót prowadzących do miejsca, ku któremu prowadził mnie mistrz. Jedyne co mogłem stwierdzić na pierwszy rzut oka, to fakt, że na pewno nie były to drzwi do jednej z krypt, jakich setki minęliśmy po drodze. Wyglądały solidnie, nawet bardzo jak na tutejsze standardy, jednak czas wyraźnie odcisnął na nich swoje piętno, wydawały się jakby przed wiekami ktoś, lub raczej coś, próbowało dostać się do środka za wszelką cenę, wyraźne wgniecenie na samym środku świadczyło, że była to istota o wielkiej mocy.
- Jesteśmy na miejscu! - Słowa Kostera brzmiały bardzo entuzjastycznie, biorąc pod uwagę kawał drogi jaki musieliśmy przebyć na dotarcie do celu. Nadal nie byłem przekonany co do istoty tej całej "wyprawy".
- Nareszcie... Czy w końcu objaśnisz mi, po co było to wszystko? Co jest za tymi drzwiami? Koster zrobił nieznaczny gest dłonią, ziemia zadrżała w posadach, wrota otworzyły się. kilka skał odpadło ze ścian, podniósł się kurz tak gęsty, że przez moment nie widziałem czubka własnego nosa. Dopiero kiedy kurzawa opadła, przed oczami stanęło mi wielkie pomieszczenie. Chwilę później mogłem zbierać szczękę z podłogi. Nigdy wcześniej nie widziałem takiego bogactwa, drogocenne, złote ozdoby z diamentowymi wykończeniami, odbijały światło pochodni, w taki sposób, że cała sala imaginowała się przed nami wszystkimi kolorami tęczy. Mimo, że widok zapierał dech w piersiach tak silnie, że aż przecierałem oczy ze zdumienia, nie czułem pociągu do tych precjozów, każdy mieszkaniec nekropolii składał śluby ubóstwa i żył skromnie. Miałem tylko, a może "aż" podziw dla takich ilości złota zgromadzonych w jednym miejscu.
- Przejdźmy dalej, to nie złoto chciałem Ci pokazać, wygląda kusząco, ale to nie jest największy skarb tego miejsca.

Sam nie wiem, jaki skarb jeszcze droższy od tego miał na myśli, ja nie potrafiłem sobie wówczas wyobrazić większego, nad osiągnięcie prawdziwej śmierci. Minęliśmy jakieś 10 ton drogocennego kruszcu, nim Koster objawił mi co było celem tego długiego marszu. Weszliśmy do sali przypominającej jakiś rytualny relikwiarz. Stanęliśmy na wielkim, wyrysowanym na ziemi pentagramie, zapłonęły świece na każdym z pięciu ramion. Wokół zapanowała jakaś dziwna aura tajemniczości, świat zaczął mi się rozjeżdżać na wszystkie strony, zaczęło kręcić mi się w głowie i oczy zachodziły mgłą. Nagle zapadła ciemność. Trwała jednak tylko chwilę. Przez tą jedną chwilę, czułem jednak, że wychodzę z siebie. Jak się okazało faktycznie utraciłem kontrolę nad swoim ciałem, to uczucie nie było mi obce, co najwyżej odległe w czasie, już raz to przerabiałem, dziesięć lat temu. Jednak coś było inne, nadal byłem w tym samym pomieszczeniu. Rozejrzałem się, chociaż nie można tego w ten sposób nazwać, raczej zlustrowałem okolicę kawałek po kawałku, widok w tej formie był niesamowity, z początku nie potrafiłem się przyzwyczaić do tak ogromnego zasięgu wzroku, ale po chwili widziałem już wszystko w pełnej formie. Pewny podróżowania poza własnym systemem postrzegania, musiałem jak najszybciej opanować ograniczenia i nowe możliwości tej sytuacji. Widziałem siebie i Kostera, a raczej nasze puste, pozbawione duszy, cielesne powłoki, nieruchomo stojące na środku pentagramu. Bardzo dziwne było, widzieć siebie z innej perspektywy, pływając w eterycznej pustce. Spojrzałem w nasze oczy, były takie strasznie dziwne, czarne, puste. Nagle poczułem w podświadomości jakiś obcy szmer, myśl którą udało mi się rozkodować dopiero po dłuższej chwili poświęconej na skoncentrowanie się.

