diablo 3

Opowiadanie Zapomniana Przysięga 2

Ostatnia modyfikacja: 30.09.2007. Utworzono: 24.08.2007

Pierwszym, co zarejestrowała Senthis, był palący ból w głowie. Pomasowała ją rękoma, po czym otworzyła oczy. Ku swemu zdumieniu odkryła, że znajduje się w jakimś pomieszczeniu, nie będącym wiele większym od jej tawernianego pokoju, jednak dość bogato wystrojonym. Sama siedziała w wygodnym, skórzanym fotelu, zaś naprzeciw niej spoczywał swobodnie jakiś mężczyzna, wpatrując się w nią uważnie. Miał poważną, smukłą twarz, opatrzoną sumiastym wąsem i krótką, zadbaną bródką. Odziany był w porządne, nieco krzykliwe i ekstrawaganckie ubranie, wskazujące na ważną pozycję.
-Witaj, Senthis - zaczął przyjaźnie i z uśmiechem - wreszcie się spotykamy.
-Więc masz nade mną przewagę, gdyż ja nic o tobie nie wiem - odparła czarodziejka.
-Wybacz me maniery - przeprosił mężczyzna, skłaniając się nisko - jestem Carylith, przywódca... nieoficjalnej organizacji. Nie gniewaj się proszę za niezbyt subtelna inicjację spotkania, jednak jeśli chcemy pozostać nieoficjalni, nie możemy ujawniać lokalizacji naszej siedziby.
-Czemu zawdzięczam zaszczyt jej oglądania? - spytała Senthis, wywołując chichot ze strony mężczyzny.
-Widzisz, mam podstawy twierdzić, iż możemy sobie nawzajem pomóc - odrzekł Carylith - wiem o twym... delikatnym problemie z pewnym nekromantą. Spokojnie, sprawa pozostanie miedzy nami - zapewnił zdumiona kobietę - ... jeśli zgodzisz się współpracować.
-Nie dajesz mi zbytniego wyboru - rzekła oschle czarodziejka - co jednak mnie powstrzyma przed zabiciem cię tu i teraz błyskawicą?
Wzdrygnęła się, czując wąskie ostrze sztyletu rysujące czerwona linię na jej podbródku.
-Ja - dobiegł zza niej zimny, wrogi głos.
-Och, daj spokój, przyjacielu, straszysz naszą przyszłą współpracowniczkę - kobiecie nie umknęła nuta pewności w głosie Carylitha, jednak była ona usprawiedliwiona.
-Jak zatem ma owa współpraca wyglądać? - spytała Senthis.
-Cieszę się, że się zgadzamy - rzekł z uśmiechem mężczyzna - widzisz, jestem zainteresowany sztyletami używanymi przez wyznawców Rathmy. Jednak oni niezbyt chcą się z nimi dobrowolnie rozstawać. Najwyraźniej nadarzyła się właśnie okazja, aby takową broń zdobyć. Mamy zdaje się sposób na zaskoczenie naszego przyjaciela i jednoczesne pozbycie się go.
-Gratuluję - powiedziała Senthis - do czego zatem jestem ja jestem wam potrzebna?
-Cóż, dysponuję tylko dwoma magami, pozostali są chwilowo niedysponowani. Aby wykonać nasz plan potrzebuję trzech osób obdarzonych magicznymi mocami.
-Na czym polega twój plan? - spytała czarodziejka, zaś w jej wnętrzu rozpaliła się iskierka nadziei.
-Wpierw z twoja pomocą, ponieważ widziałaś nekromantę, jeden z moich pomocników zlokalizuje jego położenie. Następnie przeniesiemy się tam, zaś inny uczesnik akcji, posiadający moce kapłańskie, zniszczy nekromantę i jego ewentualne sługi.
-Brzmi prosto. Jednak jeśli któryś z twoich ludzi podsłuchał mą rozmowę z druidem, jak mniemam, zdajesz sobie sprawę, iż nie będzie to łatwy przeciwnik, czyż nie?
-Spokojnie, nic nie zostawiamy przypadkowi. W razie niepowodzenia, w co szczerze wątpię, będzie na nas czekał potężny krąg, do którego będziemy mogli się błyskawicznie przenieść. Bez obaw - zapewnił kobietę - żadne zaklęcia rozpraszające nie powstrzymają jego magii.
Senthis zawahała się. Słyszała o takich kręgach i rzeczywiście były one potężne. Jednak nie można było zapominać, że Hiudrit znalazł sposób, by powrócić z samej otchłani. Kto wie, jakie jeszcze niespodzianki mógł mieć w zanadrzu?
-Dasz mi czas do namysłu? - spytała czarodziejka, spodziewając się jednak odpowiedzi.