- Użyj siły woli, aby sterować czasoprzestrzenią, w ten sposób możesz przebywać tam gdzie chcesz i kiedy chcesz. Tak też można kierować również naszym największym wrogiem czasem, zwalniać, przyspieszać, zmieniać swoje położenie w mgnieniu oka, za pomocą własnej wyobraźni. To znacznie wzbogaca twoje możliwości. - Mimo usilnych starań nie potrafiłem skupić się na tyle, by odpowiedzieć, kilka długich chwil minęło nim udało mi się cokolwiek przekazać telepatycznie.

***

- Co się stało? Gdzie my jesteśmy? - Telepatyczne przesłanie tych słów zajęło mi trochę czasu, mimo to cieszyłem się z sukcesu.
- Jesteśmy nadal tam, gdzie byliśmy przed opuszczeniem naszych ciał. To astral. Druga strona świata, który do tej pory był Ci znany wyłącznie z twojej ziemskiej egzystencji. - Odebranie sygnału tym razem nastąpiło natychmiast.
- Więc to świat równoległy? Czuję jakbym już tu kiedyś był. - zapytałem.
- Nie. Ten świat nie istnieje obok naszego wymiaru. On istnieje w nim. Świat składa się z dwóch planów - Materialnego i astralnego. Plan materialny jest Ci znany. Twoje ciało stanowi jego część. Natomiast twoja prawdziwa forma - dusza, jest częścią planu w którym aktualnie się poruszasz. To właśnie astral. Żadna z tych dwóch sfer, nie może na siebie oddziaływać. Opuszczając plan materialny zyskujesz nowe możliwości. Jesteś niczym nieograniczony. Tylko twoja siła woli wyznacza jak daleko możesz się posunąć w swoich działaniach.
- Powiedz mi więcej o astralu.
- Zaiste niewielu ludziom, było dane zetknąć się z tym planem jeszcze za życia. Dla większości, przebywanie tutaj stanowiło tylko epizod przejściowy między zwykłą, pełną cierpienia ludzką egzystencją, a osiągnięciem ostatecznej granicy. Tylko wybrańcy dostąpili zaszczytu jakim jest umiejętność podróżowania między wymiarami. I ty jesteś jednym z nich. Resztę poznasz w swoim czasie. Teraz musimy się śpieszyć. Nie możemy pozostać tutaj zbyt długo - to zbyt niebezpieczne.
- Co mam robić?
- Wiedziałem że zrozumiesz. Skoncentruj się i wyrzuć z umysłu wszystkie myśli, które mogą zakłócić swobodny przepływ energii. Resztę zostaw mnie.
Świat wokół nas zawirował, pośrodku komnaty pojawił się niewielki wir, Koster nakazał mi się nie opierać, i tak nie miałoby to większego sensu. Zostaliśmy po chwili wchłonięci. Otoczyła nas ciemność.

***

Nie minęło więcej niż kilka sekund. Zmaterializowaliśmy się w bliżej nieznanym mi miejscu. Na pewno nie opuściliśmy katakumb. Wyczuwałem silny strumień energii magicznej niedalej niż kilkadziesiąt metrów dalej. Coś jednak ograniczało jego intensywność.
- Gdzie jesteśmy? - zapytałem.
- Tunel czasoprzestrzenny przeniósł nas do komnat arcykapłana. Nie obawiaj się, nawet on nie jest w stanie nas wykryć. Podążaj za mną.
Ściany wręcz opływały złotem a drogocenne rzeźby napotykałem na co drugim kroku. Zbytek którego byłem świadkiem odrzucał mnie i sprawiał, że zaczynałem wątpić. Chciałem to w jakiś logiczny sposób sobie poukładać, ale za chwilę kolejny raz moje przekonania były wystawiane na próbę. Czara goryczy miała się jednak dopiero przelać.
Nim dotarliśmy do miejsca w którym przebywał arcykapłan, minęliśmy kilkanaście strażniczych szkieletów patrolujących okolicę. Mimo to żaden z nich nie wyczuł naszej obecności. Po drodze zajrzeliśmy między innymi do haremu, Mnemeth zgromadził w nim kobiety z różnych zakątków świata. Czytałem o obyczajach władców zachodnich krajów, jednak nigdy bym nawet nie przypuszczał, że zepsucie dotknie jakiegokolwiek wyznawcę Rathmy. Czułem obrzydzenie na samą myśl o arcykapłanie i jego zwolennikach. Zobaczyłem już wystarczająco wiele, by dojrzeć do podjęcia decyzji. Koster nie kłamał, należało siłą przywrócić właściwy porządek. Gniew narastał we mnie z każdą kolejna chwilą spędzoną w tym zbezczeszczonym miejscu.

***

Sam arcykapłan Mnemeth przebywał w swojej prywatnej kaplicy - bardziej przypominała mi ona jednak zamtuz, niż miejsce kultu. Ku naszemu zaskoczeniu, ktoś jeszcze był w pomieszczeniu. Toczyła się tam jakaś rozmowa, postanowiliśmy ją podsłuchać, nie wkraczaliśmy jednak zbyt głęboko do pomieszczenia gdyż Mnemeth mimo słabej powłoki cielesnej mógł łatwo wyczuć zaburzenia aury, a to mogłoby sprowadzić na nas zagładę.
- Więc jutro podczas ceremonii ofiary mam zostać zgładzony? - Pytał arcykapłan, lekko strwożonym głosem.
- Tak! Koster, wraz z gremium niezadowolonych z łamania przez ciebie właściwych obyczajów, chce pozbyć się twojej osoby pod pozorem "odnowienia kultu Rathmy", jakkolwiek niedorzecznie by to brzmiało, zawiązali spisek. Nawet mnie próbowali wplątać w swoje skrytobójcze zamiary - oferowali mi możliwość zastąpienia Ciebie po dokonaniu zamachu. - Drugi głos należał do Kalixa. Natychmiast wyczułem narastający gniew Kostera, jego aura zaczęła się burzyć. Mimo wszystko, wśród chaosu myśli wypływających z jego esencji, udało mi się wychwycić tylko jedno słowo - "Zdrajca!" Tymczasem Kalix kontynuował.
- Nie widzę innego wyjścia Panie. Należy pozbyć się tych wszystkich renegatów. Czystka to jedyne co możemy zrobić.
- Zaiste masz rację Kalixie... - Atak kaszlu, splunięcie - W tobie jedynym pokładam nadzieję, by pozbyć się zagrożenia. Bądź moimi oczyma i rękoma, niech zatriumfuje lojalność, zdradę natomiast wynagrodź stosownie według własnego uznania. Wierzę, że mnie nie zawiedziesz, a teraz idź. W trakcie wypowiadania tych słów, spostrzegłem że Kalix kilka razy się odwrócił. Pomyślałem , że chyba zaczyna coś wyczuwać. Wydawał się również coraz bardziej rozedrgany. Pożegnał arcykapłana, jedynie przed samym wyjściem coś przekazał mu na ucho. To był właściwy moment, aby opuścić ten wymiar i wrócić do swoich ciał.