-Och, jak najbardziej - odparł ku zaskoczeniu kobiety Carylith - jednak wróć do nas przed zmierzchem, czas raczej nie gra na naszą korzyść - wręczył czarodziejce mały kamień - to pozwoli ci się przenieść do naszej siedziby. Zatem do zobaczenia, hm?
Zanim czarodziejka zdążyła odpowiedzieć, świat dookoła niej zawirował, zaś ona sama znalazła się koło swojej tawerny. Najwyraźniej jej nowi wspólnicy obserwowali ją już od jakiegoś czasu. Wzruszyła ramionami i weszła do środka, kierując się od razu do swego pokoju. Weszła po schodach i uważając na próg wkroczyła do pokoju. Zamknęła drzwi. Odwróciła się, unosząc głowę... po czym wrzasnęła z przerażenia. Z sufitu zwisały ludzkie zwłoki, obdarte ze skóry za wyjątkiem głowy. Po chwili rozpoznała w mężczyźnie Herwiga, zalotnika z głównej izby w tawernie. Wzięła głęboki wdech aby nie zwymiotować, po czym zauważyła w ustach trupa kartkę. Drżącymi dłońmi wyjęła ją i spojrzała nań, rozpoznając charakterystyczny styl pewnego nekromanty. „Lepiej przestań się ukrywać, tchórzliwa dziwko i pofatyguj się do mnie, albo będzie ich więcej”. Senthis zrozumiała, iż skończył jej się czas. Podskoczyła, gdy rozległ się łomot do drzwi.
-Otwieraj, kobieto! - usłyszała głos karczmarza.
Wiedząc, że nie ma zbyt dobrego alibi, zwłaszcza że karczmarz był świadkiem spięcia pomiędzy nią a Herwigiem, uaktywniła otrzymany od Carylitha kamień.
-Zastanowiłam się - oznajmiła zaskoczonemu mężczyźnie.

***


Stała na środku wielkiego, mistycznego kręgu. Jego wzór był niesamowicie zawiły, zaś tworzące go linie pulsowały, co sprawiało, iż dłuższe nań wywoływało zawroty łowy. Po jego przeciwległych końcach stali dwaj mężczyźni, bez wątpienia magowie, przy czym tylko ten po jej prawej wiekowo wydawał się odpowiadać standardom czarodziei. Jego towarzysz wyglądał niewiele ponad dwadzieścia lat. Mimo to Senthis wyczuwała bijącą od niego tak silną magie, iż niejeden mag w podeszłym wieku pozazdrościłby mu. W sercu czarodziejki silniej zatlił się ogień nadziei. Być może z tak potężnymi sprzymierzeńcami uda jej się pozbyć dręczącego ja widma z przeszłości. Wzięła głęboki oddech, recytując kolejne sylaby zaklęcia, czując jednocześnie, jak dweomer zbliża się do punktu kulminacyjnego. Po kilku minutach młody mag wykrzyknął ostatnie zdanie czaru, zaś w środku kręgu pojawił się promieniujący ciemnoczerwonym światłem portal.
-Ruszaj pierwsza - usłyszała za sobą głos Carylitha. Istotnie, musiała wejść jako pierwsza, jako że tylko ona znała dokładnie umiejscowienie jaskini, kryjówki Hiudrita... tak przynajmniej twierdził jej sojusznik. Uspokoiwszy myśli i nabrawszy pewności siebie, wkroczyła do portalu. Poczuła, jak świat wokół niej wiruje, jednak uczucie było silniejsze, a zarazem krótsze - kolejny znak, iż towarzyszący Carylithowi magowie znali się na swym fachu. Po chwili stała przed wejściem do jaskiń. Czekała cierpliwie aż z portalu wyłonią się magowie i ich przywódca. Znając plan czarodziejka zdziwiła się nieco widząc, iż to Carylith jako pierwszy podchodzi do wejścia. Jej zdumienie przeszło w przerażenie, gdy człowiek zakrzyknął donośnie:
-Nekromanto!
-Nie! - sapnęła kobieta - co ty robisz!?
Zrobiła krok do tyłu... a raczej usiłowała zrobić, gdy poczuła, że ciało odmawia jej posłuszeństwa. Nie mogła się ruszyć, nie mogła się nawet przewrócić
-Złapał nas, idioto! - zdołała wykrzyczeć, utkwiwszy wściekłe spojrzenie w Carylithie.
-Nas? - spytał beztrosko mężczyzna, zaś Senthis nagle uświadomiła sobie straszną prawdę. Zdołała zerknąć na młodego maga, rozumiejąc, że to on utrzymuje ją w tym stanie.
-Podły zdrajco - jęknęła, słysząc znajome, stukoczące kroki nadchodzące z jaskini - dlaczego to robisz?
-Nie bierz tego do siebie - stwierdził Carylith - o wiele łatwiej dostać coś od nekromanty po dobroci, niż na siłę.
Czarodziejka chciała coś odrzec, jednak w tym momencie z jaskini wyłoniły się dwa szkielety, za nimi zaś bezszelestnie wyszedł zakapturzony nekromanta.
-Senthis... stęskniłem się - usłyszała jego nieludzki głos - szczerze mówiąc nie sądziłem, że dasz się tak łatwo zwieść... cóż, czasem lepiej jest się mylić - zachichotał.
-Przesyłka dostarczona, nekromanto - odezwał się Carylith - wypełnij swoją część umowy.
Ponownie suchy, szepczący śmiech.
-Jak już mówiłem, wątpiłem w powodzenie twoje i tej bandy banitów, którym przewodzisz. Zacząłem zatem delikatnie nakłaniać moja przyjaciółkę do dobrowolnego stawienia się na spotkanie. Poczyniłem już pewne przygotowania, w których mój ekwipunek jest mi absolutnie niezbędny. - Hiudrit skierował spojrzenie z powrotem na czarodziejkę, najwyraźniej uważając rozmowę za skończoną.
-Nie chcemy przecież, aby wasze spotkanie zostało, powiedzmy, brutalnie zakłócone - odparł Carylith, zaś pewny siebie ton jego głosu nieco zbił z tropu nekromantę - wypełnij swoją część umowy, a pozostawimy was samym sobie.
-Śmiesz mi grozić, nędzny najemniku? - warknął Hiudrit, najwyraźniej odzyskując rezon - Zabieraj się stąd razem ze swoimi przydupasami, póki jeszcze możesz!
Carylith skłonił się nisko, zaczynając cos mówić, jednak Senthis zauważyła, jak jego ręka nieznacznie porusza się, wykonując jakiś gest. W odpowiedzi na niewypowiedzianą komendę, młodszy z towarzyszy człowieka uniósł obie ręce w górę i wykrzyknął słowo w dziwnym, skrzeczącym języku. Błysnęło jasne, złotawe światło przy akompaniamencie narastającego buczenia. Po chwili zaklęcie osiągnęło punkt kulminacyjny; powietrze na chwilę zgęstniało, stojące po bokach Hiudrita szkielety eksplodowały tysiącem kostnych odłamków, zaś sam nekromanta został odrzucony trzy metry do tyłu, po czym uderzył ciężko w ścianę jaskini. Uderzenie było silne, jednak zakapturzony osobnik natychmiast podniósł się z ziemi, unosząc przed sobą skrzyżowane dłonie. Natychmiast wytrysnął z nich strumień białych pocisków, do złudzenia przypominających zęby. Starszy z dwóch magów natychmiast przywołał ochronny krąg wokół siebie i swych dwóch towarzyszy. Magiczne pole trzeszczało od wyładowań energii w miejscach, gdzie pociski się z nim zderzały. Osłona była silna, jednak ku przerażeniu trzech mężczyzn nekromanta wciąż wysyłał w ich kierunku śmiercionośny grad pocisków. Senthis wpadła w wywołane zachwytem przerażenie - widziała parę razy to zaklęcie, jednak nigdy nie przyjmowało ono takiej postaci, jaką była istna lawina zębów uderzająca pod wszystkimi możliwymi kontami w coraz słabszy krąg. Atak nekromanty trwał ponad pół minuty, które dla Carylitha i jego towarzyszy zdawało się zmieniać w godziny. Ku ich uldze Hiudrit opuścił w końcu ręce. Starszy towarzysz mężczyzny padł wyczerpany na ziemię, zaś sam przywódca wydawał się stracić swą pewność siebie. Zanim jednak on lub młody mag zdołali cokolwiek zrobić, nekromanta nakreślił zawiły wzór w powietrzu - wzór aż nazbyt znajomy czarodziejce. Ujrzała koszmarną zjawę, niemal identyczną jak ta, która powaliła potężnego Glandrefa, bardzo szybko formująca się w powietrzu. Carylith wyciągnął z kieszeni jakiś przedmiot, włożył go do ust i dmuchnął weń. W powietrzu rozległ się przenikliwy pisk, wydający się rozrywać bębenki w uszach nie mogącej w dalszym ciągu poruszyć czarodziejki. Zrozumiała przebiegłego człowieka - przy czymś takim niemożliwe było rzucanie jakiegokolwiek czaru. Jednak nekromanta wydawał się nieporuszony hałasem, spokojnie kończąc zaklęcie. Zjawa z wielką prędkością poleciała w stronę młodego maga, który mający ręce przy uszach ledwo zdążył zareagować. Skrzyżował palce w obronnym geście, zaś zjawa zdawała się uderzyć w nieprzenikalną ścianę. Jednak przerażający duch nie poddawał się, napierając na człowieka. Młody mag-kapłan mógł być w stanie poradzić sobie z jedna zjawą. Jego szanse zmalały jednak do zera, gdy z wciąż utrzymującego się w powietrzu symbolu wyleciał drugi, zaś za nim trzeci duch rzuciły się na mężczyznę. Przez chwilę mag podtrzymywał ochronny czar, jednak zjawy w końcu przedarły się przez osłonę i jedna po drugiej wniknęły w niego. Zatrząsł się, podobnie jak niegdyś Glandref, po czym padł martwy na ziemię. Hiudrit odwrócił się w stronę Carylitha.