Chyba Koster pomyślał o tym samym, bo nawet nie spostrzegłem gdy z powrotem byliśmy w tęczowej sali z której rozpoczęliśmy astralną wędrówkę. Przyzwyczajenie się na nowo do świata materialnego nie było proste, zajęło mi chwilkę czasu.
Spojrzałem na Kostera, nie był zdenerwowany - to za małe słowo. W jego oczach widziałem prawdziwą furię, gdy tylko skierował się w moją stronę natychmiast odwróciłem wzrok.
- Widzisz teraz chłopcze, z czym przyszło nam się mierzyć? - Uśmiechnął się lekko, lecz nie było w nim ani krzty radości - uśmiech wyrażał raczej zdegustowanie całą sytuacją.
- Można się było spodziewać - kontynuował - Kalix poczuł, że może upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Najpierw pozbędzie się tych, którzy mogliby stanowić opozycję po objęciu przez niego rządów, a następnie zlikwiduje słabnącego arcykapłana. Musimy ostrzec resztę.
- W jaki sposób? Zanim opuścimy to miejsce minie przynajmniej kilka godzin. - Sytuacja wyglądała fatalnie, mimo to mistrz jedynie zganił mnie wzrokiem za moją niewiarę.
- Nic bardziej mylnego. Podszedł do jednej ze ścian w której znajdowała się dosyć duża nisza przypominająca owal. Wypowiedział kilka słów w niezrozumiałym dla mnie języku, po czym wyrysował palcem w powietrzu okrąg, pokrywający się rozmiarami z niszą w ścianie. Błysnęło jasne światło - otworzył się niewielki portal o jasnozłotym odcieniu.
- Działa tylko w jedną stronę i jest bardzo niestabilny, szybko! Nie wiem jak długo się utrzyma! - Nie musiał mi tego drugi raz powtarzać. Po chwili byliśmy już po drugiej stronie.

***

- Witam w moich skromnych progach! Chociaż nie powiem, zaskoczyliście mnie, z reguły odwiedzający mnie przyjaciele wchodzą drzwiami, ale ta zasada chyba nie dotyczy Ciebie, Kosterze. - Przywitał nas głos Hasphata, zwanego Klątwomiotaczem. Był to postawny mężczyzna w sile wieku, aktualnie delektował się jednym z przygotowanych przez siebie skrętów na bazie ziół. Niektórzy mieli go za lekko stukniętego, co nie przeszkadzało mu być jednocześnie najbardziej cenionym specjalistą, w dziedzinie alchemii i zaklinania. Ponadto, był nauczycielem odpowiedzialnym za ukierunkowanie energii negatywnej. Ci, którzy trafili pod jego opiekę, zyskiwali największą biegłość we wpływaniu na losy innych. Przekleństwo stanowi bardzo potężną broń, wiedza opanowana z tej dziedziny, pozwala wpływać na różnorakie aspekty ludzkiego życia - nawet prowadzić do całkowitej zagłady konkretnej osoby. U Hasphata zawsze można było nabyć dobrej jakości materiały do badań, bardzo często też pomagał radą, gdy ktoś miał jakiś problem, związany z zagadnieniami w których się specjalizował. - Kosterze, po twoim zafrasowanym wyrazie twarzy, wnoszę, że stało się coś niedobrego.
- Gorzej. Kalix nas zdradził. - Z zaskoczenia Hasphat aż połknął niedopałek. Zakaszlał potwornie po czym splunął zieloną plwociną. Wyglądało to dosyć komicznie, jednak w rzeczywistości, sytuacja była dramatyczna.
- Więc co robimy? Zapytał hasphat gdy tylko doszedł do siebie?
- Musimy opuścić katakumby, jak najszybciej. - Zasugerował Koster.
- Zwołam pozostałych, wy idźcie szybko do siebie, zbierzcie najpotrzebniejsze rzeczy. Spotkamy się u mnie najdalej za godzinę.
Czas uciekał, nie zwlekając natychmiast ruszyliśmy przygotować ekwipunek na drogę.


Prolog /\ Rozdział 2.


Oceń materiał: Ocena: 5.86 (7 głosów).


Zgłoś błąd.



Feniks z Popiołów - czekamy...
Niniejsza strona jest częścią Wortalu Phoenix, znajdującego się aktualnie w stanie hibernacji. Kliknij na powyższy link by dowiedzieć się więcej.
Vgroup portfolio, agencja interaktywna - tworzenie portali internetowych, stron www, sklepow, CMS oraz grafiki  web 2.0
© 2002-2014 Imperium Diablo • Wszystko o grach Diablo 3, Diablo 2 i Diablo 1. All trademarks referenced herein are the properties of their respective owners. All rights reserved.