-Cóż, zatem do zobaczenia - rzekł człowiek, wykonując kolejny ukłon, po czym przebiegł przez portal, nie zadając sobie trudu by pomóc swemu drugiemu towarzyszowi. Portal zamknął się za mężczyzną, zostawiając czarodziejkę uwięzioną i bezbronną w objęciach unieruchamiającego czaru. Obserwował przerażona, jak Hiudrit mija ją, podchodząc do leżącego na ziemi maga. Usłyszała pojedyncze słowo, po którym mag krzyknął krótko, po czym ucichł. Następnie nekromanta podszedł do niej.
-Domyślam się, że teraz moja kolej? - spytała, zaś w jej głosie nie było słychać już strachu, jedynie rezygnację.
-Och, chciałabyś... - zaśmiał się Hiudrit, nakłuwając jej kark sztyletem. Czarodziejką targnął silny wstrząs. Później nie czuła już nic.

***


Pierwszym co poczuła, byłaciemność. Umarła? Ta myśl szybko jej jednak przeszła, gdy poczuła pieczenie na karku. W miejscu, gdzie ugodził ją nekromanta, uświadomiła sobie z przerażeniem. Otrząsnęła się z otępienia, usiłując zorientować się, gdzie się znajduje. Jaskinia, stwierdziła. Jednak otoczenie było jakby mniej naturalne, ściany i podłoże zdawały się być przez kogoś ukształtowane. W miarę jak wracała do siebie, rejestrowała kolejne szczegóły otoczenia. Dziwne przedmioty pod ścianą, stojące po jej bokach szkielety. Potężny, magiczny portal jaśniejący naprzeciw niej. Widziała ilustracje w księgach przedstawiające bardzo podbnie wyglądające portale. Usiłowała sobie przypomnieć coś więcej na ich temat. Czy przypadkiem ten konkretny nie był bramą międzywymiarową, pozwalającą na swobodne przechodzenie mieszkańcom obu planów?
-Czekałem na tę chwilę od dłuższego czasu - znajomy głos wyrwał ją z rozmyślań - pięć lat, jeśli chodzi o ścisłość.
-Czego chcesz? - spytała czarodziejka. Odpowiedź była oczywista, jednak chciała dać sobie więcej czasu, wymysleć jakieś wyjście z tej sytuacji.
-Czego chcę? - odpowiedział pytaniem Hiudrit - tego, co niegdyś utraciłem. Stąpania po tym świecie, rzecz jasna. Nieoglądania ponownie okropieństw piekła. Bycia wolnym, nie cierpienia wiecznych mąk. Nie chcę czuć na sobie oparzeń ognia, przez pięć lat bez widoku na koniec cierpienia. - w jego głosie dawało się wyczuć rosnące napięcie, mówił coraz szybciej, tracąc stopniowo swój spokój i opanowanie - Nie chcę żywić się nadzieją że moja wspólniczka przybędzie mi z pomocą. Chcę nie czuć na sobie tortur demonów. CHCĘ ŻYĆ! - zakończył swój wrzask magiczną inkantacją, zaś ciało kobiety wygięło się w łuk pod wpływem straszliwego bólu przeszywającego jej ciało. Chciała krzyczeć, jednak usta jej nie słuchały.
-Myślisz że to boli? - powiedział drwiąco nekromanta, ochłonąwszy nieco - nie wiesz co to słowo znaczy. Nie obawiaj się jednak, wkrótce się dowiesz.
Ból zelżał na tyle, że Senthis otworzyła oczy akurat by zobaczyć, jak Huidrit wrzuca jakis komponent w portal, który natychmiast rozbłysnął jaśniej. Nastąił podmuch, który zsunął nekromancie kaptur z głowy, ukazując nie powleczoną ciałem czaszkę. Czarodziejka mimowolnie westchnęła, co wywołało jedynie chichot ze strony jej oprawcy. Podszedł do niej przybliżając swą twarz do jej. Zobaczyła puste oczodoły, z których jednak bił zimny, ciemnozielony blask. Domyślala się, że reszta jego ciała również przybrała forme najstraszliwszego z nieumarłych. Nie dziwiła się teraz, że magia Carylitha i jego towarzyszy nie zrobila na Hiudricie wrażenia. Lisze były znane ze swej odporności.
-Chyba jednak nie wyszło ci to na złe - stwierdziła czarodziejka, wiedząc że stanie się liszem to marzenie każdego nekromanty, jak również niejednego maga.
-Myślisz że podoba mi isę to, czym się stałem? - spytał Hiudrit, zbijając ją z tropu - Naprawde sądzisz, że chcę być nieumarłym stworem, plugawą kreaturą, muszacą się ukrywać, już nigdy nie mającą zaznać przyjemności jakie dawało życie? - zakcentował swoje słowa gładząc jakościstym palcem po policzku, wywołując u kobiety nieprzyjemny dreszcz - Aczkolwiek lepsze to niż cierpienie wiecznych katuszy w piekle.
-W jaki sposób powróciłeś?
-Miałem szczęście ułożyć się z pewnym większym demonem.
-Ułożyć się z demonem? - spytała z niedowierzaniem kobieta - jakim cudem?
-Cóż, miałem po prostu szcęście bycia torturowanym przez pewnego mieszkańca piekła, który bardzo pragnie złożenia wizyty na naszym planie. Ułożyliśmy się - ja dostaję drugie życie, w zamian dostarczając wystarczająco dużo esencji, by mógł on odbyć swą wycieczkę - czarodziejka doskonale wiedziała, czym jest ow esencja - ty będziesz nadawać się doskonale, podobnie jak twoi duzi, potężni przyjaciele.
-Przyjaciele? - spytała kobieta, nie rozumiejąc, jednak zanim doczekała się odpowiedzi, na jej ustach pojawiło się kolejne pytanie - Potrzeba kilkuset istnień, aby tak potężna istota mogła przejść przez portal.
-Myślę, że pewne miasteczko nieopodal stąd dostarczy mi wystarczająco materiału.
Senthis uznała, że nekromanta się przeliczył. Nawet pomimo wielkiej mocy nie był w stanie podbić całego miasta, strzeżonego przeież przez spory granizon wyszkolonej straży miejskiej oraz będącego pod opieką pobliskiej świątyni. Hiudrit najwyraźniej zobaczył wątpliwości malujące sie na twarzy kobiety.
-Och, nie martw się o mnie, nie myślisz chyba że nie zostałem odpowiednio zaopatrzony? - jeszcze gdy wypowiadął te slowa, portal zapłonal nagle, zaś w jego wnętrzu zaczęła się formować jakas sylwetka, humanoidlana, jednak bez wątpienia nie będąca człowiekiem. Kształt nabierał ostrości, rósł, aż w końcu ukazała się koszmarna istota, przywodząca na myśl krzyżówke człowieka z nietoperzem. Demon zaskrzeczał i przeszedł przez portal. Pierwsza jego reakcja była widoczna chęć rzucenia się na nekromantę, jednak wzdrygnął się i skulił, w widoczny sposób okazując posłuszeństwo Hiudritowi. Lisz zaśmiał się złowieszczo, pozwalając czarodziejce przypuszczać, że bycie nieumarłym szybko przestanie mu przeszkadzać. Wiedziała, że demonów będzie więcej, że jest tylko kwestią czasu aż portal ustabilizuje się na tyle, by pozwolić na swobodny przepływ sług lisza. Rozumiała również, iż w obliczu demonicznej armii nawet cały garnizon miasta nie wystarczy. Wiedziała, że musi coś zrobić, w przeciwnym razie cała okolica, zaś później prawdopodobnie reszta świata stanie się podległa demonowi, który miał wkrótce przybyć. Nagle zauważyła możliwość - jeśli zdołałaby naruszyć strukturę portalu, której podstawą były materialne komponenty, być może portal by się zamknął. Miała unieruchomione ciało, jednak do zrobienia tego potrzebowała jedynie umyslu. Sięgnęła wgłąb siebie, przywołując swe telekinetyczne moce i koncentrując się na jednej ze świec stojących na obrzeżu portalu. Wyzwoliła moc, przewracając woskowy przedmiot. Portal zadrżał, ona zaś natyhmiast ksierowała telekinezę ku następnej świecy.
-Nieładnie - usłyszała głos, po czym wrzasnęła, wijąc się w agonii, kiedy Hiudrit wbił swój sztylet w jej ramię, wyzwalając jego moc w ciało kobiety. Czarodziejka usilnie starała się nie zemdleć, gdy kolejne fale bólu przepływały przez jej ciało. Gdy zaklęcie przestało działać, poczuła na sobie znajome mrowienie, pozbawiające ją magii. Na ziemi przed nią leżał kryształ. To on emanował antymagię, domysliła się Senthis. Zrozumiała, że skończyły jej się sztuczki. Wiedziała, ze pierwsza groźba Hiudrita wkrótce się wypełni, przenosząc jej duszę, jak i innych nieszczęśników do domeny sadystycznych demonów. Zobaczyła, jak nekromanta poprawia świecę, jednocześnie dorzucając do portalu kolejny składnik.
-W porządku, czas na piewrwszą ofiarę - rzekł z okrutnym spokojem, zaś w odpowiedzi na jego słowa dwa szkielety prywlokły jakiegos mężczyznę - mężczyznę, w którym rozpoznała Mensthera. Nieprzytomnego, jednak bez wątpienia zywego, z zagojoną raną po szabli szkieletu. Szkielety położyły wielkiego barbarzyńcę przed portalem, po czym odsunęły się, robiąc miejsce nekromancie.
-Tak... ktoś o jego sile będzie doskonałym źródłem esenci. Pozwoliłem sobie zachowac obu braci przy życiu. Szkoda byłoby zmarnować taki materiał.
Czarodziejka patrzyła, jak nekromanta rozpoczyna zaklęcie, unosząc sztylet nad piersią mężczyzny. Inkantacja dobiegała końca... gdy nagle koścista sylwetka lisza została rzucona na bok przez niezwykle szybko poruszającą się srebrzystą sylwetkę. "Wilk?" zdziwiła się czarodziejka. "Deralf!" uświadomiła sobie po chwili. Druid w swej zmienionej postaci skupił swe wyostrzone zmysły na sylwetce leżącego barbarzyńcy, po czym wyszrpnął z jego potylicy jakis przedmiot. Mensther natychmiast otworzył oczy, reagując wystarczająco szybko, by uniknąć cięcia szabli wymierzonego weń przez najbliższy szkielet. W tym czasie wilkołak, wyczuwając znajomą woń drugiego barbarzyńy, pomknął w kierunku wnętrza jaskinii, niemal natychmiast wracając i szybkim skokiem przewracając kościstego wojownika zagrażającego Menstherowi. Za nim wypadł Glanref, rycząc z wściełości i trzymając w rękach swój kafar oraz topór brata. Jak uznała czarodziejka, Hiudrit chciał wykorzystać ich niewątpliwie umagicznioną broń do przyspiesznia procesu otwarcia portalu. Mimo nadal ciężkiej sytuacji uśmiechnęła się pod nosem, gdy ostre jak brzytwa pazury wilkołaka rozerwaly pętające ją łańcuchy, uwalniając czarodziejkę z antymagicznego blasku klejnotu. Barbarzyńcy natychmiast przeszli do czynów, znając siłę i wytrzymałość szkieletów okazywali im jednak więcej szacunku. Mensther uderzył szkielet z boku płazem swego topora, podrywając go w powietrze. Natychmiast obok znalazł się jego brat, wykonując cios na odlew swym kafarem. Szkielet nadzwyczaj zwinnie uchylił się przed ciosem, wyprowadzając pchnięcie kościaną szablą. Cios został jednak zablokowany przez ostrze toporu; barbarzyńcy działali w idealnej synchronizacji, parując ciosy i odpowiadając własnymi. W końcu czaszka szkieletu eksplodowała między głowicą kafaru a kamienistym podłożem. Mensther natychmiast odwrócił się w poszukiwaniu kolejnej ofiary, jednak zdał sobie sprawę, iż stoi twarzą w twarz z demonicznym, skrzydlatym koszmarem.

***


Hiudrit podniósł się powoli, mierząc wzrokiem czarodziejkę i druida, jednak był razej rozbawiony niż zmartwiony tą małą rebelią. Wiedział, że nawet jeśli jego sługi nie powstrzymają tej czwórki, zrobi to osobiście. Zaczął inkantację, kreśląc niezwykle skomplikowany wzór, rzucając zaklęcie ofiarowane przez samego demona, który uwolnił nekromantę.
-Uciekajmy - na wpół powiedział, na wpół wywarczał Deralf - nie mamy szans!
-Nie. - odparła krótko Senthis. Juz raz uciekła, z katastrofalnymi skutkami. Nie zrobi tego ponownie. Nie pozwoli, by jej tchórzostwo spowodowało więcej zła. Skierowała antymagiczny kryształ w stronę lisza, który natychmiast się zająknął, zas nakreślone przezeń wzory zniknęly. Hiudrit warknąl z frustracji, usiłując odsunąć się z zasięgu blasku, jednak czarodziejka uparcie go w nim utrzymywała. Ujrzała jednak, jak w portalu szybko formuje się kolejna sylwetka, bardzo podobna do pierwszej. Po wyjściu z portalu wzbiła się w powietrze, jednak została natychmiast pochwycona i ściągnięta na ziemię przez wilkołaka. Deralf szybko zyskał przewagę w bezładnej szamotaninie, pazurami rozrywając błoniaste skrzydła demona i przegryzając gardło. Szybko podniósł się znad swej ofiary, akurat na czas by zobaczyć jak drugi demon rzuca się na Mensthera. Rzucił się biegiem by pomóc barbarzyńcy, jednak drogę zagrodziły mu dwa szkielety, zawzięcie wymachując szablami i zmuszając druida do wykonywania odskoków i przewrotów. Uchylił się przed wysokim cięciem, następnie błyskawicznie podskoczył nad spodziewanym zamachem z dołu, samemu wyprowadzając uderzenie w czaszkę szkieletu. Ponownie jednak dała o sobie znać niezwykła wytrzymałość kościstych tworów Hiudrita. Nie miał szans na zniszczenie szkieletów, jego jedyną szansą było utrzymanie się przy życiu na wystarczająco długo, by barbarzyńcy podążyli mu z pomocą. Kątem oka ujrzał, jak skrzydlaty demon rzuca się na Mensthera, najwyraźniej usiłując przewrócić barbarzyńcę. Bestia nie doceniła jednak siły człowieka. Wojownik zaparł się nogami, jednocześnie uderzając pięścią na odlew stworzenie, posyłając je w powietrze. Jednak zwinna istota wykorzystała to, rozkładając skrzydła i zbyt szybko by barbarzyńca zdążył zareagować spikowała i rozorała pazurzastymi kończynami jego ramię. Natychmiast wzbiła się wyżej, szykując się do ponownego przelotu, nagle jednak się zatrzęsła i spadła na ziemię. Mensther machnął do czarodziejki, bezgłośnie dziękując jej za błyskawicę, po czym potężnym zamachem zza głowy przepołowił skrzydlatą sylwetkę. Glandref natychmiast popędził w stronę druida walczącego ze szkieletami. Czarodziejka spojrzała z wyrazem wyższości na lisza, wyraźnie dając mu do zrozumienia, że przegrał.
-Taka jesteś z siebie dumna? - warknął do niej - po raz kolejny wysługujesz się innymi. Pokonacie mnie, zaś ty zapewne uważasz, że racja leży po twojej stronie? Czujesz się usprawiedliwiona, po tym jak zostawilaś mnie na pastwę demonów?
Słowa te wywołały kolejną falę wyrzutów sumienia u czarodziejki, choć już od dawna przekonywała się że nie była w stanie pomóc towarzyszowi, mimo danej obietnicy.
-Dobrze zatem. Jednak ja obiecałem demonowi dostęp do świata, tobie zaś poprzysięgłem zemstę. Muszę dotrzymać słowa. Wkrótce się spotkamy... ponownie.
Z tymi slowy Hiudrit zerwał się do biegu... po czym wskoczył w portal. Magiczna brama zadrżała, rozbłysła jasno i pokryła się potężnymi wyładowaniami. Po chwili dla czaodziejki stalo się jasne, że energia tak potężnej istoty jak lisz wystrczy najprawdopodobniej do pelnego otwarcia portalu. "Jak ja nienawidzę mieć ciągle rację" pomyślała, widząc kolejny kształt formujący się po drugiej stronie - natychmiast powróciły przerażające wspomnienia sprzed pięciu lat, spersonifikowane przez większego demona. TEGO więszego demona, uświadomiła sobie Senthis, czując jak krew odpływa jej z twarzy. Spojrzała na swych towarzyszy, jak wspólnie niszczą ostatni szkielet, jednak zdawała sobie sprawę, iż nie miało to w tej chwili znaczenia. Nie mogli mieć nawet nadziei na stawienie czoła potężnej istocie.
-Biegnijcie! - wrzasnęła kobieta, ruszając pędem w stronę tunelu prowadzącego ku wyjściu z jaskinii. Jednak usłyszała słowo wypowiedziane w gardłowym języku otchłani i w chwilę później droga ucieczki była odcięta przez szalejące płomienie. Skierowała ku nim kryształ, jednak nawet on nie był w stanie przezwyciężyć magii demona. Nagle zdała sobie sprawę, iż jej magia teleportacji działa i że może uciec demonowi. Nie mogła przenieść aż czterech osób, zaś w obliczu coraz wyraźniejszej sylwetki w portalu wyrzuty sumienia szybko ją opuszczały. Jednak jak mogła zostawić ich samym sobie? Dręczyły ją wewnętrzne wątpliwości; czy miała prawo decydować, czyje życie jest najważniejsze? W międzyczasie Deralf rzucił się w stronę portalu, demolując go i rozrzucając po jaskinii komponenty, jednak czarodziejka zadawała sobie sprawę z daremności tych działań - demon juz nawiązał kontakt z ich planem. Za najwyżej minutę wszyscy będą martwi. Nagle w sklepieniu jaskinii ujrzała blask złotego światła, który wydał się jej dziwnie znajomy. Swiatlo narastało, aż pojawił się istny słup tryskający w prost ze sklepienia. Gdy zniknął... w jego miejscu stał Carylith ze swym nadzwyczaj młodo wyglądającym kaplanem.
-Więc ponownie się spotykamy - rzekł z ukłonem najemnik, zaś jego towarzysz natychmiast oddał się inkantacji zaklęcia, które z każdą chwilą pociemniało i kurczyło portal. Z drugiej jego strony dobiegł ich wściekły ryk, zaś powierzchnia magicznej bramy zaczęła to jaśnieć, to znów się pociemniać. Demon wydawał się uzyskiwać przewagę, jednak w tej chwili Senthis wpadła na prosty, lecz jak się okazało, nader skuteczny pomysł. Podbiegła spowrotem do portelu po czym wrzuciła weń antymagiczny kryształ. Przejście zatrzęsło się potężnie zaś do ich uszu dobiegł jeszcze nieludzki wrzask pokonanego demona, obiecujący ogromny ból i cierpienie. Po chwili wszytko się skończyło. Nikt nie chciał odezwać się jako pierwszy. Jednak czarodziejce zbyt wiele pytań cisnęło się na usta.
-Jak? - spytała po prostu, patrząc na martwego - a przynajmniej na niegdyś martwego - kapłana.
-Och, Maini jest Aasimarem. Myślałem że się domyślisz.
Aasimar, pomyslała Senthis. Co jeden ze świętych wojowników niebios robił w najemnej bandzie Carylitha? Jej szacunek dla oportunistycznego człowieka wzrósł kilkakrotnie, gdy usiłowała wyobrazić sobie sposób, w jaki udało mu się nakłonić Aasimara do przyłącznia się.
-Mainisstymannerlain - sprostował cierpko kapłan, na co Carylith jedynie roześmiał się.
-Nie mam ochoty rozsupłowywać sobie języka, pozostańmy przy Maini - odparł beztrosko, dając do zrozumienia, iż ma Aasimara pod swoją kontrolą.
-Czemu mi pomogłeś? - spytała Carylitha, wiedząc że najemnik niechętnie ryzykowałby swoje życie dla kogoś innego.
-Przyszłe usługi? - jednocześnie spytał i stwierdził najemnik, zaś Senthis nie kłopotała się z odpowiedzią. - cóż, nigdy nie lubiłem długich pożegnań - to rzekłszy, skinął na Aasimara, który wzniósł obie ręce do góry, zaś po chwili wszyscy stali na polanie przed wejściem do jaskinii.
-Zatem do zobaczenia - mężczyzna puścił oko do czarodziejki, po czym zniknął wraz ze swym towarzyszem.
Cała czwórka stała, popatrując na siebie. Wspólna walka o życie zdawała się przybliżyć całą czwórkę do siebie.
-No cóż - zaczął Deralf - mam zamiar zostać przez jakiś czas w lesie. Przyda się tu teraz opieka druida. Spojrzał na czarodziejkę i barbarzyńców.
-Ja z bratem ruszamy w dalszą drogę. Tu już nie bardzo jest komu przyłożyć - powiedział z uśmiechem Glandref i wzruszył ramionami - Jeśli jednak byście potrzebowali w przyszłości mocnego ramienia, pytajcie o nas. - Po tych słowach ruszyli w stronę miasta.
-A co teraz uczyni Senthis? - zwrócił się do kobiety druid?
Czarodziejka przez chwilę zastanawiała się nad odpowiedzią. Nie mogła zaprzeczyć, iż była wdzięczna Deralfowi za to, iż bezinteresownie ryzykował życie aby ją ocalić. Poza tym nie przybyła tu po to, by stoczyć walkę z liszem.
-Może przydałaby ci się mała pomoc? - spytała z usmiechem, patrząc z nowym zainteresowaniem na umięśniona sylwetkę mężczyzny.
-Owszem, nie pogardziłbym - roześmiał się druid - poza tym myślę, że mamy sobie co nieco do wyjaśnienia.
Senthis uśmiechnęła się, ruszając obok druida. Jednak pod tym uśmiechem kryły się wątpliwości co do podjętej decyzji. Co się stało z Hiudritem? Czy demon skaże go na wieczne męki? Czy mogła temu zapobiec? Odegnała od siebie te myśli, przypominając sobie słowa starego przysłowia - każdy jest kowalem swojego losu. Nie mogła winić się za cierpienia inych. Musiała w to wierzyć.

<<<< Część 1 //\


Oceń materiał: Ocena: 5.53 (15 głosów).


Zgłoś błąd.



Feniks z Popiołów - czekamy...
Niniejsza strona jest częścią Wortalu Phoenix, znajdującego się aktualnie w stanie hibernacji. Kliknij na powyższy link by dowiedzieć się więcej.
Vgroup portfolio, agencja interaktywna - tworzenie portali internetowych, stron www, sklepow, CMS oraz grafiki  web 2.0
© 2002-2014 Imperium Diablo • Wszystko o grach Diablo 3, Diablo 2 i Diablo 1. All trademarks referenced herein are the properties of their respective owners. All rights reserved.